Wyobraź sobie, że zgłoszone było w poniedziałek, potem we wtorek, że jest chory. We wtorek mieli powiedziane, że ma zwolnienie od lekarza do końca tygodnia. W środę o godz. 20:30 dzwonił jego superviser z pytaniem jak się czuje i czy może już wrócić do pracy. Kazał mu w czwartek dzwonić czy będzie. W czwartek zadzwoniliśmy, że nie przyjdzie i że w piątek też go nie będzie, tak jak ma zwolnienie od lekarza. Dziś, godzina 16, a superviser znowu do niego dzwoni Już Bogdan nie odebrał, bo to przegięcie. Codziennie telefony, do tego zwolnienie na papierze do końca tygodnia. Ja nie wiem na co on liczył dziś jak dzwonił? Że co, Bogdan się ubierze i pojedzie w piątek wieczorem do pracy??