Byliśmy na poniedziałek umówieni z Kubusiem na kastrację. Pojechaliśmy do weterynarza, a ten, po wykonaniu wywiadu odstąpił od wykonania zabiegu. Stwierdził, że skoro Kuba nie jest agresywny, nie interesuje się suczkami, chodzi na spacery zawsze na smyczy i jest pilnowany, to nie ma sensu go okaleczać. Nie chciałam nalegać na wykonanie zabiegu przez lekarza, który wyraźnie nie chciał tego robić, bo wiadomo, jak to jest, jak robi się coś wbrew jakiemuśtam swojemu przekonaniu. Pomyślałam sobie, że zasięgnę porady na dogomanii i najwyżej utniemy Kubie jąderka u innego lekarza.
U tego, o którym piszę zrobiliśmy czyszczenie zębów w narkozie, czipowanie i przycinanie pazurków. Dostaliśmy też krople do oczu w związku z podejrzeniem zapalenia spojówek i tabletkę na odrobaczenie.
Okazuje się, że Kuba źle zniósł narkozę. I to zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Po wybudzeniu był bardzo wystraszony i reagował agresywnie na wszelkie próby zbliżenia się do niego. Traktował mnie jak obcą osobę. Nie mam pojęcia, czy to wpływ narkozy, czy może żalu pieska do mnie o to, jak go bolało przy robieniu zastrzyku. Bo to ja go trzymałam przy zastrzyku, strasznie płakał, omało mi serce nie pękło. Dziś Kuba już nie jest agresywny, ale za to odchorowuje fizycznie. Raz wymiotował, ma biegunkę. Weterynarz uprzedzał co prawda, że takie objawy mogą wystąpić, ale miałam nadzieję, że Kubę to ominie.
W wątku o kastracji odpisano mi, że nie powinnam odstępować od zabiegu, mimo opinii lekarza. A ja w obliczu tego wszystkiego po prostu boję się kolejnej narkozy. I tego, jak Kuba zareaguje na ból większy niż domięśniowy zastrzyk.