Czy można sobie wyobrazić nerwy jakie mieliśmy w czasie operacji naszej dosi?
Do chirurga jednego z najlepszych w Niemczech skierowali nas inni medycy. Doktor( nazywam go psi dr house) oświadczył nam, że pies ma 50% szansy na przeżycie operacji i 70% na brak powikłań po operacyjnych. To była środa, operacja trwała przeszło 6 godzin., ogromna utrata krwi. Dzwonimy ok.17- doktor operuje, ok.18- operacja się udała, pies ma być wybudzony dopiero na następny dzień. Dowiadujemy się, że wszystko okaże się w piątek, kiedy to zadzwoni do nas doktor. Jest czwartek, poranek- telefon z lecznicy, zamarliśmy, to była chwila, w której zatrzymał mi się świat ( czego mogłabym oczekiwać z informacji przed terminem?), a tu radosny okrzyk w słuchawce naszego doktorka, że psina stanęła na łapy, a on sam się tego nie spodziewał w tak krótkim czasie. Wiecie co, poszłam do kościoła i zapaliłam świeczkę za zdrowie doktora i mojej psiny. To były takie przeżycia, że do tej pory mam przeszło roczną traumę.:(