-
Posts
23810 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Norel
-
Wrzucę paragony za pierwsze wizyty, dojazd jako moja cegiełka ;) Miałam wrzucić łapę złamaną, ale nie wiem czemu połowa zdjęć z telefonu ma jakiś dziwny wygląd i nie otwiera się... musi w tym Tz pogrzebać. Tylko pierwsze 2 z początku i golenia dobrze się zrzuciły, a już oczyszczonych przetok i blizny nie mogę wgrać. Po zgoleniu futra wyglądało dużo gorzej niż się wydawało na pierwszy rzut oka. Ale powoli mniej się sączą te przetoki. Na pewno za parę tyg trzeba będzie powtórzyć rtg żeby sprawdzić jak to się zrasta...
-
Owszem, na krótko je opanuję żeby nie skakały, ale na krótko ;) Nie, nie będzie wychodzenia wspólnie-zwł luzem-przecież on ma złamaną łapę-wystarczy żeby najmniejsze z moich skoczyło na niego-to 2 x większa waga w niego walnie.... Dzisiaj dostał antybiotyki na kolejne dni i odpchliliśmy bo żywcem po nim łażą. Po niedzieli odrobaczymy. A jutro raniutko pomykam po mięso-trzeba zamrażarę "nakarmić" ;) Z transportem nie pomogę niestety- nie jestem w stanie na tyle godzin z domu wyjechać-nie tylko z powodu psów....pomijając poważną paliwożerność mojej terenówki..
-
:evil_lol: Powiem Tz-owi, bo się strasznie pluje że jak kolejny domu nie znajdzie to...... :zly7: (wpisz dowolne w miejsce kropek) Olis- no właśnie zwrócę jutro uwagę wetowi na skórę, może jakąś ew.zeskrobinę żebym jakiegoś syfa nie złapała do leczenia wszystkich ;) Chodził drań do południa luzem sobie, potem zamknęłam żeby moje wyszły-robię u koni a ten wyje..... tłucze się, drze pazurami po dechach bo słyszy psy bawiące się a tu deski..... Nic to, robię dalej, aż w pewnym momencie słyszę charkot na korytarzu stajni (dużej, Kojot jest w małej-kucykowej ;) ). Najpierw zaskoczenie-o co te moje głupki się kłócą? Ale w drugiej sekundzie wyskok na korytarz i no oczywiście! Kojot charczący obronnie na wszystkich i stado kotłujace się w korytarzyku-jeszcze pogodne w miarę ale... Wygoniłam towarzystwo cały czas pokrzykując-Kojot kłapał zębami i na Pumkę i na Mela, po wsiech-tak pewnie żeby go żadne nie ruszało...ale normalnie wydał mi się w tym podobny do takiego xxxx z zabawy w remizie, co to nie patrzy komu podskakuje byle mordą kłapać.. A problem tym większy że Melman idzie zawsze z nosem przy mojej łydce z tyłu, Pumcia biega w podskokach w kółko,Gaston przytulony do nogi,a...Kojot tez sobie życzy przytulony do nogi-w efekcie przy 2 nogach powarkujące na siebie głuptasy.. Gardło mnie boli :sg168: Upchałam go do stajenki-okazało się że tłukąc się znów wywalił deskę-wyszła na dole razem z wkrętami-szpara mała ale odgiąć się dała, przecisnął się jakoś zostawiając sporo futra na brzegu..Kombinator. Deskę wbiłam, przystawiłam z zewnątrz...Zastanawiam się jak te moje konie żyły w tej stajence tyle czasu i nie rozwaliły nic-przecież ona się najwyraźniej rozpada :evil_lol: a tak solidnie wygląda.....jak to trochę drewnochronu najwyraźniej w błąd wprowadza... :eviltong: Jutro wieczorkiem jedziemy na kontrolę psa-demolki.
-
Kupię fiprexa bo obroże cuchną i nie lubię jak się pies przytula z tym na szyi-zaraz ręce trzeba szorować. Co do Lukasa nie mam żadnych złudzeń. Akceptuje dziewczynki i ignoruje Mela, obu panów pełnojajecznych skoro już zaszufladkował na agresywnie to tak zostanie...Gaston miał do niego anielską cierpliwość długi czas i nic to nie dało-tylko szukał zaczepki,prowokował,atakował.. Pozostaje izolacja i pilnowanie bo inaczej zaraz krew się poleje. Kojot bawił się dzisiaj ze mną przesłodko- straszny dzieciuch z niego :) Wczoraj wieczorem normalnie nie szło mu zastrzyku zrobić tak się wyrywał-w końcu na sposób-Tz go trzymał pod pachą i zapakował mu w mordę duży kawał mięcha-jak przeżuwał to miałam chwilę żeby tą gęstą zawiesinę jakoś wcisnąć w niego ;) Nospa idzie szybciutko a to ledwo-ledwo nawet przez grubszą igłę... Do odpchlenia trzeba dołożyć jeszcze manicure :) O ile zęby ma starte do dziąseł a kły do połowy, to pazury jak u rasowego grizzly...
-
Kiedy właśnie nie bardzo widzę jakieś pchły... Wolała bym żeby to nie była taka reakcja-mieliśmy wilczura z takim uczuleniem na pchły, a potem sąsiedzi(też owczarka)-masakra ile lat trwało leczenie i potrafiło nagle znów wrócić.. Tfu tfu... ;) wolała bym żeby jednak pańciostwo swoje za jakiś czas znalazł.. Jedzonka może nie tyle co by chciał ale podgrzane, woda ciepła jak i dla Lukasa 2 x dziennie nalewana żeby nie zamarzło zaraz no i nie ścigają go wiatr i psy.. Dzisiaj widziałam znad stajni jak od "jego pól" z nosami przy ziemi przyszły 2 średniej postury puchate kundle, ale już na naszym terenie natknęły się na Lukasa i ostro je pogonił. Jeden plus tego naszego jazgotliwego rezydenta ;)
-
O, to gut idea ;) ! -wątróbka niedroga i powszechnie dostępna i...chętnie jedzona :) Zapomniałam o tym całkiem.. Dostaje 3 raz mniejsze porcje-w sumie 1kg mięsa i trochę suchej-chwilowo z prezentu weta.Nie grymasi, choć po ciasteczkowym bleh byłam pewna że suchą też wzgardzi. Z wit.w proszku mam marne doświadczenia- dużo się tego daje i zapaskudza zapachem mocno jedzenie-żaden mi nie chciał z tym karmy zjeść nawet przegłodzony, a i tabletki połowa z mięsa wyłuskiwała i pracowicie wypluwała choć producent zapewniał że są taaaakie smaczne :siara:... Ile ja tego w efekcie wywaliłam... :lookarou: Jestem fanem syropów ;) 1ml syropu a łyżeczka proszku robią dużą różnicę w karmie. Ale znalazłam jakieś w kroplach normalne wit.z Eurowet i zamówię w necie. Nie są drogie-20zł+wys. Wiadomo, kiedyś anemia minie, ale to i stan zapalny i katar kiedyś miną a jednak lecimy z antybiotykiem czy czymś tam żeby wspomóc szybko organizm w walce :loveu: Zastanawiam się jeszcze czy te obłysiałe łopatki to tylko niedobory czy coś więcej-reszta futra jest no skołtuniona,szorstka ale długa, a na łopatkach jak wystrzyżona i rzadka...No i występuje świąd co dzisiaj miałam okazję zaobserwować-tylko w tych rejonach go swędzi. Czy to nie jakieś grzybicze... Gotuję mu mięsne kostki jako przeprosiny bo zastrzyki są bolesne i biedak robi wszystko żeby tego nie dostać..Musimy we dwójkę walczyć, o płukaniu łapy nie wspomnę....Piszczy okrutnie biedak... u weta to chyba był w szoku że nawet nie miauknął jak mu w tym grzebali-najwyżej się zaszarpał. Ale za to potowarzyszył mi dzisiaj długo przy pracach na podwórku i chętnie poszedł do budy. Żeby tylko przestał tak straszliwie rano wyć.... wyrażnie żąda wcześniejszego wypuszczania "na świat" po całej nocy...
-
Wet dzwonił do mnie żeby dać znać jak badania wyszły. Ogólnie nerki, wątroba jest ok.Na pewno jest bardzo mocno zarobaczony- ale jeszcze kilka dni z tym poczekamy bo bierze antybiotyk, ma stan zapalny(no to wiadomo,od tych przetok) i bardzo silną anemię. Tak że zaraz idę szukać jakiś dobrych witamin z dużą dawką żelaza. Zamknięcie go frustruje-dzisiaj wybił deskę w ścianie.....(znaczy wyszła na gwoździach no ale...) Na szczęście zrobił to od strony sadu, a że kucysia chodziła sobie to była zamknięta bramka. Dzięki czemu chłopaki byli na podwórku a tylko Puma do niego przeskoczyła (no bo ona wszystko skacze). Jakby znalazł się po stronie wszystkich 3 mogło by być gorąco. Teraz się obawiam psy puszczać luzem na siq :( Po południu wobec tego pomagał mi razem z Pumą w pracach-było spoko-jeśli pies jest spokojny to i on nie zaczepia-tylko jak się boi czy wielkości czy gwałtowności innego psa to warczy.Niestety nie patrzy na wielkość adwersarza więc łatwo może dostać bęcki będąc takim pyskatym ;) Bardzo przymilny psiak.Qpa już dzisiaj lepiej szła ale siq dalej woooooolniutko.Wet mówi że jak ta nospa i antybiotyk nie pomoga to się usg zrobi.
-
Wpadłam jeszcze po obskoczeniu bazarów ;) Obrzydliwe ;) dosyć to te fotki przetok, ale mąż mi z telefonu zrzucił i przeglądarka mi je obsługuje a tu nie mogę dodać bo hosting nie widzi..... łapka taka na tym podudziu gruba-myślałam że to opuchlizna, a to właśnie to hmm, alternatywne krążenie co bokami poszło no i te nałożone na siebie kości...Aż mi duszno na myśl, że był tuż pod bokiem ale tak się chował że nie zobaczyłam go, a nikt mi słowa nie pisnął żeby spróbować mu wcześniej pomóc... Tyle się ocierpiał... Mój wet jest bardzo ludzki i nie robi operacji tylko po to żeby z człowieka kasę wydoić..wiem że zawsze patrzy by zwierzęciu nie dokładać kolejnych tygodni cierpień jeśli efekt końcowy nie za wiele dla niego zmienia.Wygrzebał Kojotowi jakieś próbeczki karmy-tylko nie wiem czy on suchą zechce.... Pani doktor chciała go ciasteczkami uraczyć-brał je niezwykle grzecznie machając ogonkiem, rozgryzał i dyskretnie z boku wypluwał :evil_lol: mało nie padłam ze śmiechu bo pokruszył tak na podłodze 3 zanim wetka zrozumiała, że on tak tylko z grzeczności bierze.. :mdrmed: Dobra, spadam towarzystwu obrządek zrobić.
-
Wyjazd tak daleki do pacjenta jest możliwy tylko jak jest to szereg wizyt terenowych(z reg u koni). To nie jest wet z mojej wioski ;) No a Kojot ma w kieszeni 100zł za dojazd zaoszczędzone, mnie paliwo jednak połowę taniej kosztuje ;) Jest dobrze w niedobrym, czy jak to by określić.Wet dziwił się strasznie że pies to przeżył i jest w tak dobrym stanie. Ma poważnie złamaną nogę z przemieszczeniem a głęboka blizna wskazuje że było to otwarte złamanie. Było-bo to kilkumiesięczna sprawa! Dokładnie na tym leży tętnica-widać jak pulsuje mocno bo stworzyło się bogate 'boczne krążenie' omijające uraz-jakoś tam to fachowo nazwał,zapomniałam ;) niemniej ociupinkę wyżej kość przesuwając się przecięła by ją i wykrwawił by się błyskawicznie, choć i tak musiał mieć duży krwotok bo coś tam w układzie tych żył i zgrubień krążeniowych na to wskazuje. Pies jest młody-zapisał mu rok-ale określić się nie da dokładnie bo zęby są tragicznie starte-musiał ziemię czy coś zgryzać z głodu.Ale na pewno jest b.młody bo złamanie się zrasta. Pies będzie nieco kaleką- zgodnie uznaliśmy za bezsens operowanie go, łamanie i dowalanie mu bólu do tego co przeszedł przez ostatnie jakieś 2-3 miesiące od wypadku. Będzie miał trochę krótsza łapę a więc ciut będzie utykać, ale skoro już na niej staje jeśli tylko jest równo i czuje się bezpiecznie, i delikatnie chodzi na niej a to okropne połamanie zrasta się, nie ma stanu zapalnego to nie odejmie mu to specjalnie komfortu życia jeśli będzie tą łapą nieco pociągać. Tak jak widziałam-ma 2 duże przetoki-ale też gojące się, to co było najgorsze już minęło i można powiedzieć że chyba sam biedak wylizał sobie drogę do zdrowia-choć oboje lekarze zajmujący się nim nie mogli się nadziwić jak wielka siła życia w nim jest i jak mógł przeżyć opuszczony na polach. Będziemy płukać przetokę, ma antybiotyki i profilaktycznie nospę na ten pęcherz bo to jego siuranie wolne, takie nie bardzo. Krew poszła na morfologię, w piątek pojedziemy na wizytę kontrolną. Był bardzo grzeczny i zestresowany.Ponieważ to ja przytrzymywałam mu głowę i łopatki przy na pewno bolesnych zabiegach przy łapie obraził się na mnie poważnie, i można powiedzieć, że wlokłam się na końcu smyczy a on szedł koło mojego Tz-a machając ogonem i łapiąc go ząbkami za rękę :) W stajence błyskawicznie schował się do budy-biedak. Zaraz pójdę wszystkich karmić bo dopiero wróciliśmy..
-
Wypuściłam ;) Zamknęłam moje psy i puściłam go na podwórko,odcinając ogród. Chciał powąchać Lukasa przez bramę sprawdzając chyba przy okazji możliwości wyjścia..- głupek mało mnie nie ugryzł tak się rzucił na Kojota (a ja miałam rękę na bramie).. Irytująco konfliktowy kundel :madgo: Kojot ładnie ze mną chodził po podwórku pomagając w pracy ;) Jak szłam po schodach nad stajnię to czekał spokojnie No ale w końcu znów wylądował w boksie.\Moje kundle wreszcie odkryły gdzie jest i skakały na bramkę zaglądając-klasycznie już chyba-z Melem było by chyba na spokojną obojętność, z Gastonem od razu z charkotem do siebie wyskoczyli. Czyli powtórka relacji moje psy-Lukas. o 18tej jedziemy do weta.
-
Zapraszam na bazarek dla filatelistów i nie tylko :) Mnóstwo przepięknych znaczków głównie z fauną i florą często jeszcze zapakowanych z mojej kolekcji. http://www.dogomania.com/forum/topic/144283-filatelistyczny-cudna-kolekcja-fauna-i-flora-dla-kojota-do-812g2100/ Gorąco zapraszamy :)
-
Poszliśmy dzisiaj na mały spacerek na łąkę ja z Kojotem a Tz z Pumą jako teoretycznie najprzyjaźniejszą (jakoś na zapoznawanie z chłopakami nie mam chwilowo ochoty ;) ) Pomysł był taki se... :) bo Pumcia miała wręcz szajbę żeby nowego poznać-Tz co chwila był oplątany smycza albo ona, skakała w powietrze, wirowała,uprawiała jakąś zachęcającą gimnastykę.... Kojotek okazał się średnio chętny do takich poufałości... przez płot jak go spróbowała polizać co chciał ją upierniczyć w nosa. Potem trzymaliśmy się od siebie tak na 2 metry-obok, co jakiś czas przystając bliżej i dając Pumce się do niego lekko zbliżać (a ona chciała bardzobardzo). Kojot nosa wyciągał, owszem, po czym z warkotem ją hamował (wiele by to nie dało jakby na końcu smyczy nie wisiał obciążnik z chłopa ;) ) W połowie pola Kojot zapragnął zrobić qpę.... W efekcie pańcio z Pumą poszli w pola a ja stałam jak ten kołek w pierońskim rozpędzonym na maxa wichrze a psiur siedział na kucaka i... no i głównie zamarzaliśmy-pewnie dlatego nic wyjść nie chciało.... W końcu jednak przy którejś kolejnej 5minutowej próbie udało się coś ciut wycisnąć a potem drugie 3 minuty cienką strużką siuuuuusiać i siusiać... Tz wrócił z obchodu pól w międzyczasie i poszliśmy pod nasz mały zagajniczek gdzie było zaciszniej i spróbowaliśmy na tej otwartej przestrzeni, bez presji zapoznać go z kosmatym. Małż kucnął i zaczął słodko przemawiać do Kojota, Pumę przytrzymałam za obrożę, a nowemu dałam długa smycz, Patrzył się, spróbował nawiać, ale smycz szarpnęła, więc cofnął się i znów patrzył. Chyba uznał coś w rodzaju-raz kozie śmierć lub może raz maty radiła i dosłownie rzucił się na Tz-a i przywarł do niego jak pijawka... a objęty ramionami usiłował wylizać mu twarz cały czas mocno pracując ogonem u próbując nastawić na raz wszystkie możliwe fragmenty ciałka na głaskanie :) Ale kiedy się stoi-tak jak póżniej w boksie-znów się obawia i jest w pełni czujny i nastawiony na ucieczkę. Po południu przywieżliśmy mu budę od cioteczki gryf.Wstawiliśmy do boksu, włożyłam siana i kocyk na wierzch. Kojot przeczekiwał te straszne czynności w kącie stajenki, ale jak Małż ukląkł i zaczął go przywoływać-to słowo 'chodż' zdecydowanie było mu znajome i szybko poszedł się przytulić-ba! nawet łapkę 2 razy mu podał! :) Słodziak. Jak potem przyszłam kucce wody dolać i pozwoliłam psom wejść do stajni żeby trochę ciekawość zaspokoiły-to obwąchały tylko kąty a Kojota w boksie ponad bramką nie wypatrzyły... bo z budy nie sterczał mu nawet czubek nosa :) Na pewno docenił to dodatkowe schronienie! Jutro będę dzwonić do weta-pytać jak ma rozłożone wizyty i czas.
-
Chętnie kupię ciepłą męską kurtkę w sportowym stylu pod pachami 60 x 2 i męskie swetry w b.dobrym stanie ok 54 x 2 pod pachami.
-
:Rose: Jak on mnie dzisiaj radośnie witał! To niesamowicie pogodny psiak, aż serce się kraje jak musiał cierpieć z samotności i zła odganiających ludzi. Jest taki spragniony przytulania! Usiłował mnie po twarzy polizać, siadał słupeczka opierając mi łapki-lub choć 1 na udach... Głaszcz mnie głaszcz, a ja będę machać ogonkiem :) Siedzenie w boksie nie podoba mu się, piszczał biedak zostawiony... Byliśmy na spacerku-zwiedzaniu ogrodu i sadu. Pomykał całkiem dziarsko-jak się go przytrzyma na smyczy i zagada to zwraca uwagę-nie drze jak głupi wyrywając ręke, ale chodzić na smyczy jednak specjalnie nie umie-tyle że po prostu jest dość nastawiony na człowieka z uwagą. Zrobił tak mega dłuuuuugie siusiu że zastanawiam się czy pęcherza nie ma podziębionego.. Z noga musi być naprawdę stara sprawa, jeśli uda nam się zapoznać go na małym spacerku z Pumą i Tz-em to może uda się zrobić fotkę, bo jak nie to się nie uda. Dziwnie to opuchnięte-nalane na stawie,wysoko i od środka uda (no- kolana anatomicznie ;) ) są rany-płytkie ale rozlazłe. Jak powoli idzie to utykając staje na łapę, ale jakiś moment-jakby zabolało i już łapa w górze i tak zostaje. Na pewno nie jest to stare psisko-ząbki bialutkie i równe i wzrok mega bystry :) Już mi z bliska Kojot nie pasuje ;) będzie raczej dość puchaty misiak jak mięska nabierze...
-
Nie-na razie nie ucieka,choć pewnie ma ochotę bo chwilami słupka staje na drzwiczkach- i nawet powitał mnie radośnie...dopóki nie doszedł mąż :( Nie pomogły miłe słowa, ani głaskanie-siadł sztywny w kącie boksu,wpatrzony w strasznego chłopa,na moje głaskanie reagował wręcz niechętnie jakby obawiał się że to przedłużenie ręki tego tam co 2 metry dalej stoi... Moje psy go oczywiście wywęszyły i zaczął się taniec dookoła budyneczku i darcie pazurami po drzwiach i ścianach (oczywiście celuje Pumcia). Bardzo go to stresuje, ale nie ma co się tu zapoznawać na razie-może ew. jakoś delikatnie z Pumą jutro-trochę tak "przez płot" bo straszliwie się nakręca dziewczyna.Tańczy w koło mnie po podwórku, skręca się i zwija ciałeczko żeby tylko zwrócić moją uwagę, że TAM COŚ JEST! no chodż zobaczyć.... ;) I niestety skacze na drzwi które składają się z wielu małych "szybek" poliwęglanu-już w jednej silikon puszcza-tylko patrzeć jak mi odpadnie.. Pójdziemy jutro na spacerek to zobaczymy co tam Kojotek powie ;) Łapy mu nie ruszam, nie grzebię, i tak się nie znam, a po co go stresować... W poniedziałek zadzwonię do mojego weta i spróbuję go skusić na przyjechanie z RTG. W sumie miałam i tak robić mojej klaczy która ma problem ze wstawaniem więc może tak na 2 w pakiecie będzie mu się chciało wybrać do nas ze sprzętem. Bo nie za bardzo wyobrażam sobie wieżć piesa.. chyba tylko 'kangurem' i w klatce, choć byłby to na pewno wielki stres i raczej by mu zaufanie do nas nie wzrosło. W osobówce nie widzę go całkiem-zwł. wsadzania go do mojego wysokiego samochodu-jakoś z tą łapą miała bym opory zaryzykować branie go na ręce...Na pewno go boli... Bardzo wam dziękuję za wszelakie wsparcie :wub: Oglądałam dzisiaj kojce na necie...ceny są trochę przerażające-z podłogą z reg pow.tysiąca taki mniejszy... Siedliśmy z małżem robić kalkulację wykonania, ale w równie solidnej opcji co sa oferowane sam materiał wyszedł nam grubo ponad to, co cena tamtych boksów z pełnym wyposażeniem :wacko: nie licząc gazu do spawania,impregnatu, dech, blachy,farby..sama goła stal... Musza mieć cenę mega hurt na stal... Rozmyślam nad wersją 'eko' czyli ze zgrzewanych paneli ogrodzeniowych-tylko czy to będzie dość solidne i bezpieczne no i jak szybko uda się to zrobić...Ja nie umiem spawać niestety 8-) A niechby to już w tym momencie postało dość długo żeby ewentualnym innym tymczasom służyć. W efekcie jedyne co uradziliśmy to zaciszne miejsce za stajenką, w sadzie, gdzie można to ulokować i gdzie nie będą psa nękały wiatry od pól ani słońce latem. Jutro spróbujemy podjechać do cioteczki po budę.
-
Napisałam pw- bo żeby nam do kangura weszła ;) Słuchajcie-dlaczego ja na tym wątku w ogóle nie widzę na górze tekstu pokaż ostatni nieprzeczytany.??? Wszędzie to jest a tu nie ma... :look3: Kojotek odłowiony... trochę trwało bo mąż za mną poszedł-niby w ukryciu ;) i pies zwiał i za nic nie chciał przyjść... Ale zmarzłam na tym polu.....ja nie wiem jak on tam trwał :lookarou: Dopiero jak małż sobie poszedł to prawie po ciemku przyszedł do mnie już machając ogonkiem :laugh2_2: Na smyczy szedł grzeczniuteńko póki nie weszliśmy na mój teren-usiłował bokami nawiać, ale daliśmy radę. W boksie dostał kość i wody-pierwsze pożarł, drugim mało się nie udławił tak chłeptał. Potem mu jeszcze doniosę. Szczęśliwy bardzo nie był zostając-podparłam na wszelki "w" drzwi zewnętrzne deską-otwieranie ich skacząc na klamke jest banalnie proste a nie wiem na ile jest sprawny-czy wyskoczy przez niewysoką bramkę boksu na tej 1 łapie czy nie.. A- z miską to sądzę że chciał mieć Tz-a za krzakami schowanego na oku-a jak zagłębił solidnie mordę to...chyba mu brzeg miski widok przesłaniał ;) Teraz nie było już z tym problemu- w ogóle mega łagodny-nawet nie warknął, żadnych protestów..
-
Allu-tak-będę bardzo wdzięczna :) Tak jak i wszystkim którzy zadeklarowali wpłaty. Wyślę na pw konto bo chyba tu nie można? czy można wpisać?? Za godzinkę idę spróbować zapolować. Wstawiłam 3 zdjęcia w pierwszym poście i tu wstawię 3. Mąż z daleka bardzo robił-marnie wyszło ale pies strasznie się go bał-więc chował się za naszymi drzewkami i tak pstrykał ;) Coś tam widać. Kojot przy jedzeniu dał mi się głaskać po szyi-ale już jak tylko w misce jest mało to odskakuje-kuszony podejdzie-resztki zje ale już z ręki-do miski w której widać dno łba nie chce wsadzić i wylizać. Spróbuję w trakcie jedzenia założyć mu obrożę i przytrzymać-może mnie nie zeżre ze strachu. Zaciągnęła bym go do boksu kuca-wsadziłam chłopaków w jeden razem. Może to nie luksus bo to stajenka z desek i zimna bez wątpienia ale cieplej niż na polu, pod kontrolą. Chwilę by posiedział na porządnie pościelonym słomą z opcją materaca psiego bo mam 2 na zapasie stare ;) Na zdjęciach tego nie widać dobrze ale jest dramatycznie chudy-ma mimo wszystko mnóstwo tej sierści ale przerzedzonej i na grzbiecie dotykając widać że to naprawdę ostatnie stadium wychudzenia-ani grama mięsa, zapadnięcia wokół kręgosłupa,żeber, miednicy takie jakby szkielecik stał-ostrzyc go a wzbudził by przerażenie każdego. Sądzę że to naprawdę ostatnia chwila była. 'Pliiz' na moje robocze ciuchy nie patrzeć ;) Trzymajcie kciuki żeby udało mu się tą obrożę zapakować i przytrzymać.. Muszę solidnie się opatulić w razie jakby chciał skoczyć bo będę mieć na wysokości zębów twarz.
-
Cieszę się że jesteście :) Zaraz na pw pójdę-jakoś się umówimy z podjechaniem trzeba zobaczyć czy nie będzie za mała bo amstaf kojarzy mi się z psem niezbyt dużym, a ten taki mniejszy wilczur gabarytowo. Wieczorem poszłam znów z michą-rzeczywiście tak jak sąsiadka mówiła był na środku szczerego pola.. Niespokojnie zerkał w stronę mojego gosp. czyli miał z Lukasem przeboje (biedny grubas-czyżby się bał że mu mięcha zabraknie? ;)terytorialny drań ) Mięso pochłonął-miskę musiałam trzymać (jak postawiłam na ziemi to zamierał i nie podchodził) z trzymanej w ręku jadł,ale dotknąć się nie dał na razie. Musiałam też na kucaka siedzieć jak tylko wypatrzyłam go na polu że się zbliża-bo jak się stoi prosto to za diabła nie podejdzie tylko oddala się.Ciężka próba dla moich stawów ;) Szkoda że sąsiadka mi nie powiedziała wcześniej-tylko jak już jest tak zimno (dziś ma być -8C)ale tak to bywa na wsi.
-
Poranek Kojota jest bardzo zimny.... Chudziutki,chory psiak leży na polach w bezpiecznej odległości od chałup,przy nędznej osłonie z rzadkich krzaczków malin, w mrożnych wichrach które u nas rozpędzają się po polach wyciskając z człowieka ostatnie resztki ciepła... Czy tam ma umrzeć przymarzając do bruzdy zaoranej gliny? Sąsiadka mi dzisiaj pokazała psiaka "z urwaną nogą" który podobno od dłuższego czasu błąka się u nas we wsi-ale mój przygarnięty Lukas tak skutecznie pilnuje terytorium że pies nie zbliżał się tylko "ukrywał się" u sąsiadów w krzaczkach malin na polu i błąkał po chałupach szukając czegokolwiek do zjedzenia zewsząd odpędzany.. Sąsiadka przygarnęła już 3 psy i niezliczoną ilość kotów i nie stać ją na karmienie go co nie przeszkadza że jej go szkoda. Przedpołudnie spędziłam na polach z miską po zamknięciu Lukasa i Sojki w klatce. Pies roboczo nazwany Kojotem, ze wzg na podobieństwo które jakoś mi się tak "narzuciło" gdy przeciągle patrzył mi w oczy niepewny czy mięso w misce nie jest snem i gdzie jest w tym wszystkim pułapka... Wystraszony bardzo, chudy i głodny nieziemsko, bardzo ładny będzie- ciekawego-szaro-brunatnego koloru z 2 przednimi łapami białymi, średniej wielkości-taki do kolana. łapa tylna rzeczywiście wisi-a raczej leciutko podpiera się nią jak stoi, ale jak ma ruszyć podnosi ją niesamowicie wysoko tak że wygląda rzeczywiście z daleka jakby łapy nie miał. Na stawie kolanowym ma 2 rany-raczej stare ale nie gojące się, dookoła widać wylizane do gołego ciała futro(pies nie podszedł do mnie zbyt blisko więc...) 5 palec jest jakiś dziwny i wisi luzem majtając się, być może łapa jest gdzieś w rejonie stopy złamana. Trzeba by go spróbować odłowić i zawieżć do lekarza.. Może po paru dniach karmienia na polu da się dotknąć?zrobić fotkę? Gorzej z resztą bo nie stać mnie na utrzymywanie szóstego psa i stada końskich emerytów..,zakup kojca i budy dla niego. Sądzę że będę musiała prosić was o pomoc bazarkami, bo inaczej nie da rady i przyjdzie go do schronu odwieżć.Wystarczy wsparcie na kojec i budę na zimę i podstawową karmę, poza tym byłby w BDT. Jest tak zimno, że nieludzkie było by go zostawić na tych polach-albo go myśliwi zastrzelą, albo-szybciej-zamarznie. Skoro nikt go nie przygarnął dotąd to już tutaj domu sam nie znajdzie. :( Pies jest łagodny więc może znalazł by po wyleczeniu dom?.... Zdjęcia słabe bo z bardzo daleka robione i zwykłym aparatem. wiadomości od wet.post 53 2015 marzec- dziś Kojot wygląda tak. Od gryf80 buda. Od Caila witaminy. Fundusze Kojota 450zł-Baltimoore 50zł- Alla Chrzanowska 50zł- Olis z ff- 50zł- elficzkowa- 373zł bazarek cegiełkowy Alli 301,60zł bazarek filatelistyczny 5zł cegiełka od asiuniab 1387zł bazarek nasionkowy na kojec 92.80zł nadpłaty w bazarku ___________ razem 2758.1zł minus Wydatki grudzień2014 220zł rtg,leki,opatrzenie rany,morfologia pełna,leki na kolejne dni 50zł dojazd do lecznicy 40zł kontrola, antybiotyk cd. fiprex 50zł dojazd do weta 72zł inflamex 40zł witaminy (od razu 2 buteleczki-na 50dni) 186zł karma na grudzień 30zł odrobaczenie (od razu + porcja na podanie powtórkowe za 2-3 tyg bo jest bardzo zarobaczony) 186zł karma styczeń 168zł karma luty 186zł karma marzec 1959,99zł kojec- faktura post(275) 20zł szczepienie wścieklizna marzec2015 W kasie debet -422,19zł Kwiecień 2015 Dochód-bazarek nasionkowy 1181zł 80 gr wydatki-kastracja,usunięcie uszkodzonych paliczków łap tylnych, RTG złamania,leki i dojazd-350zł+50zł+40zł (paragony post..) karma kwiecień 186zł\ materiały opatrunkowe-28zł karma maj 190zł karma czerwiec 190zł odpchlenie z moich funduszy kupione na bazarku ;) krople na zapalenie ucha 40zł karma lipiec 190zł w kasie / debet 504,39zł karma sierpień- 190zł karma wrzesień- 190zł odpchlenie z moich funduszy karma październik 190zł w kasie/debet 1074.39zł bazarki październik dochód 1414zł szczepienie wścieklizna 25zł w kasie 314.61zł karma listopad-190zł legowisko siatkowe-339zł (Doogi-nie dotykające podłoża) bazarek kwiatowy- 3660zł w kasie 3445.61zł badanie+obr.od pcheł-50zł 67zł dojazd do wet. i Aurizon do ucha. 220zł karma hypoalergiczna(grudzień)+34zł mięso mielone wp. 28zł-płyn do czyszczenia uszu Otifree (+dicortinef z moich funduszy) 30zł biotyna w płynie na sierść 2016.r. 248 karma sucha styczeń +mięso wp.36zł styczeń 2016- w kasie 2732.61zł 280zł karma +mięso luty 1600zł wykupienie kuca Mikuś 380zł transport ( 198km w 1 stronę) 36zł ostruganie kopytek-kowal luty- w kasie 436.61zł 280zl karma i mięso na marzec 281zł dochód-bazarek nasionkowy 20% zysku 264zł karma i mieso kwiecień odrobaczanie na mój koszt 265zł karma maj zakup suplementów na stawy i preparatu na stan zapalny ucha na mój koszt 220zł mięso wołowe i wieprzowe na czerwiec w kasie debet 311.39zł przechodzimy całkowicie na dietę mięsną+witaminy i warzywa bo jest zdrowsza i tańsza od suchej i mam 100% pewności co do składu ;) 200zł mięso wołowe+drobiowe+ wieprzowe lipiec 200zł mięso sierpień na mój koszt zakup witamin i nowego legowiska w miejsce "zeżartego" ;) 195 zł mięso na wrzesień preparat na stawy na mój koszt 195zł mięso pażdziernik 400zl mięso listopad/grudzień szczepienie p/wściekliźnie na mój koszt jesienne odrobaczanie na mój koszt w kasie debet -1501.39zł 2017rok 200zł karma na styczeń + witaminy na stawy na mój koszt 200zł karma na luty 410zł bazarek nasionkowy-50% zysku 117.96zł -20% zysku z bazarku nasiennego luty 324.75zł -50% z bazarku luty marzec 2017- w kasie debet 1248.68zł 200zł karma na marzec Rozszerzam wątek zbiorczo o zwierzaki które były są czy będą pod moją opieką. Tu był wątek Lukasa którego z powodu trudnego charakteru i braku chętnych do adopcji przejęłam na własne utrzymanie do stadka moich psów i stada koni.. http://www.dogomania.com/forum/topic/131085-lukas-z-charakterem-w-bdt-szuka-dslublin/ Tu był pierwszy wątek Sojki w zaawansowanej ciąży http://www.dogomania.com/forum/topic/61981-pilnesojka-malutka-sunia-radosna-perełka-szuka-domupilne/ po moim wypadku został przeniesiony i gdzieś zaginął tak samo jak wątki Vegi ze szczeniakiem, która do dziś jest u jednej z dogomaniaczek-już stareńka i chora czy Vulkan, także szczęśliwie wyadoptowany. Sojka jest kolejnym psiakiem który przeszedł na moje utrzymanie z braku chętnych przez lata. Kolejnym psem którego przejęłam na utrzymanie z braku chętnych jest Melman-dziś już dziadzio-udało mi się odszukać i ocalić od zapomnienia jego długi i obfity wątek :) http://www.dogomania.com/forum/topic/92372-melman-przez-zasiedzenie-zostanie-w-dt/#comment-9937397 Chciała bym też, żeby fundusz nazywany dotąd Skarbonką Kojota mógł wspomagać też inne potrzebujące zwierzęta- z których pierwszym będzie Mikuś-przeznaczony na rzeź starszy kuc z przykurczem ścięgien. Obecnie mam u siebie 2 adoptowane dogi niemieckie Pumę i Gastona, Melmana-w typie doga-który nie znalazł domu przez adopcję, Lukasa i Sojkę-które tak samo nie ujęły nikogo za serce przez lata, Kojota ciągle z szansami na dom, 4 duże stare konie na dożywocie w tym klacz z astmą i dwie z problemami ze stawami/trzeszczkami, 3 stare kuce na dożywocie w tym jeden z uszkodzonymi stawami tylnych nóg i obecnie wykupiony przed rzeźnią pokrzywiony starszy kucek z przykurczem ścięgna-którego los postanowiłam odmienić z pomocą funduszy jakie posiada w skarpetce Kojot, aby nie robić niepotrzebnej zbiórki czy bazaru na szybko na wykupienie mu spokojnej starości- z czym mogło by się po prostu nie zdążyć bo termin był krótki.... Będzie mi łatwiej na wspólnym wątku napisać coś o którymś ze zwierzaków niż usiłować utrzymać przy życiu wiele wątków. Mam nadzieję że uznacie to za dobry pomysł.