Czikę poznałam już u rolnika na łańcuchu (byłam tam opracować wniosek i dokumentację do celów dotacyjnych i rzuciła mi się w oczy mała suczka przy dużej budzie). Oczywiście zapytałam o psinę i gospodarz streścił mi jej historię: Kilka tygodni temu umarł samotnie mieszkający starszy 84 letni Pan - właściciel Cziki. Zdaniem miejscowych: "dziwak mający fioła na punkcie swojego psa". Żona i syn tego pana bowiem na stałe mieszkają w Niemczech. Po śmierci syn posesję sprzedał a sukę wydał miejscowemu pijakowi, który za tanie wino rozwiązuje problemy z niechcianymi zwierzętami... Od pijaka sukę wziął gospodarz, bo akurat zdechł mu pies. Rolnik miał nadzieję, że Czika będzie stróżem alarmującym szczekaniem wejście obcych na posesję a w nocy dodatkowo połapie szczury bytujące w obejściu... Zawiódł się jednak bo psina jest "rozpieszczona jak dziadowski bicz, żarłaby same luksusy, ciągle piszczy zamiast wziąć się do roboty, na widok obcego mało ogona nie zgubi z radości a jak ujrzy szczura to ucieka. Na dodatek nie pozwala kurom pić ze swojej miski, wyrwała wszystkie pióra z ogona kogutowi." Oczywiste, że w takiej sytuacji sunia musiała w "trybie przyspieszonym" opuścić gospodarstwo, tym bardziej, że pojawił się tam już nowy pies (szczeniak). Zamieściłam ogłoszenia w prasie i dzisiaj wstępnie umieściłam suczkę w Pruszczu u Pani, która ma dzieci i koty.