pojechał :( i został :( to dobrzy ludzie i dobry dom ... taki jak z bajki, drewniany, w lesie ... cisza, spokój, żadnej ruchliwej ulicy pod bramą, duży teren do biegania, ogrooooomna buda ze słomą, jak się patrzy ... trochę był zagubiony, ale się nie bał tak jak kiedyś ... nie płakał, dawał łapkę swojej nowej pani, która go miziała ... będzie mu tam cudownie, ma naprawdę super dom ... nie wiem czy jestem szczęśliwa czy nie ... trochę jestem ... ale ta dziura ... jakbym serce zostawiała ... ale nie płakałam ... trochę teraz jak do Was piszę ... zrobiłam dla niego wszystko co mogłam ... utuczyłam, nauczyłam dobrego dotyku, mój mąż go wychował, został odjajczony i na koniec zaczipowany, nauczył się kochać ludzi i znalazłam mu dom ... a jednak jestem smutna ... zostawiałam go bez żadnych obaw, będzie tam szczęśliwy ... no i będziemy go odwiedzać ... to tylko jakieś 10 km od Łodzi, zaraz za Zgierzem, miejscowość Emilia, tam jest rondo ze zjazdem na A2, ale domek w lesie ... zachowywał się na medal, jedzenie dostał już od swojego pana, a smakołyki od pani ... to chyba wszystko ... chyba się wezmę za prasowanie, bo tego nie znoszę, więc zabiję czas i uciszę sumienie ...
Trochę to chaotyczne, ale musicie mi wybaczyć ... myśli mi się gubią ...