Witajcie, mam na imię Piotrek i jestem najszczęśliwszym posiadaczem prawie 13 letniej suki owczarkopodobnej o imieniu SABA. Połowa moich haseł to powiązanie z Sabką.
Z Sabką jesteśmy razem od prawie 12 lat, jest to mój pierwszy i wymarzony pies.
Ale cóż ...jutro przed nami poważny zabieg, usunięcie śledziony z nowotworem o średnicy 10 cm. Nawet ma apetyt, robi siusiu, jakoś łazi ale z trudem wstaje.
Widać że jest zmęczona, jak wielu vetów nie dają gwarancji że wyjdzie z tego , ale jest nadzieja, tym bardziej że Sabka jest bardzo silnym psem i nawet teraz daje to odczuć. Jeszcze wczoraj wieczorem wyjałem jej wenflony z decyzją ...że tak ją zostawiamy. Ale nie mogłem spać i o 6 rano poleciałem do SGGW i jutro o 8.00 będzie miała "zabieg"
Płuca, wątroba, jelita, żołądek zdrowy, nie wymiotuje , ale widać że jest jej źle.
Wierzę że jeszcze pójdziemy na spacerek , ale też przyzwyczajam się do możliwości że się nie wybudzi. Dla mnie lepsze to niż nieoczekiwany wylew i 20 minut po psie...
Boję sie bardziej niż ona, chociaż pewnie Sabka nie zdaje sobie sprawy z tego co ją czeka.
Dobra nie będę sie rozgadywał na początek , napiszę wam co i jak.
Dla wszystkich którym się udało ...wielkie multi:multi::multi::multi: brawa.
Za odwagę i decyzję, bo jedno wiem , że nawet jeżeli się nie uda to i tak walczyliśmy do końca...
Piotr z Sabką