Byliśmy dziś na takim bardzo fajnym spacerku, chyba z pół miasta przemaszerowaliśmy i to w trzy godziny, no trzeba przyznać, że tempo całkiem całkiem mamy. Kilka łąk, w tym jedna ogromniasta, mini lasek, kawałek wzdłuż dość niebezpiecznej drogi, potem jeszcze jeden, malutka bo malutka rzeczka, w której Korcia zmoczyła łapy- super było. Przy okazji poświczyliśmy trochę komendę zostań, siad z pozycji lezeć na odległość i wróć. I trochę pobiegaliśmy z bokserek na łączce, potem obszczekalismy dwa labradory. I tylko ten potworny ścisk: dlaczego aparat został w domu :roll: