wezme go jutro na smycz bo jade do schronu...mnie chodzi na smyczy tylko trzeba co chwile przykucać żeby przestał sie bać.On sie potem uspokaja, serio.Boże żeby go tylko nie spiasali na straty...on nie jest taki zły, dzikawy z tą smyczką, ale nie boi sie ludzi... wystarczyła by systematycznośc...;)