Prawdę mówiąc to ja ją znałam, ona mnie mniej, bo większe psy na spacerek wyciągałam. Jak by nie było wybieg tzw. fasolka dawał możliwośc
wybiegania sie małym psiakom, a duże tego komfortu nie miały. Sendi często do budy się chowała, pewnie dlatego, że jesień i chłody nastawały. Ona wołana do końca nie wierzyła,że to do niej,że ona wychodzi a potem znowu smutek, bo powrót. Myślę, że więcej Wiewióra ją pamięta, bo wtedy jeszcze na co dzień miała z Rudą kontakt. Prawdziwe szczęście,że tak to się skończyło z domkiem i z jej chorobą.