Nie będę dyskutować, bo nie ma sensu. Mam podstawy do takiej, a nie innej opinii o Kundelku i nie zamierzam jej zmieniać.
Zapytam tylko o jedno: skoro ta pani tak bardzo się boi o swoje zdrowie, i nie chce paru godzin spędzić w samochodzie (a to przecież nie drugi koniec Polski) to co by było z Groszkiem, jeśli za jakiś czas stwierdziłaby np, że przez swoją chorobę nie może się już nim zajmować, bo powiedzmy nie może wychodzić z nim na spacery, albo coś w tym rodzaju? Skoro musi kontrolować każdy obiad bez wyjątku, to jaką macie gwarancję, że za chwilę Groszek nie będzie jej przeszkadzać? I co wtedy z nim- wróciłby do schroniska, czy do innych ludzi, skołowany do reszty, czy może na ulicę?
Ludzie przecież oddają psa z bardziej banalnych powodów (najgłupszy jaki znam, to taki, że pies z radości na widok właściciela rozbił słoik)