Mam dobre wieści, Pani, która opiekowała się Brunem jakimś cudem nawiązała kontakt przez kogoś z rodziny z nowymi właścicielami piesa:)
Podobno wszystko jest ok, Bruno mieszka daleko za Poznaniem (pamiętałam miejscowość.. ale zapomniałam:/) Na początku sprawiał trochę problemów, jednak nowi ludzie dali radę..
Jak tylko dowiem się czegoś więcej, dam znać!