W końcu usiadłam do komputera i obiecane kilka słów o Sabie. Problemów zdorwotnych na szczęście nie ma żadnych. Apetyt rewelacyjny, w domu jest czyściutka. Powoli się socjalizuje i tu spora zasługa Macho. Mała np nie podchodzi do ręki, nawet jak się kucnie i zachęca miłym głosem to nie podejdzie. Ale wystarczy się odwrócić i odejść kilka kroków, to biegnie przy nodze. Czesem sie zapomina i jak widzi, że Macho do nas biegnie to też przychodzi. W sumie jak chcę ją zawołać do wołam ją i Macho i mam dwa psy przy sobie. Wczoraj byli u nas znajomi i w ogole sie nie bała. Nie przybiegła od razu się przywitać ale obserwowała Macho jak się cieszył i też się odważyła. Potem, to już sama przychodzila i zacęcała do zabawy. Teraz problemem jest tylko ta nieszczęsna pogoda. W ogrodzie jedna wielka kałuza a przed bramą błoto. Psy maja sporo energii i wyjści na siku i tak kończy sie kilkuminutową gonitwą. Zastanawiam sie, czy juz teraz nie podjechać do psiego fryzjera i skrócić tochę sierść na łapach. Ona ma takie fajne łapy, takie misiowe, ale brud się w nie również mocno wbija. A przy okazji mycia łap zauważyłam, że na jednej ma bliznę. I to taką dość sporą, musiała mieć kiedyś rozrciętą łapę.
Generalnie jest bezproblemowym psem, tylko trzeba ją traktować bardzo łagodnie. Teraz śpi pod stołem a ja grzeję sobie stopy w jej miekkiej sierści ;-)