Jump to content
Dogomania

neko

Members
  • Posts

    85
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by neko

  1. [LEFT]Dziewczyny, [B]bardzo dziękuję za pomoc[/B] w sprawie Mamy Kici. Nawet nie wiedziałam, że takie klatki - łapki w ogóle istnieją poza filmami przyrodniczymi. Doskonale, że można coś takiego pożyczyć. Jakby był talon na sterylkę to by było wspaniale, ale jeśli nie to super, że istnieje możliwość załatwienia za 80,00 zł. Sprawa ruszy ponownie w czwartek po świętach, bo teraz Pani Irena koncentruje się na przyjeździe rodziny w celach świątecznych. Jeszcze raz dziękuję dziewczyny, będę w kontakcie. Fona myślę, że o Ściemkę możesz być spokojna. Jak Brozowa słusznie zauważyła, w tym duecie to moje życie jest raczej zagrożone. Poza tym dzisiaj była łaskawa, bo pozwoliła mi się wyspać w ciągu dnia aż cztery godziny z jednym epizodem obgryzania moich nóg, więc wszytsko idzie w dobrym kierunku. Ponadto z dumą donoszę, że udało mi się dzisiaj obciąć jej aż dwa pazurki, kiedy była półprzytomna po śnie. To dwa pierwsze pazurki, które obcięłam kiedykolwiek jakiemukolwiek kotu, więc jestem z siebie bardzo dumna. [/LEFT]
  2. Tak, trzeba coś zrobić z Kocią Mamą, choćby dlatego, że ona gotowa Pani Irenie na stałe zasiedlić piwnicę. Skontaktuję sie z Tobą jeszcze Fona w sprawie klatki łapki, wieczorem jak będziesz na necie siedzieć. Makumba Ściemka ucałowana w gópi ep! Wczoraj zawiozłam ją do weterynarza na szczepienie tricat-em. To był dramat. Schwycona do transportera miałczała tak przeraźliwie i tak rozpaczliwie opierała łapki na przedniej szybce transportera, że jeszcze jadąc windą zastanawiałam się, czy nie lepiej byłoby zawrócić i oszczędzić maleństwu potwornego stresu. Jednakże z uwagi na dobro Ściemki wzięłam się w garść. Kiedy jechaliśmy samochodem również płakała i zawodziła przeraźliwie. Po wyjściu z samochodu także. Wydawało się, że rozpaczy kotki nie ma końca, chociaż zamilkła natychmiast, kiedy postawiliśmy transporter u weterynarza na stole. Przestała ruszać się i miałczeć, patrzyła tylko przerażonymi oczyma. Po otworzeniu drzwiczek transportera nawet nie drgnęła. Pani weterynarz wyciągnęła ją odrobinę z transportera, otworzyła paszczę i obejrzała ząbki, a potem powiedziała, że kotki lepiej nie szczepić, ponieważ:[LIST] [*]w chwili pierwszego szczepienia Tricat-em (dwa tygodnie temu) kotka zaczynała co najmniej 13 tydzień życia, a szczepienia powtarza się jeśli w chwili pierwszego szczepienia kotek zaczyna najwyżej 12 tydzień życia; [*]kotka i tak prawdopodobnie jest starsza, w dniu wczorajszym – oceniając po stanie zębisk – Pani doktor oceniła ją na 4 lub 5 miesięcy; [*]zaszczepienie ponowne „na wszelki wypadek“ nie ma sensu, ponieważ ostatnie szczepienie było dopiero dwa tygodnie temu i kotka nie zdążyła jeszcze rozwinąć odporności po tym szczepieniu (przerwa powinna wynosić co najmniej cztery tygodnie); [*]kotka straszliwie zestresowała się samym przywiezieniem jej do szczepienia, co mogło znacząco upośledzić jej odporność.[/LIST]Pani Doktor nawet tłumaczyła mi zawile o przeciwciałach kocich, żeby osłabić moją chęć natychmiastowego szczepienia kotki. W końcu udało jej się mnie przekonać. Potem podyskutowałyśmy chwilę o innych szczepieniach. Powiedziała mi, że przed szczenieniem kotka na białaczkę trzeba KONIECZNIE zrobić testy, ponieważ kotek może już białaczkę mieć, a w takim wypadku szczepnie mogłoby tylko zaszkodzić. Podobno takie testy kosztują ok. 100,00 zł. Trochę to drogo. Fona, testowałaś Makumbę Ściemkę na białaczkę??? Poza tym Pani Doktor ze sztuczną przymilnością odnosiła się do mojego śierściucha. Szczerzyła się do niej absolutnie przerażająco. Entuzjastycznie podeszła do imienia Makumba. Nawet umaszczenie kotki wychwaliła. Wobec tego przymilnego przesłodzenia miałam cichą nadzieję, że ją Ściemka przynajmniej pazurem drapnie, ale co tam – mała była tak przerażona, że ledwo była w stanie oddychać. Za wizytę ze Ściemką nic nie zapłaciliśmy. Powrót do domu był prawie tak dramatyczny jak podróż do weterynarza. Miałczała jak opętana, chociaż próbowałam ją uspokajać. Transporter był wyłożony miękkim, ciepłym polarem, a ja próbowałam pomiałkiwać, żeby nie czuła się samotna. Wszystko na nic. Dopiero powrót w domowe pielesze uspokoił kotkę. Ochoczo wyskoczyła z transportera i zaczęła miłośnie łasić się do mnie. Takiej eksplozji uczuć nigdy wcześniej u tego sierściucha nie widziałam. Może myślała, że ją wywożę do adopcji oddać? Potem słodko usnęła wykończona straszliwymi przeżyciami, a w nocy odstwiła mi popisy, które mogłyby śmiało konkurować z efektami specjalnymi w jakimś horrorze. Było dzwonienie zabawkami, skakanie i bieganie po mnie, a także gryzienie i drapanie mnie po rękach. Popisy były wielokrotne i bardzo urozmaicone, widać biedactwo musiało jakoś odreagować wczorajszy stres. Przy okazji dała mi do zrozumienia, że moje FUKANIE nie wzrusza jej już tak jak kiedyś. Gryzła mnie, ja fukałam, na chwilę przestawała mnie gryźć, czekała, gryzła znowu, ja znowu fukałam, na chwilę przestwała gryźć itd. Obawiam się, że kiedyś mogę ją zamordować;-)
  3. [B]Czy jest jakaś metoda na poskromienie Kociej Mamy?[/B]
  4. Pani Irena wspominała coś o Urzędzie Dzielnicy Praga [SIZE=-1]Południe, jednak nie wiadomo jak to z tą sterylizacją będzie, ponieważ z relacji Pani Ireny wynika, że: 1) Mama Kicia na coraz dłużej zostawia swoje pociechy, więc Pani Irena przypuszcza, że znowu na kocurki zaczęła chodzić; 2) Mama Kicia jest niebywale nieufna i agresywna, a Pani Irena nie wyobraża sobie, żeby Mama Kicia dała jej się dotknąć, a co dopiero mówić o wciągnięciu do transportera; 3) ja też nie wyobrażam sobie wciągnięcia obcego i zdrowego kota siłą do transportera; 4) w pobliżu mieszka Nieodpowiedzialna Kobieta, która dokarmia koty mnożące się na potęgę (a sterylizacji kotów jest przeciwna) i Pani Irena przypuszcza, że "zawdzięcza" swoich dzikich lokatorów właśnie poczynaniom Nieodpowiedzialnej Kobiety. Jestem oczywiście zwolenniczką ograniczenia liczebności kotów, ale w kontekście zachowań Nieodpowiedzialnej Kobiety wysterylizowanie jednej Kociej Mamy wydaje się kroplą w morzu. A i tak nie mam pojęcia w jaki sposób poskromić Kocią Mamę żeby poddać ją sterylizacji. Może są jakieś paragrafy na Nieodpowiedzialną Kobietę i jej bezmyślne zachowania? [/SIZE]
  5. Jestem po kolejnej rozmowie z Panią Ireną, w trakcie której zostało ustalone, co następuje: 1)kotki już są kuwetkowe, bo Pani Irena wstawiła im do piwnicy kuwetę i same z siebie nauczyły się korzystać, 2)w piwnicy jest ciepło, ponieważ biegną tam rury centralnego ogrzewania, 3)w czwartek po świętach, kiedy od Pani Ireny ewakuuje się rodzina, małe kotki zostaną przez Panią Irenę zabrane do mieszkania, gdzie Pani Irena będzie się nimi opiekować i socjalizować je (jak to się ładnie nazywa), 4)Pani Irena jest gotowa kotki odpchlić, odrobaczyć, a nawet zaszczepić i oddać z książeczkami zdrowia przyszłym właścicielom. Czyli pozostawałaby kwestia sterylizacji dużej kici, umów adopcyjnych, a także rozreklamowania kotków i sensowego oddania ich do adopcji.
  6. Dzisiaj zadzwoniła do mnie z życzeniami świątecznymi Pani Irena, z którą swego czasu pracowałam. Bardzo miła kobieta. Niestety niedługo było mi dane z nią pracować, ponieważ Pani Irena poszła na zasłużoną emeryturę. Pani Irena bardzo lubi koty podobnie jak ja, więc zawsze miałyśmy wspólny temat. Pochwaliłam się jej dzisiaj, że mam kotkę Ściemkę, a ona na to, że do piwnicy wprowadziła się jej trzy tygodnie temu dzika kotka z trojgiem małych kociąt. Pani Irena mówi, że kocięta mają na oko coś ok. 3 mies. Pani Irena karmi wszystkich czterech dzikich lokatorów (wszystkim, co tylko najlepsze), ale poza tym ma jeszcze dwa swoje koty, które mieszkają z nią w mieszkaniu. Chciałaby wysterylizować kotkę, ale kotka jest dzika i bardzo nieufna wobec niej (wręcz wroga), chociaż jedzonko od Pani Ireny chętnie pożera. Małe kotki są raczej ufne. Pani Irena chciałaby je oddać w dobre ręce, ale chyba nie bardzo wie, jak się za to zabrać. Ja też niestety nie, ale wspomniałam jej o tym forum i zaproponowałam usługi mojego aparatu cyfrowego w celu stworzenia ogłoszeń adopcyjnych. Wszystkie małe kotki wyglądają podobno na zdrowe, ale półdzika Mama kicia nie bardzo pozwala zbliżać się do nich. Pani Irena chciałaby zadbać o sterylizację Mamy kici. Słyszała, że Urząd Dzielnicy może bezpłatnie załatwić sterylkę kici i odstawić ją na miejsce. Dobrze byłoby oddać wszystkie małe jak najszybciej do adopcji. Na kotki może być popyt ponieważ podobno wszystkie są czarne od stóp do głów, jak moja Ściemka. Chciałabym pomóc, od czego zacząć? Czy ten Urząd Dzielnicy faktycznie wysterylizuje Mamę Kicię i nie zrobi jej krzywdy? Bardzo proszę o pomoc i porady. Pozwolę sobie wysłać linka do tego forum Pani Irenie, żeby mogła czytać, co radzicie. PS. To NIE jest ściemka. Fona wybacz.
  7. Czy wasze koty potrafią aportować? Czy nauczyłyście ich tego, czy same się nauczyły? Ściemka ma chyba talent w tym kierunku. Czasami przynosi swoje zdobycze w moim kierunku, daje mi je podnieść i rzucić ponownie. Tak się dzieje w ok. połowie przypadków. Może jakbym popracowała nad nią z kocimi dropsami to by się jej utrwaliło?
  8. Jaka żaluzja? Ściemka po prostu;-) Chyba jednak będzie Ściemka, bo mi do niej idealnie pasuje. Wracam do domu, a tam siedzi w mroku moja mała czarna Ściemka. Oczywiście Makumba też zostawiamy. To będzie porządny kot z imieniem i nazwiskiem. Po prostu Makumba Ściemka;-) albo na odwrót. Jak będę na nią zła to będę mówić Makumba. A w celach przywoławczo karmicielskich - Ściemka. Bardzo przypadły mi też do gustu imiona kotów BeataSabra - Zasraniec i Sikaczu. Kilerek i Kilusia też są super. Zwłaszcza Kilusia. Poza tym - pełen sukces. Ściemka zeżarła suchą karmę :multi: :multi: :multi: Dokładnie tę samą suchą karmę, którą gardziła przez ostatnich kilka dni i która pewnie zdążyła już częściowo wywietrzeć. W nagrodę za dzisiejsze chodzenie w szelkach i na smyczce (pomijam fakt, że to ona mnie prowadziła, a nie ja ją) Ściemka została nagrodzona smakołykiem w postaci saszetki, którą natychmiast ochoczo zeżarła. Póki co wyjątko grzeczna jest ta moja słodka Ściemka :-)
  9. Nie, na razie wypróżnia się grzecznie, ale w tak ciemnych barwach przedstawiłaś mi ruję Beksi, że zabezpieczam dobytek zanim mojej odbije. Ciągle myślę o imieniu dla kici. "Maki" jest chyba mimo wszystko zbyt subtelne jak na ten charakterek z piekła rodem. To nie żaden Maki Puszek Okruszek, tylko kicia z pazurem (a nawet...pazurami). Na co koty reagują? Słowa "Kici, kici" (co ciekawe, angielskie koty na "kiri, kiri"). Twoja na "Beksia". Czyli reakcja jest na coś jak "ś", "ć", "i". W trakcie burzy mózgów odnośnie mojej kici padły propozycje takie jak: cieciorka, ćwikła, ćma, świrka, dzitka. Jednak najbardziej podobała mi się propozycja imienia "Ściema", zdrobniale "Ściemka". Wypisz wymaluj moja kicia. A Tobie Fona "Ściemka" się podoba?
  10. Zaszczepię bestię. Pewnie w piątek 20.12.2007 pojedziemy, albo w sobotę (to by było równe dwa tygodnie od ostatniego szczepienia). Dobrze, że przypomniałaś, bo ja z nadmiaru szczęścia i w natłoku przedświątecznym...zapomniałam :oops: Następnym razem będę wpisywać do kalendarza w pracy. Z tym transporterem to podobnie jak z krytą kuwetą Maki - powinna była dojść ok. 5 dni przed przywiezieniem przez Ciebie kotki. Nie ma jej do dzisiaj, bo okres przedświąteczny. Na szczęście jednak anty-sikowy ochraniacz na materac dotarł, więc jestem zabezpieczona przed głupimi kocimi pomysłami (no chyba że - podobnie do Twojej larwki - wpadnie na pomysł sikania bokiem, a mogę wszystkiego się po czarnulce spodziewać, bo to niestety nadzwyczaj sprytna bestia jest).
  11. A co zrobić, jeśli ona się nie wylizuje pod ogonkiem jak powinna? :oops: Niby jest czysta, bo nic niepokojącego w okolicach pupki nie widać, ale lekki smrodek kupki od futerka czasem niestety czuć. :oops: Może jej okolice pupki nawilżonymi chusteczkami dla niemowląt przecierać?
  12. Triket? A z resztą - w razie czego mam książeczkę, więc jak pójdę do lecznicy to pewnie zorientują się, czym stworzonko nafaszerować tym razem. PS. Jak z niej wczoraj ściągnęłam z niej szelki to z wielkim zadowoleniem pogryzła szelki i smyczkę. Bojowy kot.
  13. Fona, szczepienie pod koniec tego tygodnia? Z czego? Nieświadoma jestem. Przypomnij proszę. Ona od czasu do czasu trochę kicha. Mam nadzieję, że jej szczepienie nie zaszkodzi. Podczas kilku godzin wczoraj wieczorem, gdy wróciłam z pracy kichnęła tak ze dwa razy. Podczas dnia, kiedy mnie nie ma też trochę pewnie kicha. Acha i przez noc jakoś tą saszetkę wchłonęła, więc chyba jednak apetyt ma. Co do Royal Canin - zgodzę się, że teraz może być trochę zwietrzałe, ale wcześniej miała świeżą - i tak nie chciała. Będę jej dawać małe porcje Rolaya prosto z pojemnika. Ciekawe, czy będzie zainteresowana. Nie przejmujcie się, że ja tak małą nazywam. Ona faktycznie jest małym sprytnym diablątkiem. Zajmowałam się innymi kotami - co najmniej kilkoma, ale żaden z nich takiego charakterka nie miał. Poza tym jest również kochana i słodka. Pięknie mruczy i przychodzi ocierać się o mnie :-) I świetnie znosi samotność, kiedy nie ma mnie w domu.
  14. Tak, Brozowa, dzisiaj znowu paskudztwo mnie w ciula zrobiło tym smutkiem w oczach (a la kot w butach ze Shreka). Wróciłam do domu z mocnym postanowieniem, że coś z tym w końcu TRZEBA zrobić. Nie będzie mną kot manipulował. Trzeba kota trochę przegłodzić i już. Oczywiście, zgodnie z wypraktykowanym schematem, zaprowadziła mnie do swojej miseczki i spojrzała na mnie tęsknie. Byłam twarda. Mąż nawet wsparł mnie i powiedział, że tak trzeba. A potem ciągle o niej myślałam, że może biedactwo głodne, a Royal Canin zepsute, głupio było mi jednak przyznać się przed mężem. "Wiesz" - powiedziałam do męża - "ona musi na swoje smakołyki zarobić. Jak da sobie założyć szelki i chwilę się w nich przejdzie to dostanie swoją saszetkę. Kota trzeba tresować". Mąż niezbyt entuzjastycznie przyjął mój pomysł, ale nie protestował. Widocznie bardzo ciekawiło go, jak kotka będzie wyglądać w szelkach i na smyczy. Ubrałam kotkę w szelki i poprowadziłam trochę na smyczce. Nie bardzo dała się prowadzić, więc szybko zdjęłam jej szelki i w nagrodę dałam saszetkę. Paskuda ochoczo podbiegła do miseczki. Powąchała z zainteresowaniem, jednak tym razem nawet sosiku nie chciało jej się wylizać. Bezczelny sierściuch. Jutro naprawdę ją przegłodzę. Przez cały dzień nie dostanie żadnego smakołyku. Będę ją trzymać o suchej karmie i wodzie. Będę BEZLITOSNA przez cały dzień. Taki mam plan. Co do imienia to ciągle się jeszcze trochę waham, Fona. Niby Maki też jest OK, skoro Twój larwik na Beksia reaguje. A Maki brzmi lepiej niż Imi. Jednak żadne z imion nie może chyba oddać przewrotnego charakterku tej małej czarnej bestii;-)
  15. Wczoraj po pracy poszłam do Empiku, żeby obejrzeć, jakie mają książki o kotach. Czytam dość szybko, więc czasami wyczytuję książki w Empiku czy Trafficu, co pozwala mi ograniczyć wydatki na książki. Jedna z najciekawszych wyszperanych przeze mnie książek miała tytuł „Koci Detektyw” albo jakoś podobnie. Autorka, z zawodu koci psycholog, tłumaczyła kocie zachowania i proponowała metody zażegnania problemów. Wyczytałam, że nawet kota można nauczyć reagowania na swoje imię, ale w tym celu trzeba trzymać się następujących zasad: 1) wybrać krótkie imię, najwyżej dwuzgłoskowe, 2) w imieniu powinno być „i”, bo na dźwięk tej litery koty najszybciej reagują, 3) wymawiać imię kota przywołując go do pożywienia oraz przy okazji pieszczenia kota, o ile będziemy mieli pewność, że kotu nasze pieszczoty sprawiają przyjemność, 4) wymawiać imię kota spokojnym, przyjaznym, głosem, 5) NIGDY, PRZENIGDY nie używać imienia kota, kiedy jesteśmy na niego źli, albo w celu zrobienia z kotem czegokolwiek, czym kotu moglibyśmy podpaść (np. przywołanie do podania tabletki). Uzbrojona w wiedzę teoretyczną, zaczęłam analizę imienia mojej pięknej kotki. Imię „Makumba” z przyczyn technicznych odpadło w przebiegach, ponieważ nie spełnia postulatów określonych w pkt 1 i 2. Skrót od imienia „Makumba” czyli „Maki” odrzuciłam również, po głębokim namyśle, ponieważ wymowa „ki” na końcu może brzmieć nieprzyjemnie dla kotki (zbyt twarda wymowa może przypominać prychanie, a nawet słowo „kysz”, które odrzuca niektóre koty). Przemyślawszy sprawę bardzo gruntownie doszłam do wniosku, że najodpowiedniejsze będzie imię „Imi” ponieważ jest krótkie, zawiera tak dużo samogłoski „i” jak to tylko możliwe, a ponadto jest w nim litera „m” będąca hołdem dla pięknego, dostojnego imienia „Makumba” – pierwotnego imienia mojej kotki. W czasie, kiedy ja zaczytywałam się w Empiku, mój mąż siedział w domu z kotem. Zadzwonił do mnie i powiedział, że kotka podbiegła do niego bardzo smutna i zaprowadziła go do swoich miseczek, żeby pokazać mu, że już nic w nich nie ma. Oczywiście to nie było tak, że nic nie miała w miseczkach. Miała wodę i suchą karmę Royal Canin, ale widocznie jest zbyt wybredna, żeby jeść Royal Canin, więc mąż dał jej saszetkę. Podobno z wielkim apetytem spałaszowała, chociaż pod wieczór z kolejnej saszetki zainteresował ją już tylko sosik, mimo że ze smutkiem w oczach zaprowadziła mnie do swojego kącika, żeby ponownie pokazać, że nie ma już nic do jedzenia (poza niejadalnym Royal Canin). Straszna z niej manipulantka. Trzeba będzie nowe porządki wprowadzić, żeby kot się bardziej nie rozbestwił. Poza tym wczoraj przywieźli zabawki z Animalii. Jest ich sporo. Na początku sami z mężem zabawki przetestowaliśmy (ale tylko po to żeby sprawdzić czy są dla kotki bezpieczne;-) Najbardziej podobał nam się szary chomik, który sam łazi, jak się go wcześniej pociągnie za ogonek. Postanowiliśmy małej zabawki wydzielać, żeby nie zgłupiała od namiaru szczęścia i na pierwszy ogień poszedł właśnie chomik. Na początku trochę się bała chomika, ale potem była bardzo dumna z siebie, kiedy po złapaniu chomika mogła nosić go w pyszczku:-) PS. Śniło mi się Fona, że przygarnęłaś kolejnego kotka. Naprawdę.
  16. Ja to się nie znam na snach, ale jedną zasadę pamiętam - im gorszy sen się wydaje tym lepiej podobno wróży. Jeśli nawet to do Ciebie nie przemawia, to pomyśl proszę, że glistka to też miłe zwierzątko, w zasadzie.
  17. "Wielu naocznych świadków widziało bowiem na własne oczy, jak koty - najczęściej [B]czarne[/B] - przybierały postać diabła i uwodziły dziewice, rzucały klątwy i kwasiły mleko." A ja na moją FUKAŁAM... Zaczynam się bać ;-)
  18. Brozowa, może masz rację – ja już chyba jestem stracona. Makumbka to, Makumbka tamto, Makumbka siamto. Wystarczy, że na nią spojrzę, a już się z zachwytów rozpływam – to jedwabiste czarne futerko, te oczy pełne szaleństwa… Jestem głęboko przekonana, że z wszystkich kotów na świecie to ona właśnie jest najpiękniejsza, chociaż charakterek ma chwilami parszywy. Choćby nocne napady na moje ręce. Nawet dzisiaj mnie paskudztwo obudziło. Schwyciła mnie zębiskami. Przez nieprzytomny moment po przebudzeniu miałam ochotę zołzę odepchnąć, wiedziałam jednak z doświadczenia, że to tylko ją zachęci, więc głęboko wciągnęłam powietrze i najgłośniej jak potrafiłam FUKNĘŁAM. Paskuda odskoczyła jak oparzona i do rana mnie nie molestowała. Wczoraj też było zabawienie. Po spożyciu surowego steka Maki nabrała ochoty na polowanie. Rzucałam jej wełnianą myszkę (prezent od Fony), a paskuda czaiła się i napadała na myszkę, a potem powtarzałyśmy zabawę. W pewnym momencie postanowiłam zabawę urozmaicić. Rzuciłam jej myszkę. Maki czaiła się na myszkę. Ja czaiłam się na Maki. Maki chwyciła myszkę. Ja chwyciłam Maki. Za pierwszym razem było nawet zabawie, bo udało mi się upolować kota, który upolował myszkę. Za drugim razem Maki przejrzała moje intencje. W chwili, w której właśnie miałam rzucić się na nią, to ona rzuciła się na mnie, a potem błyskawicznie uciekła pozostawiając swoją myszkę. A mówi się, że zwierzaki są głupie…
  19. Makumba mnie wychowuje. Z myślą o niej kupiłam dziś steki. Dwa z mężem zjedliśmy, a Maki dostała trzeci na surowo. Jadła bardzo chętnie. Mam nadzieję, że od gotowanej wątróbki i surowego steka się nie uczuli.
  20. Koty to tajemnicze stworzenia – Makumbka lubi np. pić moją zimną herbatę. Smakuje jej też masło, o czym miałam okazję przekonać się w sobotę podczas śniadania. Zrobiłam sobie dwa jajka na miękko i chlebek z masełkiem. Przylazła, obwąchała i zaczęła zlizywać masełko z chlebka. Dałam jej trochę masła i ukryłam przed nią posmarowaną kromkę. Musiałam jeść ją ukradkiem, bo kitek wykazywał nadmierne zainteresowanie moim śniadankiem. Jajko też niestety wydało się Maki atrakcyjne – żółtko w szczególności. Co było robić – obrałam drugie jajko i wyłożyłam jej na miseczkę. Wylizała całe żółtko, chociaż ugotowane białko jej nie zainteresowało. Zastanawiam się, czy ona zawsze będzie chciała wpieprzać moje śniadanka i pić moją herbatę. Przecież ma cztery miseczki, a każda z czymś innym. Maki lubi też wątróbkę. Ugotowałam jej trochę – bardzo jej smakowało. Generalnie prawie w ogóle nie gotuję, bo nie lubię, więc mąż chyba poczuł się pokrzywdzony. „Wiesz, jak już gotujesz dla kotka to pewnie nie byłby to dla Ciebie duży kłopot jakbyś przygotowała coś i dla mnie na drugim palniku” – powiedział z wahaniem i miną skrzywdzonego psa. Biedny mąż. Zaniedbuję go straszliwie.
  21. Póki jest w pokoju pięknie szcza do kuwety
  22. Na mur beton, piękne kocie siknięcie - znam ten zapach jak mało kto. W trzy osoby nawąchiwaliśmy. Najpierw nie mogliśmy zlokalizować, a potem widocznie wyschło...
  23. Już jej się raz udało nawet w nieprzepisowym miejscu siknąć. Wyrwała się podstępem jak strzała wczoraj z pokoju, wpadła do przedpokoju i ekspresowo siknęła (dotąd nie wiadomo gdzie). Męża przekonywałam, że świadczy to o nieprzeciętnej wprost inteligencji i sprycie naszego zwierza. Koty jak wiadomo są zwierzątka terytorialne, które znaczą swoje władztwo moczem, więc jej siknięcie nabrało nowego wymiaru. Wymknęła się podstępem, żeby nowy teren sobie obznaczyć, zrobiła to sprytnie i ekspresowo. Ponadto nie wiadomo nawet, gdzie dokładnie siknęła. O siknięciu świadczył tylko zapaszek, który bezlitośnie usuneliśmy poprzez wymycie podłogi.
  24. Awatarek z ukochaną czarną diabliczką zawdzięczam przede wszystkim Tobie Fona i Twojej znajomej graficzce (pozdrowienia ode mnie i Makumbki) Znalazłam sposób na Maki - jak podchodzi do drzwi i chce ucieczkę uskutecznić, to ja na nią fukam. To działa!!!:multi: Muszę zacząć na nią fukać, jak mnie będzie po rękach drapać. Mam tylko nadzieję, że jej żadnej nerwicy nie nabawię, jak fukanie zintensyfikuję;)
×
×
  • Create New...