A ja na to jak na lato :-)
Szkolenie sobie odpuszczam z góry, bo po pierwsze Ty jesteś niereformowalna, po drugie Jurek, a po trzecie dzieci. Od początku jestem na pozycji przegranej. Nauczył się tylko jako tako (bo czasem mu się zdarza :-) ), że nie skacze się na mnie i na tym koniec. Nie będę walczyć z całym światem, żeby wychować psa. Przeliczyłam plusy i minusy. Co prawda on byłby wychowany i potrafiłby panować nad swoimi emocjami, byłby psem zrównoważonym (marzenie!) ale ja... przeszłabym proces odwrotnie proporcjonalny, użerając się z Wami :-D
Ale na Bojce chętnie bym potrenowała, tyle, że nie ma kiedy... może jak Sylwia skończy swoje dodatkowe zajęcia.