-
Posts
36362 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by majqa
-
Trafiłam na budy, m.in. bezpośrednio jeśli wierzyć opisowi, od producenta na allegro.
-
[B]Przypomnij się piesinko, to jeden ze sposobów by ujrzał Cię świat !!![/B]
-
O cholera!!! :shake: Szyszeczko na tę chwilę nie wiem na jakim świecie żyję, a lada moment zapomnę jak wygląda nie tylko nasze osiedle ale i moje własne mieszkanie ! Jestem udupiona na max ! Od 12.09.07 żyję spakowana w torbę i moja sytuacja (nie wdając się w szczegóły) robi się napięta jak barani pecherz. Mniejsza o mnie... Gdybym jakimś cudem przewinęła się "u nas" dam Ci cynk na kom. i może razem go jakoś obłaskawimy o ile trafimy :-(. Mój Boże, nie dziwię się, że jest nieufny i przerażony. Pytanie tylko, zdarzy się cud, złapiemy go i co dalej ???
-
Jest to jakiś pomysł z tym skopiowaniem info. Chciałam się zarejestrować by poczytać o niuńku i dostawałam info "za dużo prób", "proszę spróbować później", a utrącało mnie po rzekomym, złym wpisywaniu kodu. Rzekomym, bo nie mam się za aż taką niemotę by nie móc wpisać paru literek i cyferek :evil_lol:... Próbowałam rejestracji przy kimś, kto patrzył mi na ręce i monitor, co wstukuję, bo już w siebie zwątpiłam. Efekt identyczny. Tym samym nie zarejestrowałam się i nic nie wiem o boksiu :shake:...Może na serwerze BwP coś się przywiesiło/ zaszwankowało, spróbuję rejestracji jutro...
-
Dharmo w wolnej chwili, pewnie wiele ich nie masz, wrzuć kilka info, jak ma się Palmer vel Tolek vel Śrutek !!! Niech ewentualni, przyszli "rodzice" poczytają (co powinno ułatwić im podjęcie decyzji), jak się zaklimatyzował boksio, jak zachowuje się w domku, wobec innych zwierzów etc. etc... Co z jego zdrówkiem? Czy po "odśrutowaniu" wymaga jeszcze wetowskiej ręki??? Pozdrawiam, a Ty Śruteczku szpuluj na pierwszą !!! :happy1: :painting:
-
[quote name='andzia69']Na to akurat tak bardzo bym nie liczyla...jak ktoś chce rottka to znajdzie i mlodszego i zdrowszego... on potrzebuje wyjątkowej osoby - takiej jak Majga - a takich ze świeczką szukać!:shake: Dziękuję Andziu :multi:...Czasem wystarczy zapalić kilka świeczek i robi się jaśniej !!!:evil_lol: A na poważnie, każdy potencjalny nabywca zwierzaka, choćby najmłodszego powinien usiąść na pupie i gruntownie przemyśleć, że: 1. można mieć młodszego psa, który przeprowadzi demolkę mieszkania, jakiej świat nie widział (mój szczeniaczek ze schronu, a poźniej dorosła sunia w jednej osobie, pobiła tu wszelkie rekordy; tylko dlatego, że ją kocham przeszmuglowałam ją do mamy i przestawiłam w stosownym momencie na budę, udało się; zaledwie 3 lata zajęło jej zrobienie z mieszkanka, jak to nazwać...hm...śmietnika/ bonanzy? Nawet wet nie wierzył :crazyeye:, póki nie zrobił RTG, że w brzuszku tej małej istoty znajdą się m.in. kłęby drutu z kablówki, drzazgi z boazerii, wykładzina, kawałki tel.komórkowego, yezooo, długo by wymieniać...z tego czasokresu mamy z mężem traumę). 2. choroby (w tym wrodzone) nie omijają i młodych psów (jasne, że prawdopodobieństwo ich jest mniejsze), wypadki losowe też nie...warto o tym pamiętać; dozgonnie chory, młody pies to większe wyzwanie niż starszy, wyprowadzony z chorób na prostą jak Amek, a wymagający niewiele- podania leków profilaktycznych/ podtrzymujacych, czułości, ciepła, wyjścia na spacer przy minimalnej ilości schodów, bo reszta dzieje się sama... Zdaję sobie sprawę, że nie każdy myśli podobnie, ot cały urok inności ale i tę inność/ odmienność poglądów należy uszanować.
-
[quote name='Eruane']Nie wiem ,czy kojec dla Amorka to dobre miejsce ze względu na to, że jeśli cokolwiek dzieje się z kręgosłupem czy stawami, to zimno pogarsza sprawę. Majqa, faktycznie i tak już zdziałałaś cuda. Ciężko mi się pogodzić z tym, że tak kochany psiak zaznał tyle cierpienia przez to, że jego rasa ma taką reputację i cieszy się powodzeniem wśród wrednych typów. A przecież nie on jeden... Kiedy to się skończy... Amorek potrzebuje miłości i ciepła. Czy nie znajdzie się nikt, kto może mu je zaoferować? Gdybym nie miała schodków miała choć o 2 psy mniej, zabrałabym go do siebie. Mam nadzieję, że znajdzie się szybko ktoś bez schodków, dla kogo ten psiak stanie się bardzo ważny. Zimno pogarsza sprawę i to znacznie, podobnie jak niezłe przegrzanie. Każda skrajność jest tu zła :shake:... nawet zbyt długi bezruch, zależenie się Amcia, monotonia pozycji. Dziękuję za ciepłe słowa :oops:...Amor sam w sobie jest cudem, gdyby nie chciał podjąć walki, nie zaufał mi i nie poddał się temu, co z nim wyczyniałam to by było kiepsko. W mojej ocenie faktycznym cudem jedynie było, że konkretnie tamtego dnia pojawiłam się w tamtym konkretnym miejscu, to był przysłowiowy ostatni gwizdek dla psinki...:mad: Nie tylko wredni typi krzywdzą, ten wredny krzywdził i nie miał kasy by zadbać, jak sądzę nawet wtedy, gdy miewał przebłyski, że tak trzeba. Znam ludzi, którzy nie dbają o zwierzę, bezmyślnie zadają cierpienie, narażają, nie leczą, bo...mają forsy jak lodu. Wyrwani do odpowiedzi, mówią "nie ten pies/ kot etc...to inny", "kupi się następnego". Nie sposób polemizować z kimś, kto jest z innej rzeczywistości...Wrotami głupoty i bezduszności ci inni przemknęli się do mojej...NIESTETY!
-
Biegnij na pierwszą stronkę ślicznoto !!!:Dog_run:
-
Przy odrobinie dobrej woli i wkładu pracy szło by nauczyć Amcia kojca ale...z dwoma głównymi zastrzeżeniami...NIE O TEJ PORZE ROKU, to starszy psiak, po strasznych przeżyciach, bez wątpienia ma osłabiony organizm i ten organizm musi mieć czas by się przestawić na ciągłą zmienność aury etc... :shake: Poza tym, jeśli KOJEC TO Z GWARANCJĄ PRZESTRZENI I SPACERÓW Z CZŁOWIEKIEM LUB BEZ CZŁOWIEKA, w przeciwnym razie stawy się zastoją, psinka przestanie chodzić, a wtedy wiadomo, odleżyny i inne powikłania...jak u człowieka :-( i to, co się uzyskało pójdzie w diabły :shake:...Amorek naprawdę "dostał ognia" i na cud mi zakrawa, że tak na dobrą sprawę tyle złych rzeczy udało się odwrócić lub zastopować w tak krótkim czasie !!! Amuś ma niesamowitą wolę życia, pogodę ducha, chęć przypodobania się człowiekowi i chyba dobre anioły nad sobą! Jak sobie przypomnę Amorka, którego wkładaliśmy z mężem do wanny (:crazyeye:), psa lecącego przez ręce, wodę w wannie z krwią z sączących się zmian na nóżce i porównam z obecnym Amorem...to...wierzyć się nie chce!!! Amusia trzeba bronić przed samym sobą taki potrafi mieć power gdy się cieszy !!!
-
[quote name='Bodziulka']broń myśliwska też jest na śrut - ale na inny, niż wiatrówki, które można kupić np w telezakupach - ta myśliwska jest chyba w kształcie małych kulek, a ta ogólniedostępna przed wystrzałem ma kształt stereotypowego pocisku, a po wbiciu się w coś wygląda jak spłaszczona puszka[/quote] Rozmawiałam ze znajomym leśniczym, obraca się w środowisku myśliwych, widział zdjęcia. Jego zdaniem, choć tak naprawdę pisanie i spekulowanie na ten temat niczego nie zmieni, nie strzelał myśliwy. Myśliwy nie strzela by okaleczyć (by zwierzę zbiegło i się męczyło umierając) ale zabić, czy to zwierzyna łowna czy bezpański pies. Tu ktoś wyraźnie źle strzelał lub celowo robił rozrzut by boksiu się nacierpiał (nie słyszałam o myśliwych, którzy nie zabijają tylko bawią się zwierzęciem co więcej, jak widać na fotkach, robią ze zwierzaka celowo sitko)...Strzelał bezmózg, mam nadzieję, że i jemu ktoś z "4 liter" zrobi jesień średniowiecza...:mad:
-
Właśnie jestem po wizycie Doktora, który nawiedził nas na okoliczność "kociej kontroli" i nie odpuściłam przeglądu Amorka!!!!!!!!! WOW !!! Doktor przyznał, że z takim widokiem blizn (i wspomnianej dziurki) po brodawkach sutkowych nie spotkał się ale...cycuszki nie noszą znamion niczego niepokojącego! Tu więc spox !!! Oczka i uszki tesh gites! Nóżka ze zmianami wychuchana i wdmuchana ma się ku najlepszemu :multi: !!! Psiak powstaje z zabiedzenia i chorób !!! Potrzebny mu tylko ratunek przed schodkami!!!
-
Mój Boże, jaka cudowna wiadomość :multi: !!! Miałeś farta Siteczku! Co do śrutu...myśliwi walą z naboi, zwłaszcza do dużych psów, jeśli w ogóle ze śrutu to z grubego, ten natomiast nie daje takiego rozrzutu...Jakieś bydlę, zamiast choćby zadzwonić po straż miejską, wolało zrobić z boksia tarczę strzelniczą :angryy: ...Mniejsza...ważne, że niuniek miał szczęście !!!
-
Wiem już z czym walczę na nóżce Amorka...Myślę, że nie minę się z prawdą pisząc, co myślę, układając sobie wszystko w całość... Poza biciem (wiadomy stan stawów) spokoju nie dawał mi zanik mięśni, ten przecież nie wynikał wyłącznie z bicia!!! Teraz mam niemal pewność, że bidulek leżał, leżał, leżał...mało tego we własnych odchodach !!! Na nóżce Amcia były zmiany bakteryjne (może się skaleczył???). Teraz wiem już jak je wytłuc, już został podany konkretny antybiotyk !!! Cieszę się, bo wiem, z czym walczę. Wiecie jaki był wynik badania z nóżki- bakterie kałowe !!! Ponieważ w odbycie nie ma żadnej przetoki, wokół odbytu ran, by można myśleć, że stamtąd bakterie przedostały się na nogę z krwioobiegiem (piszę o swoim toku rozumowania dużym skrótem) to wniosek jest prosty!!! Noga uwalana była w kupie, spodziewam się, że nie raz i nie dwa!!! :angryy: Zagotowałam się, a czego życzę skurczybykowi, który tak tę psinę skrzywdził...sami sobie wyobraźcie! Klnę jak szewc i biorę się do roboty !!! Amuniu błagam, już żadnych niespodzianek !!!
-
Brodawki sutkowe:Ta bliżej prawej, przedniej łapki, poczerniała i pomarszczona (wklęśnięta, po naciągnięciu delikatnie skóry WYSZŁA !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! (Nieustająco robię Amkowi przegląd, by niczego nie przegapić :shake: ) WYSZŁA, WYPADŁA, nie wiem jak to nazwać !!! :-( Amcia nic nie bolało (na szczęście), z dziury nic się nie sączyło. Uznałam, że mam bujną wyobraźnię. To musiał być gigant hm...podeschnięty wągier, tłuszczak, ciało obce, które "obrało" ale nie brodawka !!! Na spokojnie zerknęłam powtórnie. Tak, to była stara brodawka,obumarła, która czopowała miejsce i nie pozwalała na zabliźnienie. Obmacałam tkankę wokół, nic złego nie wyczułam palpacyjnie ale i tak dałam znać Doktorowi. Wolę na zimne dmuchać. Wymyłam, zdezynfekowałam miejsce i potraktowałam maścią z antybiotykiem (którą można wciskać nawet w otwartą ranę), a obecnie już wszystkie brodawki (lub miejsca po nich :-( balsamem Szostakowskiego). Posprawdzałam sutek po sutku wszystkie. Odkryłam również, że taki sam los spotkał wczesniej lewą, równoległą brodawkę, tyle, że tamta wypadła samoistnie,a miejsce po niej zabliźniło się. Niebezpieczeństwo z głowy, szok własny nie...NIEEEEEEEEEEE !!!!!! Może to głupie, co piszę ale pierwszy raz z czymś podobnym się spotykam. Brodawka sama w sobie (wizualnie) budziła we mnie skojarzenie z kurzajkami przypalanymi lapisem. Czy ktoś robił psinie krzywdę? Przypalał???:angryy: :crazyeye: :angryy: :crazyeye: :angryy:
-
Szysiu jest tylko jedno "ale"...pech w tym, że na Amorka trafiłam teraz a nie w wakacje. Przez wakacje on sam i jego organizm przyzwyczaiłby się do zagrody, budy, zmienności temperatur. Teraz wysiadka na dwór to dla jego chorych stawów zabójstwo. To przecież starszy piesio, nie daj Boże by się przypałętało jakieś choróbstwo, podziębienie i...po zawodach. Sunię (tę małą, co zjadła mi kawał mieszkania, o której Ci wspominałam) przestawiałam na dwór przez całe wakacje, udało się, a i tak drżę o jej zdrowie. Przed nią pierwsza zima nie na kanapie :shake:. Weź pod uwagę, że sunia jest na pełnych obrotach, młoda i zdrowa i zawsze intensywnym ruchem się rozgrzeje. a Amek??? Dupa blada, on nie prztrwa. Poza tym...niech się w zagrodzie zatoczy, ugnie mu noga, przewróci i uderzy, nie będzie miał sił się pozbierać kto to zobaczy, kto pobiegnie pozbierać psa do kupki? Moja chora mama, która pada zmęczeniowo, obskakująca naście pozostałych psów? Mama i kolejny pies na jej głowie to za dużo, zwłaszcza pies wymagający takiej uwagi, opieki i dla jego dobra ciągłego kontaktu z człowiekiem. Byłby to widok z cyklu "prowadził ślepy kulawego".
-
[quote name='gosikf & dogs']Ludzie są zagładą dla tego świata, w pierwszej kolejności dla świata zwierząt. Co zqa palant z małym f...em leje psa za nic?!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!!!!Chyba chciał podkreślic swoją władzę, swoją siłę! Ale jak można okazywac to komuś bezbronnemu. Chętnie głaskałabym cię kochanie już do końca ale nie mogę...Wierzę, że znajdzie się ktoś o podobnych zamiarach z warunkami na przyjęcie ciebie pod swój dach. Wierzę, bo tylko tyle mi pozostało... Ludzie w swojej bezmyślności są zagładą dla samych siebie...przewrotnie na to patrząc, ma to swoje plusy... "Kopaniem leżącego" swoją siłę podkreśla wyłacznie zakompleksieniec i tchórz. Robię wszystko by Amuś odchodząc stąd kiedyś naturalną koleją rzeczy, miał też dobre wspomnienia i...czekał na mnie po drugiej stronie tęczy. Smutki na bok! Szukam dla niego dobrego domku, bezschodowego (lub schody w wersji mini), co nie znaczy, że bidulek stoi ze spakowaną walizką pod furtką. NO WAY !!! Ma się dobrze, traktowany jest po królewsku, a za towarzyszkę "na pokojach" ma moją sunię (również z "bitą" przeszłością i uszkodzonym, małym ciałkiem)...Trzeba jednak dać szansę życia Amusiowi w miejscu jak najmniejszego forsowania stawów...Mimo tak parszywych wspomnień, jakie ta psinka ma, jest to przepogodna, kochająca i przychylna ludziom istota. Diamencik o psiej posturze!
-
Amuś zdecydowanie się przypomina, a ja w jego imieniu błagam o dom. Mój niestety, by spełnił wymóg (a jest to jedyny z wymogów) musiałby być powtórnie zbudowany :flaming:. Schody zawaliły sprawę. Pies nie jest w stanie sprostać wejściu i zejściu po feralnych 13tu stopniach. Bez problemu pokona 5-6 stopni, wjedzie windą. Na ten moment, tak jak układają się wahania jego stanu i walki z własną niemożnością pokonywania bólu, albo z wielkim trudem pokonuje dystans (zapięty w szelki) o własnych siłach albo jest noszony :placz:. Amorek nie sprawia żadnych kłopotów. Nie jest namolny, o stanie agresji w ogóle nie ma co wspominać. Niczego nie niszczy, może zostawać sam. Pięknie chodzi na smyczy, pozwala na wszelką toaletę robioną wokół niego i z nim. Jest, na ile to było wykonalne, doprowadzony do ładu fizycznego, do psychicznego o dziwo, obdarowany uczuciem doszedł szybko. "Na ile to było wykonalne" oznacza powrót do zdrowia po wyniszczeniu organizmu, jego najgłówniejszą przyczyną było bicie :-(. Ucierpiały stawy. Amek wymaga podawania leków z glukozaminą oraz p/bólowych i p/zapalnych (tę rolę spełnia obecnie scanodyl). Aktualnie, poza moją namacalną opieką, pozostaje pod patronatem Fundacji Rottka. Ten bidulek nie absorbuje sobą, nie wymaga silnej ręki a jedynie ręki, która już nigdy nie uderzy a jedynie pogłaszcze, proszę mi wierzyć ten pies daje masę okazji by tak właśnie nagradzać jego istnienie...Marzę by robić to nadal osobiście ale włosy rwę, jakim cudem i gdzie, w ludzkich warunkach zamieszkać na parterze. Mało realne...:shake: