-
Posts
5052 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by betinka24
-
Loluś czemu ty musiałeś odejsc za TM
betinka24 replied to betinka24's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
No tak tylko tamtego wątku nikt nie wypycha do góry wogóle go nie widać :-( -
[quote name='malagos']Betinko, ogłoś ją gdzie sie da (allegro, Gazeta wyborcza - piątkowe wydanie zawiera darmowe ogłoszenia) , tylko dogomania to za mało....[/quote] Na allegro juz umieściłam jej ogłoszenie jest nawet jedna osoba która ją obserwóje :p
-
Loluś czemu ty musiałeś odejsc za TM
betinka24 replied to betinka24's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
miejmy nadzieje ze ktos zechce Lolka -
Misio tak bardzo prosi o domek
-
Mam nadzieje takie maleństwo z niej wystraszone
-
[quote name='asiamm']Gdzie sunia jest? W Legionowie? Jaki jest powód oddania?[/quote] Suczka została znaleziona obecnie znajduje sie w przytulisku pod Warszawa , ale w każdym momencie może przyjechać do wawy:)zwł w weekend:) Podaje numer telefonu do kolezanki która zajmuje sie suczynką 502-204-595
-
Nie sunia jest w Warszawie!!!
-
Kropeczka niema jak widać szczęścia nikt nawet się nią nie interesuje :-(
-
Psiak jest tak kochany,że aż trudno to opisać
-
Loluś czemu ty musiałeś odejsc za TM
betinka24 replied to betinka24's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Ja sama z moim owczarkiem jeździłam do dr. garncarza, to wysmienity specjalista mojemu Baronkowi uratował poki co wzrok. Ja niestety nie mam wpływu na to czy osoba która sie nim zajmuje wybierze sie z nim do doktora, a może już był u lekazrza, ale napewno jutro napisze do niej i podam adres i telefon dr Garncarza, może zdecydują się pójść z Lolkiem tam. -
[quote name='iwop']bettinka a moze jakis tymczas albo hotelik? :-([/quote] Najlepiej by bylo jakby trafila gdzies odrazu do domu na stale, bo ona i tak juz troche w s woim zyciu przeżyła. Boze biedna psianka,kiedys byla juz w schronisku ci ludzie ja uratowali ona byla szczesliwa a teraz zyje jeszcze pod jednym dachem z ludzmi ktorzy kiedys byli jej wybawcami a teraz znow chca byc jej katami. Najlepiej zeby trafila gdzies juz na zawsze do domu bo jesli znow pokocha swoejgo Pana w DT i znow bedzie musiala odejsc to chyba jej serduszko juz peknie :placz:
-
Psiak jest wyjątkowy!!
-
Misio to cudowny, urokliwy kundelek. Został zabrany ze schroniska i obecnie przebywa w DT. Nie wiem nawet jak opisać tego wspaniałego psa...on jest wprost idealny . Jest bardzo łagodny i spokojny, cały czas nie spuszcza człowieka z oczu Bardzo posłuszny i grzeczny, NIESAMOWICIE MĄDRY-WSZYSTKIEGO BŁYSKAWICZNIE SIĘ UCZY! Na spacerach przybiega na każde zawołanie w podskokach, czekając na porcję pieszczot i zabawy w stosunku do innych psów-spokojny i przyjacielski. z przydatnych informacji - grzecznie jeżdzi w samochodzie i jest nauczony czystości. Jak się tylko na niego patrzy to ma się ochotę go zacałować Ma jedną, jedyną wadę-przeskakuje przez ogrodzenie jeżeli zostaje sam na terenie, zatem polecany jest do mieszkania lub domu z ogrodem(ale musi być cały czas przy człowiekau lub zostać zamkniety w domu na czas wyjścia opiekuna) MISIO-NAJUKOCHAŃSZY PIES JAKIEGO SPOTKAŁAM POTRZEBUJE PILNIE WSPANIAŁEGO DOMU!! [EMAIL="[email protected]"][email protected][/EMAIL] 0-502204595 [URL="http://javascript<b></b>: ShowBigPicture(current_picture)"][IMG]http://photos.allegro.pl/photos/400x300/210/44/50/210445090[/IMG][/URL] [URL="http://javascript<b></b>: ShowBigPicture(current_picture)"][IMG]http://photos.allegro.pl/photos/400x300/210/44/50/210445090_1[/IMG][/URL] [URL="http://javascript<b></b>: ShowBigPicture(current_picture)"][IMG]http://photos.allegro.pl/photos/400x300/210/44/50/210445090_2[/IMG][/URL]
-
Witaj, piszę do Ciebie, bo jesteś moją ostatnią szansą. Tak, masz racje, nie znam Cię, ale bardzo chciałabym, żebyśmy się spotkali. Mimo wszystko wierzę, że jeszcze wyrwę losowi kilka szczęśliwych lat, że jeszcze nie czas na mnie, choć wyrok już zapadł. Tak bardzo chcę żyć. Oto moja historia: Jeszcze niedawno miałam swoich ludzi, wybrali mnie, bo byłam taką samą jak oni niekochaną, błąkającą się, wtedy jeszcze maleńką, istotą. Mieszkaliśmy na działkach, różnie bywało, czasem głodno i chłodno, ale byłam szczęśliwa. Nauczyłam się rozumieć moich ludzi, o których inni mówili alkoholicy; wybaczałam im wiele. Wiele razy usuwałam się w bezpieczny kąt i cichutko czekałam na lepszy dzień. Na swój sposób mnie kochali. Do dziś pamiętam pieszczotliwy dotyk ich rąk, smutne historie ich życia i powierzane mi tajemnice, łzy płynące z ich zmęczonych oczu. Kochałam ich całym swoim sercem i wierzyłam, że tak będzie zawsze. Pewnego dnia mój Pan umarł, niedługo potem zachorowała moja Pani, gdzieś ją zabrano. Pilnowałam naszej altanki i czekałam, na jej powrót. Ale mijały kolejne dni, a ona nie wracała. Wreszcie zjawiła się jakaś kobieta, która przyniosła mi jedzenie, pojawiała się tak co kilka dni. Wtedy zrozumiałam, że zostałam sama. Bardzo się bałam, nie wiedziałam, co ze mną będzie. Ta kobieta któregoś dnia zabrała mnie do swojego domu, bardzo to przeżyłam, tak bardzo, że stało się ze mną coś dziwnego. Podobno dostałam ataku padaczki, ale ja tego nie pamiętam. I to był koniec moich nadziei na nowe życie. Zaprowadzono mnie do schroniska i poproszono o uśpienie, byłam przecież psem bezdomnym, więc powinno się to zrobić bezpłatnie. Jednak wydarzył się cud, świadkiem mojego pojawienia się w schronisku i całego zamieszania była pewna kobieta, która od lat opiekuje się bezdomnymi psami. Stwierdziła, że nie nadaję się do schroniska, bo w czasie kolejnego ataku zostanę zagryziona prze inne psy. Zlitowała się nade mną i zabrała mnie do swojego domu. Tam miałam jeszcze 2 razy atak, ale biorę leki i zdarzają się one rzadko. Ostani miałam miesiąc temu, w sumie było ich 5. Nie spisałam się w tym domu. Moja nowa Pani opiekuje się bardzo ciężko chorym mężem, a ja przysporzyłam jej wielkiego zmartwienia. Gdy pewnego dnia oboje wyszli z domu, postanowiłam ich poszukać. Szukając zabłądziłam, odnaleźli mnie dopiero po dwóch tygodniach. Po tym wydarzeniu trafiłam do domu córki mojej opiekunki. Mam dach nad głowa i nie jestem głodna, ale całymi dniami siedzę samiutka w domu, bo moja opiekunka długo pracuje. Smutno mi, a moja wybawicielka bardzo się o mnie martwi. Tak bardzo, że dwa razy dziennie jeździ do mnie 15 km, żebym nie czuła się samotna. Wszyscy są już tą sytuacją bardzo zmęczeni. Od wielu tygodni poszukują mi nowego domu, ale bezskutecznie. Podsłuchałam, że nie ma wyjścia. I kolejny raz wyrok zawisł nad moja głową. Ja chcę żyć!!! Ale tak, żeby nie być niczyim zmartwieniem. Dlatego pisze do Ciebie tę prośbę-podanie o życie. Obiecuję, że będę Twoim cieniem, będę dzielić z Tobą wszystkie radości i smutki, przecież to potrafię. Będę wierna, wysłucham wszystkich Twoich skarg, zawsze z miłością i oddaniem spojrzę Ci w oczy, aby przegonić wszystkie smutki. Podobno jestem przemiła. Dlaczego tak cierpię? Kto po mnie zapłacze, gdy przyjdzie mi przekroczyć bramę Tęczowego Mostu? Czyja łza mnie pożegna? Pomóż mi, proszę!!! Misia Niczyja tel kontaktowy do Opiekunki Misi to 500-440-370 [IMG]http://img127.imageshack.us/img127/9640/amisia1bk4.jpg[/IMG] [IMG]http://img259.imageshack.us/img259/7047/amisia2xm3.jpg[/IMG] [IMG]http://img259.imageshack.us/img259/9303/amisia3ll1.jpg[/IMG]