W niedzielę piesy dały mi popalić... Moja Melka zrobila się tak upierdliwa i jęcząca, że czasami juz tracę nerwy:mad: Zastanawiam się za co ją tak ubóstwiam....:angryy:
No więc... Poszłyśmy z Melka i łaciata na spacer. Ni z tego ni z owego patrzę a Melka trzyma w pysku jakieś futro - wyglądało to na szczura. Myślałam, że padnę trupem, zaczęłam ją gonić i tak wrzasnęłam, że upuściła zwierzątko. I tutaj do akcji wkroczyła Łaciata. Capnela to coś w pysk i nie chciała wypuścić. To był martwy zajączek, maciupeńki jak duża mysza!:placz:Nie wiem kto go zabił (napewno nie one) ale okropne to było. Jakoś udało mi się rozdziawić Łaciatej szczęki, ale ledwo upuściła to znowu złapała... I tak w kółko...:oops: