-
Posts
3120 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Agnieszka Co.
-
Przegląd techniczny odbyty :lol: Szwy (wszystkie) wyciągnięte. Krakers nawet nie pisnął. Dostał również zastrzyk przeciw świeżbowi, tabletkę na odrobaczenie oraz pipetkę przeciw pchłom. Weterynarz poradził mi abym oprócz rozciągania kończyny robiła mu masaż mięśni, ponieważ są bardzo zastane i stwardniałe. Pan doktor zasmucił nas trochę informacją, że być może nie uda się łapki rozruszać, gdyż często w takich przypadkach gwóźdź uszkadza staw kolanowy. Utrudniać rehabilitację może też fakt, że jego mięśnie w łapce są w stanie ciągłego skurczu. Kołnierz zostawiamy jeszcze na 1 dzień, bo miejsca po szwach zą zajodynowane. Krakers jako pacjent spisał się doskonale, a podczas jazdy samochodem grzecznie siedział na tylnym siedzeniu. Dyziu dziś rano przywitał Krakersa kręceniem zadkiem (zamiast machania ogonem, którego nie ma) i obwąchiwał jego pyszczek. Jest między nimi coraz lepiej.
-
Nasza Kitulka, gdy tylko wyczuła przybycie nowego psa postanowiła nie wychodzić z pralni, ale dziś jej ciekawość przywiodła ją do salonu. Miałam trochę śmiechu :evil_lol: . Krakers spał obok fotela, kotka przechodząc stanęła jak wryta 2 metry od niego. Była jak zahipnotyzowana, usiadła i spędziła ok godzinę wpatrując się w śpiącego psa. Krakers od czasu do czasu budził się, podnosił łeb, wąchał i prawdopodobnie wogóle jej niezauważając zasypiał dalej :lol: . Trzymajcie za Krakersa jutro, żeby go nie bolało.
-
Dzięki za wszystkie rady, mam nadzieję, że będę mogła duuuużo pisać o Krakersie. Dziś chcę się pochwalić w imieniu Krakersa, że stojąc drapał się chorą łapką po łokciu :crazyeye: , ta łapka jest troszkę przykurczona, ale dostał pazurkami. Prawie jak zdrowy pies! Jutro idziemy do weterynarza ściągać szwy. Jeśli wet nie będzie miał nic przeciwko to planuję też profilaktyczne odrobaczanie i Frontline na pchły. Muszę pokazać mu też swędzące miejsca na skórze Krakersa, które gdy tylko ściągnie mu się kołnierz, spieszy wygryzać. Myślę, że to jakaś zbłąkana pchła lub grzybek. Z rany pooperacyjnej został tylko jeden zaczerwieniony punkt przy szwie, który bardzo drażni psiaka. "Zagoiło się jak na psie" Jeśli chodzi o rehabilitację to ja codziennie ruszam mu tą łapką stopniowo zwiększając zakres zginania i prostowania. Ale spytamy też jutro o zestaw ćwiczeń. Ze szczepieniami prawdopodobnie trzeba jeszcze będzie poczekać.
-
Nicoret nie pomoże. Dziś gdy wróciłam z pracy byłam witana z wielu stron i bardzo ogoniasto zamaszyście :evil_lol: . Były nawet podskoki radości i poszczekiwania (mój mąż też przez to przechodził). Dyzio do tej pory sam wychodził do ogrodu pozałatwiać swoje sprawy - poprostu drapał w drzwi tarasowe aby go puścić do ogrodu. Teraz mamy zapewnione spacery dla zdrowia. Rano wychodzi Asia, przed wyjściem do szkoły/pracy/przedszkola jeszcze raz. Potem zagląda sąsiadka ze 2 razy i też wychodzi z psami (Dyzio wytrzymywał zawsze, ale Krakersa wolę stopniowo przyzwyczajać). Po szkole znów Asia z Filipem. Ja po pracy i przed spaniem. Gdy mój mąż będzie miał drugie zmiany pewnie będzie się udzielał przed południem. Na razie Pan jest od tego żeby był i pogłaskał. Ja jestem szczególnie od napełniania misek i pieszczenia.
-
Poczekamy do środy, te kilka dni i tak nic nie zmieni, a szkoda go podwójnie stresować. Przed chwilą pierwszy raz usłyszałam jego szczekanie !!! Był to znak protestu na umieszczenie na noc w przedpokoju. Pozostałam nieugięta :evil_lol: . Trudno by się spało z 2 psami w jednym łóżku, a rano Krakers juz próbował czy nasze łóżko nie jest czasem aby bardziej miękkie niż jego legowisko. A ja już miałam myśli, że prócz wzroku i słuchu to mu może jeszcze głosu brakuje :lol: . No ale lepiej żeby mnie w nocy nie zapewniał, że nie miałam racji:nono: Jego szczek jest niski i zachrypnięty, trochę nie pasujący do jego wyglądającej młodo mordki (na którą nie jedna suczka dałaby się poderwać) :crazyeye:
-
Będziemy starać się przywrócić mu jego zmysły. U nas na brak bodźców raczej nie będzie narzekał :). Pani Zosia napisała mi w meilu, że pewnie wkrótce go pokocham. Przyznam szczerze że to JUŻ nastąpiło, że jest dla mnie równie ważny jak Dyzio. Dzisiaj wieczorem go wyczesałam (on pozwala robić ze sobą wszystko) i zauważyłam, na jego łapie, w gąszczu sierści jakieś stare nie zdjęte szwy. Nie wiem czy weterynarz będzie je mógł usunąć, czy nie są wrośnięte. Czy to możliwe, że po operacji, którą przeszedł w schronisku nie ściągnięto mu szwów?
-
Krakersik przespał całą noc spokojnie. Spał jak kamień po wczorajszych przeżyciach. To ja musiałam go budzić o 7:30 na spacer :evil_lol: . Mam wrażenie, że zarówno jego słuch jak i wzrok są bardzo stępione. Podczas spaceru w ogrodzie jak się trochę oddali to po jakimś czasie zaczyna się za nami wkoło rozglądać. Naszych nawoływań nie słyszy, zauważa nas dopiero z odległości 1-2 m, a gdy się podchodzi od tyłu to trzeba go dotknąć. Podobnie w domu, choć przeważnie chodzi za mną krok w krok. Gdy się do niego podejdzie mu pokazać, to się ogromnie cieszy że udało mu się nas znaleźć ;) . Ma to również swoją dobrą stronę - on ignoruje warczenie Dyzia, bo go chyba wogóle nie słyszy. Być może jego głuchota obejmuje tylko pewien zakres częstotliwości, dlatego słyszał stukanie Kiwi. Ciekawe czy to starość czy wynik wypadku bądź stresów (pies moich Teściów stracił słuch w jeden dzień gdy został sam w domu podczas burzy, a on się panicznie bał huku)?
-
Ty nie płacz tylko się wybierz do Żywca w odwiedziny! Chyba, że to łzy szczęścia. Gdyby nie Wasze zaangażowanie w znalezienie domu dla Krakersa, to pewnie by do nas nie trafił. Jak już chyba pisałam, nie szukaliśmy kolejnego psa, bo Dyzio choć mały nam całkowicie wystarczał. Coś mnie pokusiło, żeby wejść na jego aukcję na Allegro, a potem to już nie mogłam przestać o nim myśleć. Być może byliśmy sobie przeznaczeni, a jeśli to prawda, to powinno się nam dobrze układać wspólne życie. :popcorn: Krakers wybrał sobie do spania przedpokój :sleep2:, ma tam kocyk i miseczki. Wcześniej dałam mu kocyk w kącie salonu za kwiatkiem, ale tam nie chciał leżeć, cały czas leżał na podłodze przy nas. Gdy mu wieczorem przeniosłam do przedpokoju od razu zaakceptował to miejsce. Śpi niestety w kołnierzu, żeby nie zaszkodził swojej nodze. Na wieczornym spacerze Dyzio nie warknął ani razu:multi: . Najbardziej konfliktowe miejsce to kuchnia i pobliże stołu :lol: . Dyzio się trochę przez noc podbuduje i dowartościuje, bo on śpi w nogach naszego łóżka (początkowe założenia były zupełnie inne :cool3: ) - wreszcie bez konkurencji :diabloti: .
-
To narazie nie będziemy robić zamieszania. Może zamieścicie jakieś fotki ze spacerku?
-
I nie przestaje :lol: . Zobaczymy jak minie noc na nowym miejscu. Nie możemy się nadziwić, że on się czuje i zachowuje jakby tu mieszkał od lat. Wcale nie czuje się zagubiony, jest spokojny i ma wielką cierpliwość do dzieci (nie robią mu nic złego, ale jak to dzieci biegają, skaczą...) a on chodzi za nimi i nie przestaje wachlować ogonem.
-
[quote name='pinczerka_i_Gizmo']Hund narazie do żadnego spotkania nie doszło :) W niedziele jak dopisze pogoda jadę do Żywca zaznajamiać mojego dominanta z Negrem Dobci ;)[/quote] Czy ja też mogłabym ewentualnie dołączyć? Ale nie wiem na 100% czy dam radę,
-
Ma ciepły nosek i od czasu do czasu dyszy, ale przypuszczam, że to z wrażeń i jeszcze go kołnierz grzeje (moje dzieci mówią, że to welon). Gdy leży jego łapka nieznacznie podskakuje, a przez skórę widać miarowe skurcze mięśni znajdujących się wzdłuż operowanej kości. Mam nadzieję, że to nic złego? To jest naprawdę spokojny pies - moje dzieci podekscytowane cały czas się przy nim kręcą (teraz dały mu trochę spokoju bo oglądają bajkę) a on zdaje się z tego cieszyć. Czy on wogóle umie szczekać?
-
Dyzio na moich kolanach, Krakers na moich stopach- cóż więcej można chcieć w zimowe popołudnie? Po obiedzie byliśmy znów w ogrodzie. Ogrodzenie jest bardzo szczelne więc puściłam Krakersa i Dyzia luzem. W domu Krakers nie odstępuje mnie na krok, ale w ogrodzie chodził zupełnie własnymi ścieżkami. Słabo reaguje na przywoływanie i gwizdanie więc poza ogród będzie musiał chodzić na smyczy. Wiem, że ma dużo nowych miejsc do obwąchiwania, ale zastanawiam się również czy z jego słuchem jest wszystko ok. Kiwi, Ania i Anashar mówili mi, że przypuszczają, że Krakers mieszkał być może z osobą niemówiącą. W chwili obecnej bardziej reaguje na gesty. Łapkę pozwolił mi dotykać i już mu trochę masowałam te przykurczone palce, ale nie chcę go dziś za bardzo stresować.
-
Teraz tylko na szybko (bo gotuję obiad): Dyzio troszkę zazdrosny- powarkuje gdy Krakers się zanadto do niego zbliża (ale też chyba trochę ze strachu, bo jest 2X mniejszy). Krakers jest bardzo grzeczny. Po wyjeździe Ani i Anashara zjadł dwie miseczki ryżu z marchwią i skrzydełkiem, poszliśmy poobwąchiwać i oznakować ogród oraz załatwić pilne sprawy... Teraz Krakers leży (niestety w kołnierzu bo dziś go chyba rana swędzi i ciągle tam zagląda) a moje dzieciaki wkoło niego i się głaskają. Mina Krakersa mówi coś o siódmym niebie :). Ja piszę z Dyziem na kolanach, bo on mnie teraz bardzo pilnuje. Więcej informacji - po obiedzie.
-
[quote name='nathaniel']Aga ... Cena zalezy od miasta, wagi psa, narkozy i metody , ale nie sądzę, zeby była az tak niska.[/quote] No - macie trochę rację. Zadzwoniłam dziś do "mojego" weterynarza spytać o cenę, kształtuje się obecnie między 100 a 140 zł (zależnie od wielkości psa. Ja chyba płaciłam mniej, bo mój pies był wzięty ze schroniska, a przeprowadzający zabieg o tym wiedział, i być może dał nam super rabat.:lol: . Z tego co widziałam to Elmo nie jest dużych rozmiarów. Warto śledzić czy gdzieś w okolicznych miastach nie ma akcji sterylizacyjnych - bo wtedy można dostać rabat
-
A czym różni się kastracja kota od kastracji psa? Weterynarz który przeprowadził zabieg u mojego psa stosował metodę, która polegała na wyciągnięciu jąder poprzez małe nacięcia , które nie wymagały nawet założenia szwów. Zabieg trwał chwilę, czekałam w poczekalni. Zabieg w płytkiej narkozie. Inny kastrował mojego kota i zakładał szwy _ więc miał trochę więcej pracy;)
-
Kastracja nie jest drogim zabiegiem (ok 50zł), ale bardzo korzystnie zmienia zachowanie psa. Efekt widoczny już po około dwóch tygodniach (przynajmniej z moim tak było). Pies staje się spokojniejszy, bardziej domowy. Jeśli chodzi o jego lęk i wynikającą z niego agresję to trzeba tak postępować aby obcy kojarzyli mu się z czymś przyjemnym ( najlepiej ze smakołykami). Nie poddawaj się.