Niewiem czy to wydarzenie było smieszne czy tez straszne ale dla mnie dziwne...
Ide sobie na spacerek lenką drogą.. widze malutki kundelek stoi na drodze z jakiejsc uliczki prostopadlej do ulicy którą szlysmy wychodzi jakiś wieśniak z kanapką w ręku, stoi koło tego kundelka i wlepia gały raz na mnie raz na psa... gdy mijamy się koleś patrzy sie, jakby myslam dlaczego ten pies nieszczeka ani nierzuca sie na mojego psa przeciez to Bokser ...i pochwili krzyczy...:"Bieżgo ... Bież go Kajtek !!.. Bieżgo !!.." Ja nawet sie nie patrze ide przes siebie.. a koleś dalej "Kajtek Bież go !" Zrezygnowany koleś dokończył kanapke i przepadł w uliczce z której wyszedł... a niby jego pies został w tym samym miejscu z dretwą miną...