Przypomniało mi się jak któregoś razu byłyśmy na łąkach - sznupy kopały, kopały i nagle Keysi coś cap...
Podleciałam, na siłę zajrzałam do pyska ... zobaczyłam szare futerko i ogon. Szybciej niż złapałam puściłam a Keysi patrząc mi głęboko w oczy ... szybko przełknęła.
Kolacja na ciepło ... fuj.