Jump to content
Dogomania

kakadu

Members
  • Posts

    10156
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by kakadu

  1. tylko sobie odetchnę z ulgą, że to zwykła biegunka... ostatnio jedno ze schronisk wyadoptowało szczeniaki z parwo; dzięki szybkiej akcji i rozsyłanym wiciom wszystkie adoptowane szczeniaki były leczone i ocalały; niestety nie wiem, co stało się z dwoma, które zostały w schronie...
  2. kochani wypowiedzcie się proszę w sprawie suni od morskiej; potrzebna jest karma chociaż dla jej maluchów... ja jestem całkowicie "za" psiakami z tozu i za suczką morskiej
  3. co u chłopaka?
  4. bardzo prosiłabym o rozpatrzenie pomocy dla onkowatej suki i jej szczeniaczków z tego wątku: [URL="http://www.dogomania.pl/forum/threads/235375-8-2-tygodniowych-szczeni%C4%85t-z-suczk%C4%85-POSZUKIWANY-TRANSPORT-DU%C5%BBYM-SAMOCHODEM"]http://www.dogomania.pl/forum/threads/235375-8-2-tygodniowych-szczeniąt-z-suczką-POSZUKIWANY-TRANSPORT-DUŻYM-SAMOCHODEM[/URL]!!! [IMG]http://img694.imageshack.us/img694/7692/23113730193476990728668.jpg[/IMG] suka jest dzikawa; morska próbuje jakos jej pomóc; poniewaz to obrotna dziewczyna, to jakoś sobie radzi, ale byc może moglibyśmy ja wspomóc w tej walce...?
  5. [quote name='Morska']Kakadu, lecznica jest w Kobyłce i ma przy sobie hotel. 15zł + karma przy tylu szczeniakach, to myślę rozsądna cena tym bardziej, że prawdobnie trzeba je będzie dokarmiać z powodu małej ilości mleka u suczki, takie ostatnio info dostałam. W Tłuszczu wyszłoby chyba podobnie za karmę dla wszystkich ok. 30 psów jakie tam są, chciała też dla konia, ale wtedy nie mogłabym tego rozliczyć z Vivą, bo faktury muszą opierać się na tematyce psiej. Pięniądze będzie też zbierać stowarzyszenie Szczekamy na dom. To oni mają złapać suczkę. Ja jeszcze muszę im załatwić klatkę.[/QUOTE] tak, tak, mnie tylko chodziło, że to jest do uzbierania 450 miesięcznie; ciężko będzie o to niestety... ale jeśłi ta suka jest bardzo onkowata (a dla mnie jest, więc zaraz ją zgłoszę sama), to spróbuj napisać na wątku onkowej skarpety; tam sie rozpatrzy sprawę i może dostaniesz jednorazową dotacje; tu jest link do skarpety: [URL="http://www.dogomania.pl/forum/threads/230056-SKARPETA-OWCZARKOWA-Dla-bezdomnych-Cywilów-Szarików-Rexów-i-Alexów?p=19441951#post19441951"]http://www.dogomania.pl/forum/threads/230056-SKARPETA-OWCZARKOWA-Dla-bezdomnych-Cywilów-Szarików-Rexów-i-Alexów?p=19441951#post19441951[/URL]
  6. dziękuję wam za wszystko; zobaczcie jak się układają daty w życiu bugisia: przyjechał do mnie 13. lipca, umarł 13. listopada; zaginął w niedzielę koło 11:00, "wrócił" do domu w następną niedzielę o tej samej porze to oczywiście nic nie znaczy, zwykłe zbiegi okoliczności, ale dopatruję się znaków na niebie i ziemi, że tak miało być, że nic nie mogło odwrócić tej tragicznej, raz rozpoczętej historii, że to było częścią jakiegoś większego planu, a śmierć tego nieszczęsnego psa miała sens i czemuś służyła...
  7. ja w każdym razie jestem za pomocą temu umęczonemu biedakowi od beli; oby tylko przyszedł...
  8. a gdzie ta lecznica? gdzieś koło legionowa? 15 zł plus koszt karmy to nie jest mało... skąd tu brac pieniądze...?
  9. jezu, nie daruję sobie tego, że umierał sam w lesie, bez pomocy i taki zagubiony; jak znalazła go ta kobieta, to miał zakrwawiony języczek; świeża krew kapała mu z pyszczka; może i nie umarł gwałtownie, ale skoro miał krwotok wewnętrzny to na pewno wszystko go bolało; przepraszam, że to piszę, ale nie mam siły być sama z tymi myślami, a tża już nie chcę dręczyć... wczoraj ktoś dzwonił na numer z ogłoszenia o zaginięciu buginka; nie odebrałam, bo bałam się, że jak usłyszę, że ktos go własnie widział, to po prostu w to uwierzę...
  10. skoro się tam kręci "od miesięcy" to pewnie w końcu się znów pojawi... trzeba czekać i już go nie puszczać...
  11. dostałam info o wątku od asiaf1; aby ktoś mógł podjąć jakąkolwiek decyzję, potrzebna jest informacja gdzie konkretnie jest ta działka, w jakim miejscu, czy oświetlonym, czy tez nie (co ma niebagatelne znaczenie o tej porze roku); to sa okolice złożone praktycznie z samych działek letniskowych, teraz całkowicie pustych i niezbyt przyjemnych po zmroku; przy okazji zapytam - czy tam jest bezpiecznie? jest podmurówka? suczka na pewno stamtąd nie ucieknie i nie wpadnie na przykład pod samochód?
  12. pocieszyć się nie da, ale bardzo wam jestem wdzięczna za obecność i próby... mój tż strasznie to przeżywa, od niedzieli praktycznie nie je; mówie, że nie może nic przełknąć; nigdy go nie widziałam w takim stanie; ciągle tylko powtarza, że powinien pobiec za bugisiem, lepiej go szukać; a pomyśleć, że najbardziej bałam się, że jak bugiś znajdzie dom, to ktos go nie dopilnuje i on ucieknie...
  13. no właśnie... powinni szczerze powiedzieć jak jest; to by pomogło uniknąć pomyłek w kolejnych adopcjach; pomijam, że pies pierwszego dnia nie zachowuje się "normalnie" i należy mu dac więcej czasu...
  14. bugiemu mówiłam to codziennie, ale chciałam wam powiedzieć, że bardzo go kochaliśmy; naprawdę; jakos tak jakbyśmy wiedzieli, że mamy mało czasu; wczoraj z mężem cały wieczór przepłakaliśmy, chodziliśmy do bugisia, wyrzucaliśmy sobie, że źle go szukaliśmy, że nie pobiegliśmy za nim od razu do tego lasu; że nie wzięliśmy urlopu na poniedziałek, ze nie siedzieliśmy tam cały czas - on przecież w końcu wrócił, a nas tam nie było; nawet sobie nie chcę wyobrażać, jak samotnie umierał w tych ciemnościach; chyba mi serce pęknie; wszystko zrobiliśmy nie tak jak trzeba; począwszy od niedbale zapiętej smyczy (przepinałam go z szelek na obrożę), a skonczywszy na idiotycznym postępowaniu po tym jak sie wypiął; na początku nie wierzyłam, że jest na luzie; gapiłam sie jak biegnie i nic nie rozumiałam; potem zaczęłam go wołać, a on zupełnie nie zwrócił na mnie uwagi; zanim sie ocknęłam był już z 50 metrów ode mnie, a ja ciągle wołałam, zamiast oddac mężowi smycz od drugiego psa i gnac za bugim ile sił; uczyłam go, żeby przychodził na zawołanie, zawsze przychodził; i na działce i na spacerach; musiałam go uczyć, bo nie wiedziałam, gdzie trafi, nie chcialam, żeby się zgubił; buginek strasznie ciągnął, kilka razy wyrwał mi smycz z ręki; za każdym razem jak go wołałam przychodził; ale powinnam wiedzieć, że nie moge mu ufać; nie trzeba było stać jak kretyn i wołać, tylko biegiem za nim lecieć; zachowałam się jak skończona idiotka; i to obciąży moje sumienie na zawsze; żebym uratowała życie nie wiem ilu psom, to nie spłace długu i nie oczyszczę swojego sumienia; bugi nie żyje przeze mnie i to nie jest żaden teatr, żeby sobie popłakać; żeby usłyszeć wasze zapewnienia, że nie mam racji, że zrobiłam dla niego wszystko; mąz też się zadręcza, bo jak poszedł później z bratem szukać buginka to zatoczył koło, a potem biegł szybko w kierunku jakiegoś szczeknięcia, które przypominało szczek bugiego; przez to ominął to miejsce, gdzie bugi sie zgubił, a potem odnalazł; gdybym wtedy była z nim, powiedziałbym mu, że tam w jakimś domu, jest pies który i mnie kiedyś zmylił szczekaniem; jeszcze ta pora roku - przecież gdyby było widniej to bylibyśmy tam codziennie; ale po ciemku nie chodziliśmy już do tego lasu; przez cały tydzień, kiedy wracaliśmy z pracy, biegliśmy z psami na spacer, a potem juz po ciemku wieszaliśmy ogłoszenia; nie możemy sobie zupełnie przypomnieć jaką trasą szliśmy z psami w poniedziałek i czemu nie poszliśmy choc kawałek do lasu; to jakis koszmar; same pytania bez odpowiedzi; ja zresztą nie wiem czemu byłam przekonana, że bugi raczej poleciał przed siebie i, że jest juz daleko; zaraz potem jak na wątku pokazały sie głosy, żeby szukac w tym miejscu, gdzie zginął poszliśmy tam, to było we wtorek, później jeździliśmy po tym odludziu w wieliszewie, po telefonie od tego faceta; widziałam worek, którym ta kobieta przykryła bugiego i nic, ale to nic mnie nie tknęło, że on tam lezy; myslę, że gdyby nie ta cholerna babeszjoza, odnaleźlibyśmy się w końcu; nie wiedzieliśmy, że mamy tak straszliwie mało czasu; bugi zgubił się w niedzielę koło południa, a umarł w nocy z poniedziałku na wtorek; począwszy od mojej bezdennej głupoty, przez złe założenia co do drogi jego ucieczki, a tym samym bezsensowne poszukiwania, aż do tego zasranego kleszcza (przecież nie każdy kleszcz zaraża, przecież bugi byl zakroplony fiprexem) wszystko było nie tak; jakby cały świat sprzysiągł się przeciw temu małemu, kochanemu, nieporadnemu gamoniowi; w tym ludzie, którym zaufał, czyli ja i mój mąż; tego sobie nigdy nie wybaczę; bo swoim niedbalstwem wywołałam całą lawinę tych okropieństw i bugi przypłacił to życiem; tego się już nie naprawi; powiedzcie mi jak mam z tym teraz życ?
  15. trzymamy kciuki może jemu się uda...
  16. dziewczyny już za późno na wszystko bugi nie żyje inga - boże, dopiero teraz moge powiedzieć, że naprawdę wiem co czułaś jak zginęla tulinka; to jest po prostu nie do zniesienia... tu wątek bugisia: [url]http://www.dogomania.pl/forum/threads/229604-BUGI-ZAGIN%C4%84%C5%81-potrzebna-pomoc-w-plakatowaniu-Legionowo-Nowy-Dw-Maz?p=19974853#post19974853[/url]
  17. terra, nie ma po co motywować bugi nie żyje umarł już drugiej nocy z poniedziałku na wtorek we wtorek znalazła go pani, która mieszka nieopodal wyszła na grzyby koło 15:00 bugiś już wtedy nie żył był zupełnie sztywny, co oznacza, że po nocy się już nie obudził obejrzała go ze wszystkich stron, żeby sprawdzić czy ma jakieś obrażenia nie miał po prostu nie żył przykryła go czarnym workiem foliowym worek widziałam w środę jak szukaliśmy w lesie bugiego, ale nie sądziłam, że pod nim coś leży; wzięła jego identyfikator, żeby skontaktować się ze znajomą w sprawie tego chipu bóg jeden wie, czemu nie zadzwoniła na numer z zawieszki wtedy już we wtorek wiedzielibyśmy ale nie zrobiła tego i koniec tematu później musiała wyjechać jak wróciła, znalazła na stacji benzynowej w skrzeszewie ogłoszenie bugiego była sobota wieczór, więc nie zadzwoniła bo chciała nam zaoszczędzić całonocnych nerwów i bezsilności zadzwoniła w niedzielę rano pojechaliśmy po bugisia leżał w trawie na boku, jakby spał pod tym workiem był tylko 500 p.i.e.r.d.o.l.o.n.y.c.h metrów od domu kilkanaście metrów od miejsca gdzie zginął tak blisko, a my szukaliśmy tak daleko kiedy dostaliśmy telefon od tego pana, że widział go w wieliszewie, bugi już nie żył to był jakiś inny pies zabraliśmy bugiego na sekcję do marwetu okazało się, że bugi miał babeszjozę załatwiła tego biedaka praktycznie w jedną dobę pani doktor powiedziała, że bugi nie cierpiał, że położył się i po prostu zasnął to dobra wiadomość, ale jak mam się kur.wa z tego niby cieszyć...? umarł sam, leżąc pod lasem bardzo źle go szukaliśmy, ale nie wiedzieliśmy, że mamy tak mało czasu wzięliśmy bugiego i pochowaliśmy u siebie pod magnolią i w ten oto prosty sposób buginek znalazł dom już na zawsze oszczędzę wam spektaklu rozpaczy, obwiniania się i wszystkich "a mogliśmy...", "powinniśmy...", "trzeba było..." czy "niepotrzebnie..." każdy z was ma psa, wiecie co przeżywam dodajcie do tego świadomość, że był psem specjalnej troski trzeba się nim było opiekować wyjątkowo; no cóż, do końca życia będę musiała żyć ze świadomością, że nie stanęłam na wysokości zadania i żadne wasze pocieszenia i zapewnienia, że zrobiłam wszystko co w mojej mocy tego nie zmienią; i choćbym żyła sto lat i uratowała tysiąc psów to już niczego nie zmieni;
  18. powieszę przed kościołem na tym słupie...
  19. gdzie on teraz jest, co robi... nie moge przestac o tym myśleć... dziękuję kejciu, że powiesiłas te ogłoszenia, to już tam nie będziemy jechać; wydrukowałam sobie liste szkół w gm. wieliszew - w części już powiesiliśmy wcześniej, jutro obskoczymy resztę; przyszło mi do głowy, że są psy tropiące, które szukają zaginionych zwierząt, ale w necie znalazłam tylko dziewczynę w gdańsku i w dodatku chyba to już nieaktualne, bo telefon jest wyłączony... może wy słyszeliście o czymś takim?
  20. dziękuję, że zaglądacie; nie mam wrażenia, że piszę do siebie...
  21. przeszliśmy dziś rano z psami dokładnie tą samą trasą jaką szliśmy w zeszłą niedzielę; dopiero teraz bo w tygodniu jak wracamy z pracy, jest juz za ciemno na szwędanie się po lesie; na początku gwizdałam i wołałam, ale potem naszedł mnie obraz bugiego, który leży gdzieś wyczerpany, zwinięty w kłębuszek jak zwykle on leżał, jak nas z daleka słyszy i nie ma siły zareagować, tylko podnosi główkę i kładzie ją z powrotem pod zgięcie tylnej łapki; ten obraz był taki straszny, że zaczęłam płakać, zamknęłam gębę i szliśmy dalej w milczeniu, tylko się rozglądając; pod koniec, tam gdzie bugi zginął puściłam nawet ikę, żeby pobiegała i może go znalazła; pierwszy raz od tygodnia spuściłam ją ze smyczy; taką mam schizę, że mi jakiś pies znowu zginie... doszliśmy do miejsca gdzie zostawiłam w trawie chrupki i swoją chusteczkę higienieczną; chusteczka była wyciągnięta, a chrupki zniknęły, ale tam się kręcą różne zwierzęta, może jakaś sroka wyjadła... jestem w bardzo czarnej d..pie, ale przynajmniej jest mi ciepło i nie umieram z głodu i zmęczenia; tattoi obiecała pomóc w ogłoszeniach; w tym cholernym kauflandzie nie było żadnej bezpłatnej gazety, tż znalazł w necie jedną - wydaje ją urząd gminy wieliszew; zadzwonię w poniedziałek i dopytam o koszty ogłoszenia; wrzuciłąm komunikat o bugim na stronę urzędu gminy wieliszew;
  22. no trochę podobny, można sie pomylić w pierwszej chwili dzięki paros, my jakies straszne gamonie fejsbukowe jesteśmy z koleżnką, ja zwłaszcza bo nawet nie mam tam profilu; szkoda, że to nie bugiś, pojechałąbym po niego nawet do starachowic..., żeby tylko sie dzieciak znalazł
  23. zadzwoniła do mnie jakas pani zapytac, czy zginął mi piesek; powiedziała, że skontaktowała się z nią majka jeżowska :crazyeye: ale nie dam sobie głowy uciąć, że to TA majka, i przysłała jej zdjęcie bugiego z zapytaniem czy to o tego pieska chodzi; pani powiedziała mi, żeby sprawdzic jej profil na fb - nazwisko dorota stańczyk i tam jest jakaś informacja ze stoz, ale później okazało się, że piesek miał dwie obroże, a bugi miał jedną, a juz całkiem na końcu, że znaleziony pies był ze świętokrzyskiego; ale mówiła że taki bardzo pdobny, aż chciałam sprawdzic na fb u koleżanki; niestety nie znalazłyśmy na podanym profilu żadnego zdjęcie takiego psa; może żle szukamy? może jesteście bieglejsze w tych sprawach? tak z ciekawości bym chciała rucic okiem na tego bliźniaka bugiego... nogi mi sie ugięły, jak usłyszałam "znaleźliśmy pani pieska", a potem jeszcze bardziej, kiedy sie okazało, że to jednak pomyłka, bo pani zapomniała sprawdzić z jakiego regionu jest ogłoszenie bugiego...
  24. dzięki, jak mówiłam przez telefon - jutro mam cały dzień zajęty - wycinka spróchniałego drzewa (za pozwoleniem ochrony środowiska naszego urzędu gminy, żeby nie było) i kolega z żona wpada pomóc - musze ich jakoś przyjąć; jak będę miała chwilę, to tez tam może jeszcze podjadę, ale nie wiem o której, więc nie moge się dziś zadeklarować... :shake:
  25. my tam byliśmy z tżem przedwczoraj zaraz po pracy; nic nie było widać, żadnych zwierząt prócz dwóch saren; to są pola, łąki i jakieś nieużytki rolne; jestem pewna, że wczoraj doszłyśmy do tego miejsca skąd dobiegał dźwięk; to musiał byc jakiś może bażant, który spał na miedzy, nie wiem, ale nic tam nie było; miałysmy dwie latarki, dobrze sprawdziłyśmy; tak mi się wydaje... poza tym ten zwierz nie jęknął raz tylko kilka razy; potem prawdopodobnie uciekł w miare naszego zbliżania sie do niego; jak sobie teraz pomyślę, że łaziłyśmy po tym ciemnym odludziu z dwoma latareczkami to mi włosy dęba stają...
×
×
  • Create New...