Jump to content
Dogomania

notized

Members
  • Content Count

    4
  • Joined

  • Last visited

  1. Oboje próbowaliśmy to stosować - reakcji brak, może poza próbami ugryzienia nas w te palce. Na spacerze obawia się dużych psów, które nigdy nie były wobec niego agresywne (wręcz przeciwnie: pierwszy raz przestraszył się gdy duży psiak chciał się z nim bawić). Podobno matka uczy szczeniaki samokontroli ok 4-6tyg - Chaos prawdopodobnie wtedy był już od matki oderwany (acz pewności nie mamy, jak mówiłam - jego przeszłość jest dość zamglona). Kiedy ma swój "napad" entuzjazmu skacze, szarpie zębami, wgryza się w ręce stopy, kolana - dosłownie we wszystko. Można wtedy próbować odwrócić jego uwagę zabawką, ale człowiek w ruchu zawsze będzie lepszy niż pluszak. Ciężko wtedy go nawet złapać, bo zmienia się w skaczącą, zębatą piłkę.
  2. Nie uczymy komend, co nie oznacza, że nie rozumie. Powtarzane słowa łapał w mig "zostaw", "jedzenie", "dwór" (z czego te dwa ostatnie były właściwie zawsze wplecione w dłuższe zdania, a jednak, wyłapywał je i reagował adekwatnie do skojarzenia). A teraz, pod względem gryzienia nas, zachowuje się jak ściana - to, co kiedyś działało, uspokajało, przekazywało mu, że nas boli, że musi przestać, po prostu przestało działać.
  3. Przyzwyczajenie, może i złe - nigdy nie stosowano u mnie komend, psiak zawsze sam rozumiał. Na "siad" nie siadał, ale wystarczyło poprosić i siedział. Nie pamiętam by kiedykolwiek było to na gwałt potrzebne. Znacznie częściej było "ale czy ty się możesz teraz po kuchni nie kręcić..." i też rozumiał. :) Ale jak mowiłam, nigdy celowo komend żadnemu zwierzakowi nie wpajano.
  4. Kilka tygodni temu, wraz z narzeczonym, przygarnęliśmy psiaka, aktualnie 11-sto tygodniowego. Niewielki kundelek (urośnie do jakichś 7-10kg) o przeszłości mocno zamglonej. Miał około 6-ciu tygodni gdy do nas trafił - wiadomo było jedynie, że ktoś go próbował utopić, ktoś inny uratował. Rośnie szybko, zdaje się być bardzo bystry. Szybko załapał, że nie lubimy gryzienia, że chwila bez naszej uwagi nie oznacza, że całkowicie go porzuciliśmy. Dopiero od kilku tygodni możemy go wyprowadzać na dwór (wcześniej nie mogliśmy ze względu na szczepienia), zbiegło się to z wyprowadzką. Przez 6h podróży był naprawdę kochany, cierpliwy wobec nas - właściwie, większość drogi przespał :). Chwilowo pomieszkujemy u rodziny (i NIESTETY, każdy tu ma własny pomysł na wychowanie psa - w rodzaju "kochany piesek, nie zabraniajcie mu wspinać się do mnie po krześle... O NIE, GŁUPI PIES, UGRYZŁ! WON!" nie jesteśmy w stanie do końca na to wpłynąć, jako, że to reakcje osoby wiekowej, której nie da się już tego przetłumaczyć - mamy jedynie wielką nadzieję, że nigdy nie zastosowała wobec niego przemocy w czasie nieobecności, jako, że nie raz mówiła, że go uderzy) i w psa wstąpił diabeł. Ma coraz więcej energii i coraz więcej chęci na zabawę. Nie mielibyśmy nic przeciwko temu, gdyby nie forma owej zabawy. Polega ona na gryzieniu nas w każde możliwe miejsce, coraz bardziej boleśnie. Niby to mały psiak, ale czasem to naprawdę piekielnie boli. Szaleje, biega i nie odpuszcza. Po jakimś czasie człowiek ma wręcz ochotę usiąść i się rozpłakać. Zaś w nocy śpi z nami, grzeczny i kochany. Nie popieram tresury psów, za co pewnie zostanę skrzyczana, nie popieram również teorii dominacji, więc nie zamierzam go powalać na ziemię by okazać, że to ja tu jestem alfa. Nie uczymy go reakcji na słowa „siad” i tym podobne, ale nauczyliśmy go, że jeśli przygryzie i usłyszy krótkie „nie!” - odpuszcza. Kilkakrotnie w takiej sytuacji zamykałam go w oddzielnym pokoju – popiszczał, uspokoił się. Po jakimś czasie wypuszczałam go, chwila spokoju i… tak, grajmy dalej! Wybiegać również tu go ciężko, teren ściśle zabudowany, a biedak się po kilku minutach telepie z zimna. Miałam już w życiu psa naprawdę sporych rozmiarów wilczurowatego. Byłam dość mała gdy się pojawił (i on również był dość mały:)), ale nigdy mnie nie skrzywdził. Nie był również tresowany, ani nic w tym stylu, po prostu żył z nami i po jakimś czasie rozumiał właściwie wszystko. Zastanawiamy się też, czy może mieć to jakiś związek z zabawką "szarpanką" - czyli tym sznurem, który człowiek trzyma a pies ciągnie. Przestaliśmy go używać, jest sporo negatywnych opinii o nim, choć zapewne połowa z palca wyssana. Ach, i jeszcze jedzenie - wszyscy się wtrącają w kwestie żywieniowe ("bo tak chodzi i szuka, biedne to takie..."). Pod tym względem czekamy do końca miesiąca, na wyprowadzkę do samodzielnego mieszkania - tłumaczymy, prosimy, zakazujemy, ale i tak każdy wie lepiej.
×
×
  • Create New...