Na początku bałam się brać Rudkę, bo ona chyba dlatego, że mnie nie znała uciekała i nie pozwalała brać się na ręce. Z czasem jednak nabrała zaufania tak, że zaczęłam ją wynosić przed pawilon żeby troszkę podreptała i na Rudce zazwyczaj, kochanej Rudce która już nawet posiedzi na kolanach, kończyły się dla mnie odwiedziny w schronisku.