Dzisiaj Koruś w pogoni za kotkiem :mad:wskoczył na drzewo,potem za nim po siatce ogrodzeniowej wlazł na cudzą posesję i gnał dalej kocika... Kiri ujadająca z rozdziawionym, obślinionym pyskiem ganiała wzdłuż płota, nie wiem, czy chciala uczestniczyć w pogoni, czy bała się, że "braciszek" przepadnie.
Możecie sobie wyobrazić co usłyszałam od rozwścieczonego właściciela (wcale mu się nie dziwię;)).
Od przeprosinowych uklonów boli mnie kręgosłup...:evil_lol:
Koruś wcale nie jest krwiożerczy w stosunku do kotów, nawet chce się bawić, ale gdy kotek ucieka, rozpala się w terierku pasja łowiecka.
"Dzięki" Korusiowi też wiem, ile u nas spaceruje wieczorem jeżyków. Z nimi też Mały chce się "zaprzyjaźnić".
Wytropił również o północy dużego odyńca, który przychodzi na nasze osiedle zjadać resztki wyrzucane na trawniki:mad:. To było przeżycie...:nerwy::shock: