jejku a co ze Zdrapką???
Po Kanie już WIEM, że przedłużanie życia jest bez sensu (męczy się zwierzę, męczycie się Wy). Na dodatek zwierzęta wyczuwają nasze nastroje, na pewno Kana przeżywała nasze łzy :(. Wiem też, że bardzo trudno wybrać ten moment, ten ostatni raz pogłaskać....Nie dałam rady w gabinecie, musiałam wyjść - pozostał mąż (nawet teraz łzy mi lecą). Jak wyszedł Damian i powiedział, że już Kany nie ma- jakoś mi ulżyło, że już się nie męczy.... Niestety w domu nastała straszna cisza, przez pierwsze dwa tygodnie mówiłam żadnego psa, ale dom był pusty (mimo dwójki dzieci). I tak dwa miesiące potem zagościł mój oszołom :)