-
Posts
4268 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by kaerjot
-
Nie sadziłam, że to kiedys napiszę - Gromit ma DOM
kaerjot replied to brazowa1's topic in Już w nowym domu
Ja tyż..................... -
Przebudzenie Dino. Dino odszedł w ramionach swojej Zuli...
kaerjot replied to brazowa1's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Całą niedzielę będę obgryzać paznokcie. Błagam, niech on już mnie nie prześladuje w snach. -
Sopocka Tina-Krakowianką. Nie ma juz Tinki ... [']
kaerjot replied to brazowa1's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
[quote name='brazowa1']az wstyd sie przyznac,ze moja wyzarłaby nawet zawartosc kociej kuwety :oops: Pozwolę sobie sprostować, kocia kuweta zawiera same rarytaski. Yoda -
"Chiłek" malutki dzieciak z nozka w gorze.Ma DOM w sasiednim kraju :)
kaerjot replied to brazowa1's topic in Już w nowym domu
W taki daleki świat dzidzia pojechała. Bądź maluchu szczęśliwy. -
Pan i Władca za TM.To niesprawiedliwe....
kaerjot replied to brazowa1's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Abraksas powinien na kolanach do Częstochowy maszerować w podziękowaniu za TAKI dom -
Chmurko.... za szybko poszłas do Nieba :(....
kaerjot replied to brazowa1's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Wesele będzie??????? -
A dlaczemu KOMUŚ się dziecko nie podoba? Bardzo ładna dziewuszka przeca.
-
[quote name='brazowa1']Słodziaszek,pyszczolek,perełeczka.[/quote] Wiecie, ja się zaczynam martwić o szefową, takie określenia to nie w jej stylu:cool1:
-
Nie dość, że ładny psiak, to jeszcze ma piękne imię. Leć Mefi, szukaj domku
-
Aaaaaaaaaaaaa krowaaaaaaaaaaaaaa. Ja się strasznie bojam, one tak patrzą, że ja mam ciarki na plecach i później przez miesiąc nie mogę jeść kiełbaski, a lubię.
-
Cudne zwierzaki, oczywiście i jasna sprawa dla mnie Max najcudniejszy. A szpadki do szaszłyczków fachowe widzę
-
Ależ piękny:loveu:
-
Przepraszam, że wrócę do Gizma, ale wciąż jestem tym zdenerwowana i myślę o tym. Nie wiem czy rozmowa z sąsiadem wchodzi w grę, wydaje mi się, że niebardzo. Ja jestem sama, ich jest razem czworo. Ja jestem raczej nerwowa, oni nie mówią tylko krzyczą. I ja i oni jesteśmy przekonani, że mamy rację. To wszystko razem nie wróży sukcesu. Policja, u mnie na wsi jest tylko posterunek czynny od 7 rano do 15, ja pracuję i nie bardzo mam możliwość porozmawiania z policjantami. Oczywiście mogłabym wezwać radiowóz z najbliższego miasteczka, ale szczerze mówiąc nie wierzę, że to cokolwiek pomoże, a wręcz obawiam się zemsty. Nie ma mnie w domu przez około 10 godzin i zwariowałabym z niepokoju. Na razie usiłowałam założyć Gizmowi szelki i wyprowadzić go na smyczy, ale on strasznie histeryzuje, był tak przerażony, ze uznałam, że to nie ma sensu, lepiej będzie zamknąć go w domu. Wciąż myślę o niewidzialnym ogrodzeniu, ale na myśl, że przez tego sadystę, ja mam mojego kota traktować prądem, mam ochotę walić głową w ścianę i wyć. To chyba ostatnie zdjęcia Gizma w otoczeniu natury. [IMG]http://images26.fotosik.pl/67/d68b3bb73c635c8dmed.jpg[/IMG] [IMG]http://images13.fotosik.pl/47/6ddc14085fe435camed.jpg[/IMG] [IMG]http://images21.fotosik.pl/379/cf075774f7242318med.jpg[/IMG]
-
Akucha napisała piękny tekst, napewno nie obrazi się jeżeli ktoś jeszcze zechce go wykorzystać w ogłoszeniach, na trojmiejskim już jest: [I]List do człowieka! Misi cichutka prośba o życie...[/I] [I]Witaj, piszę do Ciebie, bo jesteś moją ostatnią szansą. Tak, masz racje, nie znam Cię, ale bardzo chciałabym, żebyśmy się spotkali. Mimo wszystko wierzę, że jeszcze wyrwę losowi kilka szczęśliwych lat, że jeszcze nie czas na mnie, choć wyrok już zapadł. Tak bardzo chcę żyć.[/I] [I]Oto moja historia:[/I] [I]Jeszcze niedawno miałam swoich ludzi, wybrali mnie, bo byłam taką samą jak oni niekochaną, błąkającą się, wtedy jeszcze maleńką, istotą. Mieszkaliśmy na działkach, różnie bywało, czasem głodno i chłodno, ale byłam szczęśliwa. Nauczyłam się rozumieć moich ludzi, o których inni mówili alkoholicy; wybaczałam im wiele. Wiele razy usuwałam się w bezpieczny kąt i cichutko czekałam na lepszy dzień. Na swój sposób mnie kochali. Do dziś pamiętam pieszczotliwy dotyk ich rąk, smutne historie ich życia i powierzane mi tajemnice, łzy płynące z ich zmęczonych oczu. Kochałam ich całym swoim sercem i wierzyłam, że tak będzie zawsze.[/I] [I]Pewnego dnia mój Pan umarł, niedługo potem zachorowała moja Pani, gdzieś ją zabrano. Pilnowałam naszej altanki i czekałam, na jej powrót. Ale mijały kolejne dni, a ona nie wracała. Wreszcie zjawiła się jakaś kobieta, która przyniosła mi jedzenie, pojawiała się tak co kilka dni. Wtedy zrozumiałam, że zostałam sama. Bardzo się bałam, nie wiedziałam, co ze mną będzie. Ta kobieta któregoś dnia zabrała mnie do swojego domu, bardzo to przeżyłam, tak bardzo, że stało się ze mną coś dziwnego. Podobno dostałam ataku padaczki, ale ja tego nie pamiętam. I to był koniec moich nadziei na nowe życie. Zaprowadzono mnie do schroniska i poproszono o uśpienie, byłam przecież psem bezdomnym, więc powinno się to zrobić bezpłatnie. Jednak wydarzył się cud, świadkiem mojego pojawienia się w schronisku i całego zamieszania była pewna kobieta, która od lat opiekuje się bezdomnymi psami. Stwierdziła, że nie nadaję się do schroniska, bo w czasie kolejnego ataku zostanę zagryziona prze inne psy. Zlitowała się nade mną i zabrała mnie do swojego domu. Tam miałam jeszcze 2 razy atak, ale biorę leki i zdarzają się one rzadko. Ostani miałam miesiąc temu, w sumie było ich 5.[/I] [I]Nie spisałam się w tym domu. Moja nowa Pani opiekuje się bardzo ciężko chorym mężem, a ja przysporzyłam jej wielkiego zmartwienia. Gdy pewnego dnia oboje wyszli z domu, postanowiłam ich poszukać. Szukając zabłądziłam, odnaleźli mnie dopiero po dwóch tygodniach. Po tym wydarzeniu trafiłam do domu córki mojej opiekunki. Mam dach nad głowa i nie jestem głodna, ale całymi dniami siedzę samiutka w domu, bo moja opiekunka długo pracuje. Smutno mi, a moja wybawicielka bardzo się o mnie martwi. Tak bardzo, że dwa razy dziennie jeździ do mnie 15 km, żebym nie czuła się samotna. Wszyscy są już tą sytuacją bardzo zmęczeni. Od wielu tygodni poszukują mi nowego domu, ale bezskutecznie. Podsłuchałam, że nie ma wyjścia. I kolejny raz wyrok zawisł nad moja głową.[/I] [I]Ja chcę żyć!!! Ale tak, żeby nie być niczyim zmartwieniem. Dlatego pisze do Ciebie tę prośbę-podanie o życie.[/I] [I]Obiecuję, że będę Twoim cieniem, będę dzielić z Tobą wszystkie radości i smutki, przecież to potrafię. Będę wierna, wysłucham wszystkich Twoich skarg, zawsze z miłością i oddaniem spojrzę Ci w oczy, aby przegonić wszystkie smutki. Podobno jestem przemiła. Dlaczego tak cierpię?[/I] [I]Kto po mnie zapłacze, gdy przyjdzie mi przekroczyć bramę Tęczowego Mostu? Czyja łza mnie pożegna? [/I] [I]Pomóż mi, proszę!!![/I] [I]Misia Niczyja[/I]