Jump to content
Dogomania

KAŚKA

Members
  • Posts

    524
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by KAŚKA

  1. Ja się psu nie dziwię. Na łóżku jest wygodnie i jest dobry punkt obserwacyjny - zawsze to wyżej niż podłoga. Moje psy mają swoje fotele i tylko na nich mogą sadzać swoje cztery litery. Ozdobą mieszkania te meble nie są, ale cóż - albo się ma psy, albo odpicowaną chałupę. Natomiast na "ludzkie" fotele i kanapy mają zakaz wjazdu. Może zorganizuj małej jakąś starą, wygodną, stabilną sofę czy fotel. Teraz ludzie wciąż upiększają wnętrza swoich domów. Może jakiś znajomy czy sąsiad ma na zbyciu takowy mebel, można wziąć na "doniszczenie". Ewewntualnie można samemu zbudować legowisko na drewnianym podwyższeniu, wyściełane starą kołdrą czy materacem (najlepiej jedno i drugie), aby było co rozkopywać i w czym się mościć. Te legowiska w sklepach są ładniutkie, ale bardziej nam sie podobają niż psom...
  2. [quote W związku z tym wychodzę z tym kretynem na spacer na smyczy, spuszczam go ze smyczki tylko jak wychodzimy po nocy, kiedy juz nie ma w zasiegu wzroku prawie nikogo.quote] To Ty masz bardzo dobry wzrok. Ciekawe, jaki jest Twój zasięg wzroku nocą? Jeśli masz agresywnego psa, to jak możesz go po ciemku spuszczać ze smyczy???
  3. Uszkodzenia psinki nie są duże. Nie trzeba było szyć, ale zęby wbiły się obok delikatnych miejsc suczynego ciałka (tzw. miejsca intymne :oops: ), więc mogło być tragicznie. Ale dla małej to był spory wstrząs psychiczny, bo to pacyfistycznie nastawiony do świata zwierz. A moje spożycie wyrobów nikotynowych wzrosło w tym dniu bardzo. Ast był na smyczy, tylko... wyrwał się gówniarzowi. Wcześniej bujał się na kolejnej gałęzi drzewa (jedna odgryziona na ziemi już leżała). Nie spodobało mu się, że mała na niego patrzyła z daleka (nie podchodzi do psów bez zezwolenia). Wszak rzadko się widzi takie debilizmy. Więc tak myślę, że dzielnicowemu jeszcze doniosę, że burek mało, że pogryzł maleństwo, to jeszcze niszczył mienie (społeczne? publiczne? - jak nazwać drzewo w parku?). Czy te zezwolenia na psy z listy to są aktualne czy nie? Dziś porobię zdjęcia tego zniszczonego drzewa i prześlę do jakiejś redakcji dziennika. Może jakiś pismak wykorzysta. W końcu trzeba zacząć ścigać tę hołotę. Pierwszy raz widziałam tak natychmiastowy i zdecydowany atak psa na psa. To był moment.
  4. Olgierd słusznie zauważył: "A ja myślę, że opisałaś przykład BRAKU EGZEKUCJI PRAWA a nie lukę w prawie. Luki nie ma - policja powinna odebrać zgłoszenie, przyjechać, zrobić porządek. Jeśli tego nie zrobiła - można złożyć skargę do Inspektoratu przy Komendancie Wojewódzkim". I dlatego dziś lub jutro mam rozmowę w sprawie pogryzienia mojej psinki przez asta. Namiary na dzielnicowego już mam. Trzeba go jeszcze złapać, bo on wciąż w terenie. Zobaczymy, co wymyśli. Ciągle w mojej okolicy ktoś skarży się na agresję psów w stosunku do ich czworonogów. Kiedy się pytam, czy coś z tym zrobili, gdzieś zgłosili zdarzenie, każdy mówi, że : A po co? Co to da? Nikomu się nie chce lub nie liczą na konsekwencje wyciągnięte w stosunku do właściciela bandyty. Ba, nawet nie domagają się zwrotu kosztów leczenia! A właśnie trzeba zgłaszać. Niech właściciele agresorów nie czują się bezkarni.
  5. Przepraszam, że się wtrącam, nie jestem prawnikiem. Jedyne prawo z jakim mam do czynienia to prawo jazdy. Zosiu, nie sądzę, żeby Olgierd chciał kogokolwiek obrażać. (Zresztą adwokata on nie potrzebuje, jeszcze na dodatek takiego jak ja). Po prostu ma do niektórych pomysłów zdroworozsądkowe podejście. Choć liberał straszny, to jego uwagi często są mi bliskie. Dał przykład miasta, w którym nakazano prowadzenie psów dodatkowo w kagańcach, bo SM nie rozpoznaje niebezpiecznych ras, więc ułatwiono im pracę. Pomysły z parkami bezsmyczowymi też się tak skończą - bo jakie kryteria mają być brane pod uwagę przy typowaniu parków. Liczba dzieci w parku? zdanie mamusiek z wózkami? No, nie powiem, co o tym sądzę, bo stwierdzisz, że nie szanuję zdania innych ludzi. Moim zdaniem laika, prawo powinno być takie, aby było respektowane. Konkretne, jasne i możliwe do realizacji. A co do eliminacji psów naprawdę niebezpiecznych to jestem za, ale nie mogę się w tej chwili na ten temat wypowiadać - brak obiektywizmu i negatywne emocje : wczoraj moje maleństwo pogryzł AST. Szkoda swoją drogą, że nasze pieski zaczynają się dzielić na dwie podstawowe grupy: 1. na te co już zostały pogryzione przez asty, i 2. na te, których asty jeszcze nie pogryzły.
  6. Zamiast przelewania z pustego w próżne opieram się na komentarzu do art. 77 kodeksu wykroczeń autorstwa W.Kotowskiego i proponuję: 1. Przewodnik ma obowiązek panować nad psem w stopniu gwarantującym bezpieczeństwo w miejscu publicznym. Spełnienie tego warunku nie wymaga spacerowania z psem znajdującym się na smyczy lub w kagańcu. Chodzi w szczególności o znajomość psiej psychiki i uzyskanie bezwględnego posłuszeństwa. Ocena w kwestii zastosowania spośród dostępnych rodzajów zwykłego środka ostrożności należy do właściciela psa. 2. Władze lokalne (miasta lub gminy) mają prawo do określenia miejsc publicznych, w których należy psy prowadzić na smyczy. 3. Właściciel ponosi pełną odpowiedzialność za wszelkie szkody wyrządzone przez psa znajdującego się pod jego opieką. 4. W przypadkach szczególnych władze (Wojewoda lub Minister Spraw Węwnętrznych i Administracji, służby weterynaryjne) mogą wprowadzić dodatkowe przepisy ograniczające prawa właścicieli psów (np. zakaz puszczania psów luzem na terenie zagrożonym wścieklizną, itp.). 5. Wszystkie psy powinny być zarejestrowane i trwale oznakowane (tatuaż lub chip). Wszelkie szczepienia powinny być obowiązkowe. Właściciel w miejscu publicznym ma obowiązek wykazania, że jego pies jest zdrowy i zaszczepiony (a nie jak obecnie tylko, że pies jest zaszczepiony przeciw wściekliźnie). Dowodem jest książeczka zdrowia psa z adnotacjami weterynarza o szczepieniach i badaniach. Tyle na razie mi przychodzi na myśl.[/quote] I bardzo dobrze przychodzi Ci na myśl. Krótko i rzeczowo. To jest konkret. Pomysły o wywieszaniu tabliczek, wykazy parków, gdzie można puszczać psy itp. szczegółowe zalecenia - po co to? Nie kręćmy na siebie bata, bo najwięcej to my psiarze dostaniemy nim po plecach lub innej części ciała. Albo uderzą nas po kieszeni, a tego też nie lubimy.
  7. [quote name='an3czka'][quote name='KAŚKA'] Ale kto zmusi mojego sąsiada do sterylizacji jego pseudoastki? Zaraz powie : Nie mam kaski. I jak zakazać sprzedaży ulicznej? Zabierać szczenięta takim handlarzom? Wiesz czemu je sprzedają? Bo jest popyt![/quote] Moment, moment. Mial kase, zeby kupic psa, zeby go szczepic, zywic, prowadzic ewentualnie do weta a nie ma na sterylke?? To niech wykrzesa. Zakazac sprzedazy ulicznej i zabierac szczeniata, i sterylizowac. Inaczej bledne kolo sie nie zamknie.[/quote] Aaaaa, na kupno pseudoasta to on miał! Ale na sterylkę to pewnie nie. Takiego wydatku nie przewidział. Nie można tak zabrać szczeniąt. Handlarz powie: "A co? Ze szczeniakami mi nie wolno stać?" A co? Kargulowi nie wolno było ze świnią po lesie chodzić? Poza tym to będzie zabór mienia. I co z nimi zrobić? Jak z samochodami? Na parking policyjny? To problemu nie rozwiąże, bo zaczną się bardziej ogłaszać np. w Autogiełdzie, więc to i tak nic nie zmieni. Zobacz, nawet pod wystawami ZKwP handlują i nie da się ich pogonić. A ludzie będą kupować i tak, bo po co mu papier, jak on na wystawy z psem i tak chodzić nie będzie... itp. itd.
  8. [quote name='Mrzewinska']Hodowla w zajejestrowanej organizacji jest latwiejsza do sprawdzenia. Latwiej wprowadzic testy kwalifikujace do hodowli. Oczywiscie, nie wszystkie psy rodowodowe maja odpowiednia psychike. Ale jest mozliwosc zakazu rozmnazania mieszancow ras trudnych - przez nakaz sterylizacji psow w typie tych ras o nieudokumentowanym pochodzeniu. Zakaz sprzedazy ulicznej utrudni - nie uniemozliwi - przypadkowe kupowanie psa. Od rejestracji caly czas proponuje zaczac - od obowiazkowej rejestracji wszystkich psow, takiej, by latwo i natychmiast stwierdzic, czyj jest konkretny pies, od zmiany w prawie - odpowiedzialnosc z kodeksu karnego, odszkodowania z urzedu, z urzedu eutanazja psow, ktore w publicznym miejscu zagryza czlowieka lub psa - i co? I wielu z nas wyszukuje natychmiast, ze Polak potrafi ominac kazdy przepis. Piec lat temu dalam propozycje zmian, moim zdaniem celowe. I nawet tak oczywista wydawaloby sie sprawa jak powszechna rejestracja ciagle budzi opory. Wiec mnie juz naprawde trudno uwierzyc w sens jakichkolwiek wspolnych dzialan milosnikow psow. Zofia[/quote] Zosiu, to prawda. Taka hodowla jest łatwiejsza. Co prawda znam psy-championy, które są wybitnie agresywne i mają zaliczone testy związkowe. A kryją bardzo dużo, bo są w rękach sędziów kynologicznych lub działaczy. Przekręty są, w Związku też, choć pewnie na mniejszą skalę. Ale kto zmusi mojego sąsiada do sterylizacji jego pseudoastki? Zaraz powie : Nie mam kaski. I jak zakazać sprzedaży ulicznej? Zabierać szczenięta takim handlarzom? Wiesz czemu je sprzedają? Bo jest popyt! TY myślisz jak normalny, odpowiedzialny człowiek, miłośnik psów, któremu na sercu leży i dobro zwierzaka, i człowieka zarazem. JA też tak myślę, ale polemizując z pomysłami ustawy próbuję myśleć jak przeciętny człowiek. Dlatego pewnie brzmi to tak, jakbym miała te pomysły gdzieś. Tu większość ludzi mówi jednym głosem (z pewnymi wariantami), każdy chce dobrze, ale to nie tyko nas, ludzi tu piszących, ustawa ma tyczyć. Ilu nas tu jest w skali kraju? Sam fakt, że tu ludzie zaglądają i piszą świadczy o tym, że zależy im na wspólnym działaniu dla dobra psów i dobra ich wizerunku w społeczeństwie. A Polak potrafi ominąć każdy przepis. No, to przecież prawda.
  9. Przedstawiane pomysły nie są złe, sama się z większością zgadzam. Nie neguję ich. Mnie przeraża tylko jedno : jak egzekwować to prawo, które zostanie wprowadzone. Czy lepszy jest brak uregulowań prawnych czy martwe prawo, którego prawie nikt nie przestrzega. Uważam, że należy karać, i to bardzo surowo właścicieli psów, których podopieczni stanowią REALNE zagrożenie dla ludzi, a także dla psów. To samo dot. właścicieli puszczających psy luzem, bez kontroli, żeby sobie piesio pobiegał. Co, nie ma na to paragrafów? Nic tak nie działa na wyobraźnię ludzi jak wizja wysokiej kary finansowej, grzywny czy komornika. To lepszy bat na beztroskich właścicieli niż namawianie ich czy też zmuszanie do chipowania, sterylizacji, szkolenia. Ludzie będą zasłaniać się albo brakiem pieniędzy na zabieg, albo brakiem czasu. Albo powiedzą : "A kto to będzie sprawdzał?" Niestety, to przykre, ale taka jest prawda. Musimy czuć się bezpieczni. Naszym sprzymierzeńcem musi być policja i straż miejska, nie tylko jeśli chodzi o pokąsania dzieci. Atak psa na psa powinien też być przez policję traktowany poważnie, a tak nie jest. Zgłoszenia o takich incydentach powinny być traktowane serio, a nie tak jak dziś. Sama to przeżyłam na własnej skórze: zgłosiłam, że po parku łazi niedorostek z agresywnym niebywale ONem. Podałam miejsce i czas. No to przyjechali na drugi dzień i co? Oczywiście złapali mnie, bo sztuka jest i w statystyce napiszą, że psiarza pouczyli. Teraz boję się zgłaszać takie sytuacje i radzę sobie sama (czytaj: gaz). Edukacja w szkołach. Są lekcje biologii czy jakiejś wiedzy o przyrodzie. Ile godzin jest zarezerwowanych na to, aby mówić dzieciom o odpowiedzialności za posiadane zwierzę, o niezadawaniu im bólu i cierpienia. O tym, że ukochana koteczka czy suczka nie musi mieć młodych, aby być szczęśliwą i zdrową. Że są pieski, które jako szczeniaczki ładnie wyglądają, ale gdy wyrosną mogą mieć trudny charakter, więc trzeba się przy wyborze szczeniaczka kierować nie tylko urodą malucha. A tak wciąż już oklepana budowa eugleny lub innego pantofelka. Już pomijam fakt, że do walki o normalny, pozytywny stosunek do zwierząt nie włącza się kościół, chyba że z okazji imienin św. Franciszka z Asyżu. Słyszał ktoś na kazaniu, aby ksiądz choć słowem wspomniał o należytym traktowaniu zwierząt? Może w jakiś sposób kreować modę na łagodne psy. (Ale nie wiem za bardzo jak). Odejść od wizerunku psa-obrońcy, psa-stróża, bo w miastach choćby, to już w zasadzie racji bytu nie ma. Bardziej eksponować wizerunek psa jako przyjaciela, towarzysza, członka rodziny. Media zamiast pokazywać przy każdej okazji szwy na ranach po ugryzieniu psa, mogłyby pokazywać dogoterapię, zawody agility (widział ktoś coś takiego w telewizji?). Z taką lubością pokazują sami siebie na jakiś nieistotnych zawodach dla dziennikarzy w różnych dyscyplinach. Poza nimi, kogo to obchodzi? A nie można pokazać np. psich zawodów w zaprzęgach? Pewnie tego nie pokazują, bo agility gorzej się sprzeda niż informacja o zagryzionym dziecku.
  10. Olgierd, Ty masz też takie wizje jak ja? Spójrz w przyszłość wraz ze mną: pod gabinetami wetów kłębią się nasi rodacy z suczkami nierasowymi i/lub agresywnymi do masowej sterylizacji; chipów w kraju zabrakło, bo na skutek nawoływań wszyscy obywatele przyszli chipować swoje czworonogi; właściciele psów bezpapierowych ogłaszają wycofanie się z produkcji psów pseudorasowych dla dobra zwierząt i społeczeństwa; właściciele "psów trudnych" czekają miesiącami, aby zapisć się do "szkoły posłuszeństwa"; kogo nie stać na psa rodowodowego bieży do zatłoczonych schronisk po upragnionego czworonoga; dresy zaczynają być odpowiedzialni i prowadzają swoje pociechy na smyczach i w kagańcach (oczywiście mają załatwione też zezwolenia na posiadanie takiego psa). A to wszystko dlatego, że ustawa weszła w życie i oczywiście wszyscy w naszym kraju postanowili respektować nowe prawo. Oczywiście z samego szacunku do prawa. Wiele bym dała za to, żeby to nie była tylko fantazja.
  11. [quote name='Mrzewinska'] Zbyt wielu ludzi jeszcze nie wie, ze szkolenie najbardziej jest potrzebne samemu psu, zapewnia zwierzakowi rownowage psychiczna celowym i nagradzanym zajeciem, a wlascicielowi daje pozycje szefa bez krzyku, nerwow i przymusu.[/quote] Rozumiem, że chodzi tu wyłącznie o szkolenie na posłuszeństwo. Zgadzam się, ale też równolegle trzeba mówić ludziom, że szkolenie to tylko jeden z wielu elementów wychowania psa, a nie najważniejszy. Niestety często jest tak, że właściciel szkoli psa i uważa, że to wszystko załatwi. Ile razy się słyszy od właściciela niegrzecznego psa: "Muszę go dać na tresurę". Ale samo szkolenie problemu nie rozwiąże, bo psy niektóre są na tyle cwane, że każde polecenie wyuczone wykonają chętnie, tylko że... wyłącznie na placu treningowym. Pomijam już kwestię kompetencji treserów, szczególnie tych ze środowiska owczarkowego. To baaaaardzo specyficzni ludzie. I jak zmusić faceta, który kupuje pseudo asta albo wyrób owczarkopodobny na przykład za 200 zł, aby wydał na szkolenie większą sumę.
  12. [quote name='"A(leksand)ra&Ar(i)a"']Ma, jeżeli psa zidentyfikują... jak taki człowiek raz poniesie odpowiedzialność to drugi raz się zastanowi... dodatkowo jeżeli dzięki chipowi dowiesz się że pies był szczepiny unikniesz igiełki :wink: a jeżeli ktoś z nauczki takiego osobnika wyciągnie wnioski to coraz mniej będzie sytuacji w których mogłabyś zostać ugryziona... Czy pies był szczepiony dowiem się z zaświadczenia weterynaryjnego, które ma być w posiadaniu właściciela psa. Przecież jest OBOWIĄZEK SZCZEPIENIA PSA PRZECIWKO WŚCIEKLIŹNIE! Jest też OBOWIĄZEK REJESTRACJI PSÓW I PŁACENIA ZA NICH PODATKU! Sugerujesz, że nasi współrodacy nie przestrzegają tego prawa? :wink: A skoro tego pewnie nie wszyscy przestrzegają, to będą poddawać psa chipowaniu tylko dlatego, że taki nałoży się na nich obowiązek? Wiesz, gdzie niektórzy to będą mieli? Więc jak ich zmusić do tego? Ale skoro sądzisz, że chipowanie 5 000 000 milionów psów coś zmieni, to nie mam nic przeciwko. Daj znak, kiedy już ostatni pies w naszym kraju będzie miał wszczepiony chip. Bo nie sądzę, aby taki pomysł był realny. I jeśli chodzi o kwestię pogryzień to akurat chip zmieni bardzo niewiele. Chipowanie nie zmieni odpowiedzilności właścicieli psów. Ale mam nadzieję, że się mylę. Oby!!!!!!!
  13. No, ale co ma chip do prędkości pojawienia sie policji w parku? Nie widzę związku. Proszę wytłumacz mi, co ZMIENI chip w tej KONKRETNEJ sytuacji. Zawołać policję to i teraz mogę. Proszę o wytłumaczenie: co mi da chip w przypadku pogryzienia mnie czy mojego psa przez psa z chipem? Czym sie różni pogryzienie "chipowca" od pogryzienia przez psa bez chipa? Przecież chip nie rejestruje pogryzienia. Właściciel też może się oddalić, szczególnie jeśli jest z psem "na rowerze" na przykład.
  14. Do mnie taki argument przemawia, bo psy mam zaszczepione i zachipowane. Tylko jak już wszystkie psy będą w naszym kraju zachipowane, to co to da w KONKRETNEJ sytuacji, kiedy jakiś pies mnie czy mojego psa zaatakuje i pogryzie. Daj mi proszę radę, co mam wówczas zrobić. Jaka będzie procedura postępowania. Pytam, bo naprawdę nie wiem.
  15. Zosiu, tak czytam Twoje wypowiedzi i powiem szczerze, trochę zaczynam przechodzić do opozycji. Nie wiem, skąd u Ciebie taka fascynacja chipowaniem i skąd bierze się myśl, że właśnie chipowanie to lekarstwo na wszelkie zło, czytaj agresję u psów. Przykład Wejherowa nie jest najlepszy z bardzo prostej przyczyny. To mała mieścina, aczkolwiek śliczna i przesympatyczna, ale Polska to głównie wsie i duże aglomeracje miejskie. Co innego realizować jakiś projekt w małej społeczności, gdzie się wszyscy znają, nie są anonimowi, a co innego w skali makro, czyli kraju. Zakładając, że ta utopijna wizja wejdzie w życie i każdy pies ma chip. I co mi to da? Czy jak pies w parku mnie pogryzie lub mojego czworonoga, to co ja mam wtedy zrobić? Wyciągnąć czytnik do chipów? Poprosić właściciela agresora o podanie mi numeru chipa? Mam wyciągną lupę i wydłubać paznokciem chip z karku agresora, aby mieć dowód w sprawie o pogryzienie? Dla mnie chip ma inne znaczenie. Widzę jego wartość w przypadku wyjazdu za granicę, a przede wszystkim w przypadku traumatycznym - kiedy pies zaginie. No i ewentualnie dla urzędasów, aby mogli w komputerze sprawdzać dane odnośnie płacenia podatków. To nie ten kraj, aby wprowadzić zarządzenie o obowiązku chipowania i każdy obywatel pójdzie ze swym czworonogiem na chipowanie. Podobno jest obowiązek zgłaszania w urzędzie psa z tzw. listy. Powiedz mi, jak wygląda realizacja tego zarządzenia. Ilu właścicieli psów z tzw. Listy pozgłaszało swe czworonogi? Pewnie tylko garstka, w tym pewnie dogomaniacy. Czy ktoś to sprawdza? Czy ktoś wyciąga konsekwencje względem właściciela psa, który nie został zarejestrowany? Po co tworzyć kolejne prawo, które nie będzie realizowane?
  16. Nie wiem czy mieliśmy prawo - nie widzę w tym większego sensu bo mi się pite nie podobają - ale stało się, psy istnieją. Hmm chociaż - może nawet w ten sposób jakoś do mnie docierasz - może faktycznie czas na jakiś eugeniczny trick: skoro były mamuty i nie ma mamutów, były kiwi i nie ma kiwi...[/quote] Olgierd! Ty przesteń takie rzeczy sugerować, bo zaraz właściciele amtaffów rozpoczną kampanię na rzecz wpisania swoich psów do "białej księgi" jako gatunek zagrożony!!!
  17. [quote name='"Nati5"']Proponuje dla rozgrzania atmosfery napietnowac wszystkie psy, ktore atakuja koty na podworku. Bowiem wykazuja one silna agresje i co najwazniejsze wrodzona do innego stworzenia . Sa zdecydowanie zagrożeniem nie tylko dla samego kota, ale równiez dla wlasciciela, no bo taki posiadacz koteczka moze zachciec sobie pochodzic z nim na smyczy i niechcacy oberwac zabkami po nogawce. Malo ktos napisal o wiewiorkach..... a czym rozni sie wiewiorka od psa??? Protestuje przeciwko agresji psow na wiewiórki!!! Mysle ze wszystkie psy te male i te duze wykazujace agresje do wiewiorki powinny byc wykastrowane!!! Dmuchajmy na zimne! Nie pozwolmy aby w przyszlosci taki pies ugryzl kogokolwiek! Podgrzeję atmosferę jeszcze bardziej! Kastrować należy wszystkie psy, ktore dostały w swym życiu choć raz do ogryzienia surową kość, np. giczkę cielęcą. Te psy znają smak i zapach krwi!!!! Kurcze, wiewiórka czy kot to też problem. Te cholery to jednak mogą na jakiś płot czy drzewo jakoś uciec. Przed zdebilałym amstafem to na drzewo mój pies nie wskoczy. Najwyżej na moje ręce. A Ty masz jaki próg agresywności? Chyba jakiś bulowaty jesteś :evil:
  18. Pika, masz rację. Ty to wiesz, ja to wiem, pewnie wszyscy tu obecni to wiedzą. Mam na myśli to, że mieszkamy w miastach, a więc wśród ludzi. Niestety, chcąc nie chcąc musimy też i to brać pod uwagę przy wyborze rasy psa. Nie możemy o tym zapominać, że ludzie różnią się między sobą tak jak pieski różnych ras. Kupisz sobie doga w mieście, zaraz będą nim mamuśki swe dzieciątka straszyć. Piszesz o pracujących chartach - to jest dla mnie czy dla Ciebie naturalne. To jest właśnie odpowiedzialny stosunek do psa. Zapewnić mu pracę i zajęcie, aby głupoty się go nie trzymały. Ja ze swoimi biegam, to dla nich też jakaś forma pracy i rozrywki, kiedy porzucam im przy okazji z 50 razy piłeczkę na łące :oops: Wielkość mieszkania to rzeczywiście mały problem. Ja mieszkam w willi, a i tak moje psy siedzą na kupie tylko w tym pomieszczeniu, w którym ja akurat przebywam. Ich nie rajcuje spora ilość pokoi. Więc nie o metraż tu chodzi. I niestety tak jest, jak napisałaś, że z powodu kilku nieodpowiedzialnych osób cierpią rzesze niewinnych psiarzy.
  19. Pika napisała: Wiele ras kiedys uzytkowych straciło swój uzytkowy charakter i doskonale się sprawdzają jako psy do towarzystwa właśnie : Taki ogar na przykład z tego co wiem jest również szkolony do dogoterapii I tak właśnie, Pika, ludzie argumentują nabycie amstafa. Że już ta rasa utraciła swój pierwotny charakter i doskonale sprawdza się jako pies do towarzystwa. Ogar pewnie jet rewelacyjny w dogoterapii, ale pewnie jakby jakąś świeżą farbę wyczuł, to tyle by go właściciel widział :wink: Wymyśl analogię do amstafa sama.
  20. Pika, pragnę zauważyć, że yorki to nie są psy z grupy psów do towarzystwa. York to grupa III FCI, a do towarzystwa to IX. Tam też są duże psy, nie tylko cudnie chrapiące mopsiki czy słodkie buldożki, ale np. pudle duże. Więc jak ktoś chce psa dużego to proszę... Ale pudle jakoś wzięcia nie mają, bo wygląd mało złowieszczy pewnie. Bo charaktery, musisz przyznać, mają bardzo dobre. Pewnie, że przesadziłam, ale nie może być dla mnie argumentem, że KTOŚ CHCE MIEĆ DUŻEGO PSA i już. A ja chcę np. mieć samochód typu van i nie mogę, bo mam za mały garaż. Chodzi o racjonalną ocenę swoich możliwości. Właśnie chodzi mi o to, żeby dobierać psy nie tylko na zasadzie takiej, że mi się podoba duży molos, więc go sobię kupię, ale też trzeba wziąć pod uwagę to, jaka jest jego użytkowość, jakie mam warunki lokalowe i spacerowe, ile mam czasu, a nawet jakich mam sąsiadów. A myślisz, że taki statysztyczny Polak to wie, że molos to dobry psiak? Statystyczny Polak powie, że to bydlę jest wielkie i pewnie jak się rzuci, to zagryzie na śmierć.
  21. Zosiu! Hoduję psy od 25 lat, pierwszy raz na wystawie psów jako "wystawiacz" byłam w 1978 roku. Egzamin PO I z bokserem na ocenę bardzo dobrą zdałam, kiedy miałam 12 lat. Kocham psy, ale mam do nich nie tylko bezkrytyczne uczucie. W szczytowych momentach miałam po 3 suki. Nigdy moje psy nie pogryzły się między sobą, nigdy nie zaatakowaly innego psa, nigdy nie rzuciły się na człowieka. Gdyby któryś z moich psów wykazywał agresję, uśpiłabym go. Niestety. Psy mam nie tylko po to, aby je rozpieszczać, miziać, całować. Pewnie, że śpią w łóżku i gębę mi liżą. Ale ja mam psy także po to, aby żyć zdrowiej. Biegam po parku, rano i wieczorem. Nie będę biegać z psami na smyczach, bo kilku debili zszargało opinię normalnym psiarzom. Kilka stron wcześniej przedstawiłam mój regulamin spacerowy, który ja i moje psy musimy przestrzegać. Nie dajmy się idiotom zakrzyczeć. Ja mam prawo spędzać czas wolny tak jak mi się podoba, dopóki dla innych to nie stanowi zagrożenia. Jedni biegają z psami po parku, inni piją piwko na ławkach, inni jeżdżą na deskorolkach, spacerują z dziećmi. Zosiu, a co zrobić z rowerzystami w parku??? Przecież oni sieją większe zagrożenie dla ludzi (i psów) niż taki typek jak ja z dwoma psami. Jeżdżą "ławą" po wąskich alejkach, dzwonią na spacerowiczów, a ci uciekają z alejki w krzaki. Jeżdżą bez trzymanki, w tempie ekspresowym. Taki rowerzysta jak potrąci, to często szpital murowany (niestety, wiem z doświadczenia "rodzinnego"). Czy tych odpowiedzialnych cyklistów nie powinno się wyrzucić do parków dla rowerzystów? Właśnie mi chodzi o odpowiedzialność. Dlatego pisałam o egzaminach. Egzaminach w "terenie". Znam osobiście kilka psów, które super zdawały egzamin związkowy po szkoleniu, a na spacerach robiły co chciały. Uważam, że zbyt wiele osób przecenia możliwości, jakie daje szkolenie psa (nie znoszę słowa tresura). Myślą tak : dam psa na szkolenie i będie w porządku. Potem taki ON biegnie do moich psów z pianą na gębie, a koleś krzyczy: On jest po szkoleniu, niech się pani nie boi. I ubezpieczeniu obowiązkowym. Takie coś mogłoby również odsunąć modę na psy niebezpieczne. Mieszkamy w mieście, wśród ludzi. To jakie psy powinny być promowane: PSY Z GRUPY PSÓW DO TOWARZYSTWA. Jeśli przeniosę się wgóry i stanę się bacą, to kupię sobie psa pasterskiego. Jak zamieszkam w lesie i stanę się łowczym, to kupię sobie ogara.
  22. Pani Zofio, zgadzam się z Panią prawie we wszystkim. Ale, bój się Boga, nie podsuwajmy ludziom pomysłów z tworzeniem parków dla psów!!! Jak taki park miałby wyglądać?, gdzie byłby zlokalizowany?, ile hektarów obejmowałby? Ja mam dwie suczki, bardzo łagodne. Są moimi towarzyszami podczas biegania. Ja mam z nimi jeździć dwa razy dziennie na oddalony teren, aby pobiegać? A kto mnie będzie utrzymywał? Bo, żeby spełnić tego typu postulaty, musiałabym zwolnić się z pracy, wydawać fortunę na benzynę, stać w korkach itd. A może wprowadzić testy dla psów, które funkcjonują w normalnych warunkach parkowych? Może np. zorganizować dla piesków egzamin w terenie? Widzę to tak: Zgłaszam np. do Straży Miejskiej chęć przystąpienia do takiego egzaminu. Płacę za tenże egzamin. Przyjeżdża "ktoś wyznaczony" i spędza ze mną i z moimi psami godzinkę w parku. Mijamy rowerzystów, biegaczy, psiarzy, dzieci w wózkach, piaskownice. Pan egzaminator obserwuje zachowanie moich psów, ocenia ich reakcje na moje polecenia. I kiedy wszystko będzie OK wydaje mi świstek, że psy zdały egzamin posłuszeństwa czy "dobrego zachowania" w mieście. Wtedy np. mogłabym wykupić jakieś charakterystyczne obroże, żeby ludzie mogli rozpoznawać, że to są psy sprawdzone. I oprócz tego, jeśli bym zdecydowała się z nimi normalnie spędząc czas wśród ludzi, puszczać je luzem, musiałabym wykupić w miarę wysokie ubezpieczenie, byle bez przesady. Byłby to mniej więcej taki egzamin jak na prawo jazdy. Bo tak sobie myślę, że jeśli jeździmy autkiem po drogach, to musimy mieć do tego predyspozycje psychiczne, umiejętności obsługi auta, ale także sprawną maszynę i na wszelki wypadek ubezpieczenie, bo jednak nigdy nie wiadomo na 100 % czy maszyna lub prowadzący w pewnym momencie nie zawiedzie. Ja mogę do takiego egzaminu przystąpić z marszu. Zapłacić za co trzeba i mieć święty spokój. Zdamy na pewno (chyba że wiewiórka się pojawi na drzewie, to porażka murowana). Nie możemy eliminować psów z miasta, parków czy skwerów. To nie jest prawda, że ludzie tego chcą. Że się niektórzy boją, że mają jakieś fobie, to naturalne. Ale ile jest też ludzi, którzy zatrzymują się obok łąki, aby napatrzeć się, jak pieski harcują. Ile uśmiechu jest na ich twarzach i radości. Przecież bardzo często ludzie zaczepiają właścicieli psów z pytaniem, czy mogą psa pogłaskać i zagadują na temat jego upodobań czy zachowań. Niekiedy dla mieszkańca miasta właśnie kontakt z psem w parku jest namiastką kontaktu z przyrodą w ogóle. Mówię tu o normalnych psach i o ludziach mających do nich normalny stosunek. Ja tak to widzę. A parki dla psów to niech będą dla tych, którzy z psem boją się wyjść do ludzi. Pozdrawiam
  23. Witam! Jestem tu nowa i nie chcę być dalej tylko "podgądaczem", więc zalogowałam się i jestem. Oglądałam Ekspres Reporterów. Popieram w znacznej mierze P. Zofię. Bardziej zirytował mnie P. Janda, kiedy stwierdził, że wszystkie psy muszą być wyprowadzane na smyczy i w kagańcach. No, no, psychopatów wśród psów mu jeszcze mało! Ale nie o tym. Tak czytam i czytam i zastanawiam się o co chodzi z tymi "dresiarzami". Ja mieszkam w dzielnicy willowej, więc być może mam inne spostrzeżenia niż mieszkańcy dużych blokowisk. U mnie "dresiarzy" nie ma, tylko tzw. normalne rodziny, tzn. mama+tata+dzieciątka. I co? Jakie mają psy? No pewnie już wiecie : amstaffy i produkty amstaffopodobne. Zawsze mnie to dziwi, po co takim normalnym ludziom psy, które raczej nie są uznawane za klasyczne psy rodzinne czy do towarzystwa. Pytałam się niektórych z tych ludzi o powody nabycia takowych piesków, kiedy spotkałam ich na spacerach (sama mam 2 średniej wielkości pieski). Powody są na przykład takie: 2 panów kupiło sobie amstaffy po włamaniach do ich domów. Pytam : - To czemu Pan kupił psa bojowego a nie stróżującego? - Pani, takiego psa to każdy się wystraszy! Obaj odpowiedzieli tak samo!!! No, cóż mam odpowiedzieć? Tylko jedno im mówię: - Panie, a co z Pana za mężczyzna, jeśli Pan chce zapewnić bezpieczeństwo swojej żonie, potomstwu i dobytkowi poprzez posiadanie psa? Przecież prawdziwy facet sam powinien być w stanie zadbać o bezpieczeństwo swojej rodziny? Nie sądzi Pan, że to niemęskie? Potem się ulatniam, bo Panowie się zaczynają denerwować. Myślę tak sobie, kurcze, gdzie te ich kobiety mają oczy? Co za męża mają? Toż taki facio to kalesony a nie chłop! Nawet drogi duży samochód i wysoka pensja takiemu wymoczkowi nie pomoże, oferma jest i już. Młodzi właściciele ASTów przychodzą do "mojego" parku. Są bardzo odpowiedzialni, oj bardzo! Ich odpowiedzialność polega na tym, że trzymają psa na smyczy, tyle że na uboczu, i pies robi tylko jedno: wiesza się na konarze drzewa i tak wisi. Po kilku latach takich wizyt ASTów w parku wiele drzew jest okaleczonych, a niektóre po prostu pousychały. Kolesie stoją i rozmawiają a piesek wisi, i wisi, i wisi. Ale przyznaję, że najbardziej obawiam się owczarków niemieckich. Niestety. Jakoś ASTy są bardziej pilnowane, natomiast ONy to prawdziwa plaga. Kiedy kolejny raz ON rzucił się na moją wówczas dwumiesięczną suczkę, zaopatrzyłam się w gaz. Polecam wszystkim. Raz go zastosowałam. Lekkie psiknięcie w kierunku mordy i pies zaczyna kręcić nosem i mrugać powiekami. Ale pies to pies. Najważniejsze, że gaz robi wrażenie na właścicielach. Już nie muszę chować się po krzakach przed ONami i nie muszę chodzić z duszą na ramieniu. To naprawdę ulga. Jeśli chodzi o moje dwa psy z grupy psów do towarzystwa (suczki), to chodzą po parku bez smyczy i bez kagańca, i tak będą chodzić do dni swych ostatnich. Ale : - nie pozwalam podchodzić moim czworonogom do jakiegokolwiek "nowego" psa w parku bez zapytania się właściciela pieska o zgodę - mają całkowity zakaz ścigania rowerzystów - nie pozwalam na podchodzenie do obcych ludzi, na skakanie po nich, przyjmowanie postaw "żebraczych", gdy piknikują (może przesadziłam z tym ich wychowaniem, bo nawet ekshibicjoniści w krzakach, wydający dziwne odgłosy nie robią na nich wrażenia) - przytrzymuję pieski, kiedy zbliża się ku nam jakieś dzieciątko płci obojętnej, choć psy moje i tak na takie istoty nie zwracają uwagi. Ale dziecko czy jego opiekun ma prawo psa się bać i biorę to pod uwagę. Tym bardziej, że dzieciątko może się przypadkowo przewrócić i wtedy mamuśka poda mnie na policję, że dziecko wystraszyło się psa i się przewróciło, że to był dla dziecka szok, mam płacić odszkodowanie za straty moralne itp, itd. - nie chodzę na spacery z psami z grupy psów tzw. źle wychowanych, aby moje pociechy nie miały złych wzorców do naśladowania (np. oszczekiwacze, ścigacze psów itp) - pilnuję, aby nie zajmowały całej alejki i żeby piechurzy i rowerzyści też mogli się jakoś po parku przemieszczać - nie chodzę w okolice placów zabaw (a tak naprawdę to głównie dlatego, że dzieciaczki gdy chcą kupkę są wysadzane przez opiekunki 2-3 metry od piaskownicy za żywopłotem, więc dla psów tam jest raczej "niebezpiecznie" :wink: ), omijam duże grupy spacerowiczów - to nie problem skręcić w inną alejkę - na widok Straży Miejskiej skręcam w labirynt alejek w dzikiej części parku, gdzie ślad się po mnie urywa - na wszelki wypadek ubezpieczyłam się, płacę podatek za psa, mam aktualne szczepienia przeciwko wściekliźnie - tak na wszelki wypadek. I jakoś żyję. I mam święty spokój. Pozdrawiam wszystkich miłośników łagodnych, normalnych, nieagresywnych, przyjaznych, pozytywnie nastwaionych do świata psów. I myślę, że właścicielami takich psów są ludzie łagodni, normalni, nieagresywni, przyjaźni, pozytywnie nastawieni do świata. A reszta 0X
×
×
  • Create New...