Ja wiem, że wszyscy chcą jak najlepiej ale nie każdy ma doświadczenie w tej dziedzinie więc wole iść do specjalisty. Ogólnie wszystko zaczęło się trzy dni temu, Shiva zasłabła nagle rano. Wcześniej nie było żadnych sygnałów (moja kluska mimo swojego wieku zachowuje sie jakby była szczeniakiem... Ciagle bryka i żaden wet nie powiedziałby ze wyglada na swoje 8 lat). Natychmiast pojechała z moja mama do weta, dostała kroplowke, pobrali jej krew i zrobili usg. Usg nic nie wykazało, lekarz podobno powiedział, ze "nie podoba mu sie za bardzo sledziona ale w sumie nie jest w stanie nic powiedzieć" i to zbagatelizowal. Koniec końców moja mama wróciła do domu z psem, powiedziano jej, ze nie ma sie czym przejmować. Suni po kroplowce wrócił humor. Strasznie dużo pila, zadzwonilam do kliniki i powiedziano nam, ze to przez leki. Wszystko było ok do wczorajszego ranka kiedy zaczęła wymiotowac (nie było żadnej treści zoladkowej.. Lekko rozowa piana. Sama ślina z mała ilością krwi. Od razu do weta drugie badanie usg, które wykazało 10cm guza na sledzionie. Okazało sie, ze (Wet mówi ze to wina laboratorium) zgubiono gdzieś nasza próbkę krwi do badania i trzeba je powtórzyć. Dzisiaj jadę po wyniki i mam dzwonić do bialobrzeskiej. Klucha ma potworny apetyt i zdecydowanie nie zadawalaja jej malutkie porcje ryżu z kurczakiem jakie dostaje ale nie chce ryzykować kolejnych wymiotow. Ogólnie samopoczucie suni jest ok. Potwornie boje sie tego krwawienia.. Siedzę jak na szpilkach w pracy:(((