A u mnie, hmm...
O 11 wywalili mnie z łóżka, katar, gardło, boli jak diabli, balkon na oścież otwarty, ale ok. Wracam ze spaceru rodzice wyjeżdżają do sklepu, potem ta cała krzątanina w kuchni, poszłam do wanny... zrobiłam pixowi ryż z marchewką i animondą, bo matka o mięsie zapomniała, dwie godziny radości i rodzice się na siebie obrazili.... normalka :roll: