Oj przepraszam, jakoś się mnie żarty trzymają. M. się śmieje, że pewnie już jedziecie na sygnale po pieska :)
Co do rodziny ze wsi - tej się nie wybiera. Mieliśmy kiedyś psa od nich, ale im bym nie powierzyła nawet pluszowego. O psie (Maksiu) powiedziało mojej mamie dziecko wuja, że jest piesek, ale nie wolno do niego podchodzić, bo gryzie. A tata go zamknął w komórce, bo mu owce ganiał. Skończyło się w sposób oczywisty - w maluchu wracał z nami Maks :) Oczywiście nie gryzł i troskliwie pilnował mojego maleńkiego wtedy brata.
A co do Toli, to mogę o niej dłuuugo. Np. jaki numer niedawno wycięła. Musiałam wyjechać służbowo na parę dni i któregoś popołudnia dzwoni M., że nie może się dostać do mieszkania. Wezwał fachowca i co się okazało? Że Tola zamknęła się od środka na zasuwę :) Jak to zrobiła, to tylko ona wie. A jak słyszała szamotaninę na klatce, to chciała pomóc i... rozszarpała drzwi. Tzn. wewnętrzną warstwę, z blachą nie dała rady :) I tak od dawna mówiłam, że moglibyśmy już wymienić te drzwi, Tola tylko przyśpieszyła decyzję, kochanie moje.