Witam:)
Nasza sunia Amstaff ma atopowe zapalenie skóry i to jest wada genetyczna, pomijając jeszcze przodozgryz.... rozumiem że jak sie ułożą zęby można nie przewidzieć, ale nikomu nie życzę takiego horroru jakiego przechodzimy z atopią. Szczenie było najdroższsze w miocie i do tego mówiliśmy hodowcom że chcielibyśmy wystawiać sunie, do tego oni zapewniali nas że ma super głowkę i wogóle, pierwsze dwie wystawy super sprawa i dla nas i sunia dostała bardzo dobre oceny ale przy trzeciej wyszła wada zgryzu...ok, jakoś to przeżyliśmy chociaż przyznam że mieliśmy spory żal ale tej atopi to nie wybacze. Człowiek tyle czytał i głupi bo żadnej umowy nie spisał no ale uczymy sie na błedach... Mówiliśmy o problemie ale pani hodowczyni stwierdziła ze nie potrzebnie szprycujemy ja antybiotykami w fazie wzrostu, ale niestety nie wymyśliliśmy sobie tego że pies wydrapuje się do krwi. nie wspomne już o tym ile kosztuje nas co miesięczne leczenie suni. Jest bardzo kochanym psiakiem i nie oddałabym jej za żadne skarby i może tak miało być ze trafiła do nas! Wyrosła nam kochana miniaturka amstaffa:)(przez to że od małego jest na lekach) Przyznam szczerze że myślałam o tym żeby zgłosić problem do ZK i weterynarze również nas namawiali żeby nikt wiecej nie przechodził czegoś takiego a ale człowiek nie chce być "świnią". Co zrobić w takiej sytuacji? ehhh chyba nic, ale naprawde nikomu nie życzę psa chorego na atopię bo to jego najbardziej szkoda dopiero później właścicieli... Pozdrawiam:)