Tia...
tak patrzyłam na zdjęcia Bruno.. i kurcze myślę sobie.. rany... chyba z tego samego miotu, co Misiek ;)
a tu potem się okazało, że to 1 i ten sam piesio :)
Pozwolę sobie napisać sprostowanie.. ks Zbyszek, jak tylko się dowiedział, że taki piesek szuka domu, miał przyjechać do nas z proboszczem - zobaczyć psa..
no i jak to w życiu bywa - odjechali już z nim :)
a umowa adopcyjna została podpisana.. tylko jest w Łodzi, kurcze, zapomniałam zabrać..
Proboszcz ma jakąś znajomą weterynarkę, która zajmuje się jego kotami, więc przy okazji stała się weterynarzem Miśka..
chociaż teraz, on się już inaczej nazywa.
jesli macie jakies pytania, to pytajcie, czy dzwoncie do Zbyszka..
on wręcz się z poczatku dopytywał, kiedy wreszcie ktos zadzwoni ;) non stop o nim gada :)