Jeju! ja to mam pecha, od piątku do niedzieli gniłam w pracy po 12h, raz nie poszłam do schroniska z piesiorem i od razu ktoś mi go adoptował ;D Trochę dziwnie się czuję bo nie poznałam obecnych właścicieli.. ale wierzę że to dobrzy ludzie no i oczywiście w tym wszystkim jestem PRZESZCZĘŚLIWA że się udało i trzymam kciuki za mojego Miłosza, niech domek będzie dobry i kochający ;D Najśmieszniejsze jest to, że przez pracę w ogóle nie włączałam internetu i nie śledziłam sprawy Miłka pierwszy raz od 3 dni.. siadłam przed kompem żeby odświeżyć ogłoszenia i patrzę ADOPTOWANY i w tym samym momencie telefon: zadzwoniła babeczka w jego sprawie.. Zaprosiłam ją do schronu żeby poznała kogoś innego oczywiście :D WSZYSTKIM JESZCZE RAZ ŚLICZNIE DZIĘKUJĘ ZA POMOC, OGŁOSZENIA I CAŁĄ RESZTĘ! BUZIAKI!