Są, i to bardzo konkretne ..... wcześniej ( jeszcze zanim zacząłem się spotykać z Anią) mieli psa imieniem Lucky. Gówniaż, około roku, może dwóch, wzięty z łańcucha z tego co mi wiadomo na początku wszyscy się litowali nad biednym pieseczkiem i pozwalali na wszystko, tyle że on urósł ( budową ciała przypominał corso ) i zdecydował się wprowadzić własne porządki. To że niszczył i kopał to mały pikuś -zaczął atakować: teściową, babcię i Asię ( 11 lat ). Ja go widziałem tylko raz, do mnie nie wystartował. oddali go niecałe pół roku temu, nie wiem gdzie, pojechaliśmy z Anią do mnie na działkę na cały dzień, a potem odebrałem telefon " już nie mam psa, a oni nie chcą powiedzieć gdzie on jest" Teraz teściowa boi się powtórki z rozrywki.
a najgorsze że ma koronny argument : VETO i koniec
nie wiem jak ją przekonać ( to tak na zasadzie gadaj se a ja i tak wiem swoje ) w pewnym momencie wydawało się że wszystko będzie ok, inaczej nie dawał bym bezpodstawnej nadziei i nie zawracał bym głowy Magdzie ani Dominikowi.
na pewno będziemy dalej próbować .