Witam:) Ostatnie dni były dla Maxa i naszej rodzinki dość ciężkie. Od przybycia do nas ze schroniska Max załatwiał się od 4 do 5 razy dziennie, przy czym ostanie wypróżnienie zawsze było dość luźne. Wet zapewniał nas, że to wciąż okres adaptacyjny. Hmm:mad:...W sobotę, w 11 dniu po przybyciu do nas, na wycieczce, Max zaczął robić kupkę za kupką, z czego zrobiła się paskudna biegunka... Max nie tracił humoru, ale bardzo nas zmartwiło, że w dwóch kupkach pojawiły się pasemka krwi. Wieczorem przedyskutowałąm sprawę z jedną z forumek (dzięki dozgonne za wsparcie), niemniej całą noc biłam się z myślami. Rano natychmiast pojechaliśmy do weta, innego oczywiście, znanego w naszej okolicy - słusznie, jak się okazało. Max nadal był wesoły, ale siły nie miał na zwyczajowe wygłupy. Pan doktor stwierdził zapalenie jelit, a nie żaden okres adaptacyjny - prawdopodobnie coś zaabsorbował już w schronisku, ale uaktywniło się to po zmianie środowiska. Max dostał antybiotyk+probiotyk+elektrolity i tak przez trzy dni. Poprawa nastąpiła bardzo szybko. Pamiątką jest kolejny tydzień na karmie dla psiaków po takich historiach, ale Max wcina ją z ochotą.Strasznie się martwiłam, czy może coś zjadł na spacerze, chociaż jest przez nas pod tym względem bardzo pilnowany.
Jedynym naszym zmartwieniem są skłonności Maxa do wchłaniania wszystkiego na spacerach, chociaż teraz to i tak dużo lepiej niż na początku.Jakieś rady, dziewczyny, żeby Maxiu nie zachowywał się jak maszyna ssąca na spacerach:)?