Niestety dołączam do grona właścicieli pogryzionych psów. We wtorek moja młodsza suczka została szpetnie pogryziona przez dużo większego psa. Koszmar. W dodatku byłam na spacerze z moimi dziećmi (9m i prawie dwa lata). Po tej akcji stwierdziłam, że nie wybiorę się sama na spacer z dziećmi i z psami. Nigdy więcej. Albo psy albo dzieci, albo ewentualnie ktoś do pomocy. Druga suka nie ucierpiała wcale, ale mniejsza "fruwała" w powietrzu. Po wszystkim wydawało się, że rana jest niewielka, pies był w szoku i widać było, że cieszy się, że jest po i że żyje, ale po wstępnych oględzinach okazało się, że rana jest dość głęboka. Pojechałam do wet, zostawiłam psa i zgodziłam się na zszycie poszarpanego miejsca. Teraz, gdy czytam ten wątek zastanawiam się, czy dobrze zrobiłam. Czy nie lepiej było oczyścić ranę i zostawić ją do samoistnego zagojenia? Lekarz założył dren, który ma wyciągnąć Atce w sobotę. Wczoraj wyciekało z niego trochę krwi, dziś prawie nic się z niego nie sączy. W ogóle mam problem z drugą suką (nota bene matką pogryzionej), za którą musimy ciągle chodzić, żeby nie wylizywała młodej ran. Nurtuje mnie jednak to zszycie rany. Proszę o fachowe "rzucenie okiem", czy ten szew był konieczny? A umiejscowienie drenu jest w porządku? Atka dostała metacan i clavaseptin do domu, a w lecznicy synulox i torbugesic. Z góry dzięki.
[IMG]http://imageshack.us/photo/my-images/833/dscf2394gh.jpg/[/IMG]
[URL]http://imageshack.us/photo/my-images/833/dscf2394gh.jpg/[/URL]
[URL]http://imageshack.us/photo/my-images/43/dscf2392k.jpg/[/URL]