Witam, To ja jestem tym tajemniczym (B) , znajomym (K). Bzyczek MA dom. I teraz ma na imię Chester. Tak zadecydowały dzieci i Bzyczek raczej nie oponował. Bradzo się do nas przywiązał, jest baaaardzo grzeczny i posłuszny. Już pierwsze godziny jego pobytu w swoim nowym domu zrobiły na nas wrażenie. Ponieważ cała akcja przygarnięcia pieska odbyła się błyskawicznie, raczej nie było czasu na zorganizowanie mu legowiska z prawdziwego zdarzenia. Córki położyły 'jaśka', takiego większego, nakryły go włochatą nażutką i posadziły go na tym. "-Tu jest teraz twoje miejsce" i wiecie co?
...zaakceptował je z mety :)
Chester (ex Bzyczek) najpierw został oprowadzony po całym domu, musi wiedzieć co do niego należy - w końcu tu ma mieszkać. Oczywiście - obwąchał wszystko jak należy.
Tego samego wieczoru zająłem sie jego noskiem, lewą dziurką... Zwilżyłem tą stwardniałą już wydzielinę i po kawałeczku wyczyściłem. Cierpliwie znosił te zabiegi a po udrożnieniu noska tak fajnie nim ruszał, szczególnie tą lewą częścią - nareszczie mógł w pełni wchłaniać zapachy! Oczywiście, dopiero po wyleczeniu oczka nosek już się nie zapychał.
Na drugi dzień, żona uszyła mu prawdziwe legowisko, chyba wiedział, że to dla niego bo cały czas pilnie obserwował postępy, uczestniczył w 'przymiarkach'. No, teraz jest pełnoprawnym domownikiem - ma swoje, stałe miejsce do leżenia i spania!
Co jeszcze... teraz nie wyobrażamy sobie domu bez Chestera (Bzyczka)