Jump to content
Dogomania

Leonova

Members
  • Posts

    11
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Leonova

  1. A przyjdzie z kimś na animaliówkę? :) I zgadzam się z większością - jest ujmujący! :)))
  2. Donoszę, że Luca ma się wspaniale. Początkowo sprawiała pewne problemy i miałam duże obawy, że do mnie wróci. Jednak rodzina, która ją adoptowała podeszła do sprawy bardzo wyrozumiale, żeby nie powiedzieć - profesjonalnie. Największym problemem było to, że czarnula skakała i drapała po opuszczeniu przez domowników drzwi. Okazało się, że środek odstraszający psy i celowo porozrzucane po domu skrawki pachnącej Panią domu starej garderoby rozwiązały problem :) Teraz jak to owa Pani mówi, pewnym problemem jest to, że czasem pogoni kota... tak więc jak to sama określiła, kot ma w domu ograniczenie prędkości, bo inaczej Luce załącza się pościg :) Poza tym nabiera pewności siebie - lubi usiąść na balkonie i oszczekać przechodniów. Bilans końcowy jest taki, że są w niej zakochani. Tak jak mówiłam wcześniej - każdej rodzinie życzyłabym takiego psa z "odzysku", a teraz jeszcze dodam, że każdemu psu życzyłabym takiej rodziny. Pozdrawiam :)
  3. Cała przyjemność po mojej stronie :) Dorzucam link z ostatnią wyprawą Luci z naszą rodzinką. Wspaniała prawda????? [url]http://www.facebook.com/media/set/?set=a.2134686059653.121033.1621115233[/url]
  4. [FONT=Tahoma]Ahoj,[/FONT] [FONT=Tahoma]Po weekendzie Luca miała jeszcze do mnie wrócić, Państwo mieli się zastanowić ale jak już wiecie, plan nie wypalił. Luca zostaje w Gnieźnie. Rodzina tak się w niej zakochała, że nie chcą jej oddawać. Faworytami Luci zostali Pani domu i jej starszy syn. Nie odstępuje ich na krok. Rozstania z rodziną (na razie krótkie) znosi bardzo dobrze. Prawdopodobnie problem okołoseparacyjny rozwiązał kot właścicieli, który sam dosyć źle znosi wyjścia rodziny. Możliwe, że taka zmiana kontekstu wystarczyła aby pies przestał rozrabiać. Pierwszy dzień był ponoć dla małej bardzo stresujący, nie mogła znaleźć sobie miejsca, siedziała z kotem na balkonie, unikała kontaktu z domownikami. Drugiego dnia, gdy Pani domu wyszła do pracy, Luca zajęła jej miejsce w łóżku i merdaniem ogona powitała męża :) To chyba był przełom, bo od tamtego momentu dostawałam same dobre wieści. Jestem bardzo szczęśliwa i wzruszona za razem, bo wspaniały pies trafił do naprawdę fajnej rodziny. Będzie mi jej cholernie brakować :(((([/FONT]
  5. Dojazdy do Gniezna byłyby już absolutnie ponad moje siły. Pamiętaj, że mam jeszcze małego szkraba i tak na dobrą sprawę w godzinach 10-22(23) jestem sama z psem i dzieckiem. Do tego praca, zjazdy w Krakowie.... błagam o wybaczenie :))) ;)
  6. hej, wybaczcie mi tę długą nieobecność ale bynajmniej nie jest ona wynikiem próżnowania... wprost przeciwnie. Prowadzimy obecnie nadaktywne życie. Ja wróciłam do normalnej pracy na etacie, co w pewnej mierze jest sprawdzianem dla Luci. Na razie jest ok. Zazwyczaj ktoś tam w ciągu dnia do niej wpadnie ale zdarzyło się już tak, że musiała grzecznie swoje odczekać. Dwa tygodnie temu byliśmy z Lucą nad morzem gdzie miała atrakcji co niemiara. Najpierw poznała całe stado syberian huskych mojej koleżanki (dwa dorosłe + 6 szczeniaków). Szczeniaki początkowo wzbudziły w niej dziwny strach i niepokój. Gdy drugiego dnia zaczęły być nadmiernie upierdliwe, przegoniła je warczeniem (byłam z niej dumna :)) Drugi dzień to również wyprawa na plażę. Strach przed wielką wodą zwyciężył ale i tak głupawa była i bieganie w tę i z powrotem. W zeszłym tygodniu byłam z Lucą w Gnieźnie w domu kandydatów na rodzinę adopcyjną. Jestem zadowolona z tego spotkania. Ludzie wydają się być fajną i normalną rodziną. Mają dwóch synów, kota main coon'a i ogromne akwarium z dużymi rybami. Jednym słowem cały łańcuch pokarmowy :) Ważne jest też to, że mają dostęp do ogrodu. Luca nie zostawałaby tam na całe dnie w domu, ponieważ Pan domu pracuje na tyłach posesji w warsztacie. Co ważne, mają większą niż przeciętna wiedzę o psach (wnioskuję po rozmowie), do tego całkiem aktualną. Jestem umówiona na jeszcze jeden spacer, a później dosyć poważna próba, bo Luca zostanie z nimi na weekend. Uznałam, że wolę aby poznali psa, którego adoptują, niż mi go zwrócili po tygodniu. Mam nadzieję, że wszystko się powiedzie! I wtedy nawet nie będzie mi żal tego egzaminu, do którego miałam z nią podejść :) Na chwilę obecną to tyle. Więcej po weekendzie prawdy :) papapa
  7. [quote name='supergoga']A jak z zostawaniem w domu - czy troszkę lepiej,. bo tego się nieco boję.[/QUOTE] Z zostawaniem naprawdę nieźle. Już nie atakuje framugi od drzwi, natomiast zdarza się jej ściągnąć z krzesła jakąś moją rzecz (pewnie ze względu na mój zapach). Plus taki, że ciuchów nie niszczy. To co zdarzyło się jej jeszcze zniszczyć to kabel. Raz od odkurzacza (niepodłączonego do gniazdka - uff...)a raz zostawione przeze mnie na wierzchu słuchawki do iPoda. sądzę, ze kabel jest dla niej fajny, bo trudniej go przegryźć a żucie, jak wiadomo, psa uspokaja. Nauka dla mnie na przyszłość, aby zostawiać jej zawsze jakieś świńskie wędzone ucho albo inny żuwacz. Prawdopodobnie Luca będzie dziś o 18:00 w TVP info, bo przyjechała do nas Ola z ekipą telewizyjną. Luca była bardzo zaniepokojona obecnością kamerzysty, więc porządnie go oszczekała :) Swoją drogą to była pierwsza sytuacja gdzie widziałam ją na kogoś szczekającą :) To tyle na teraz :)
  8. Luca to mój drugi cień. Nawet teraz gdy usiadłam do komputera, ona położyła się pod biurkiem i oparła swój łepek na moich stopach :) dzisiaj miała porządne czesanie, bo pomimo intensywnego linienia, cześć włosów zostawała na miejscu i zaczynała wyglądać jak niedźwiadek :) Trenujemy, raz bardziej, raz mniej intensywnie. Luce najlepiej wychodzi przedłużone warowanie i siad. Mogę naprawdę niezły kawałek od niej odejść, a ona cierpliwie czeka na zwolnienie z komendy. Wykorzystujemy tę umiejętność wychodząc na ogród. Luce zdarzyło się przepchnąć mojego synka na schodach i od tamtego momentu wdrożyłam teorię w życie... mianowicie ja i mały schodzimy pół piętra Luca pozostaje w siadzie i dopiero po zawołaniu do nas dołącza i tak dwa piętra w dół(cztery siady :). Dla niej to fajna zabawa bo oczywiście dostaje na końcu nagrodę. W najbliższy weekend czeka ją podróż życia, bo pojedzie ze mną aż do Krakowa(autem). Tam przez trzy dni będzie się uczyć dobrych manier w towarzystwie fantastycznych trenerów i ich psów. Jeśli okaże się, że dobrze sobie radzi (a zakładam, że tak, bo widziałam ją już w kontaktach z różnymi psami) to będę chciała z nią podejść do egzaminu organizowanego przez Alteri w Krakowie. Te plany mogłaby pokrzyżować jedynie wcześniejsza adopcja. Myślicie, że jest szansa zmienienia zdjęcia Lucki na stronie fundacji? Ona jest na nim jeszcze taka biedna i wystraszona. Na szczęście, próżno szukać w niej pozostałości po tej traumie. Pod względem mentalnym, jest to bardzo silna i zrównoważona suczka.
  9. [quote name='supergoga']Zdjęcisa super nas nasze cegielki pocztówki - można wykorzystać? Jasne, że można wykorzystać :) Wręcz wskazane!
  10. Luca ma się świetnie. Przez te trzy tygodnie zdążyła zapomnieć o chorej łapce, do tego stopnia, że zdarzało mi się, w obawie przed pogłębieniem kontuzji, przerywać jej dzikie zabawy z innymi psami na wybiegu. A wierzcie mi, chcielibyście widzieć jak ta mała wycina w gonitwie dwa razy wyższego od siebie belga! Jest niesamowicie szybka i zwinna. Mamy już za sobą kąpiel. Nie należała ona do najprzyjemniejszych doświadczeń ale nie ma co ukrywać, że zniosła ją ze stoickim spokojem. Teraz dumnie paraduje na spacerach i zbiera komplementy pod adresem swojej pięknej, błyszczącej i puszystej sierści :) Jest niesamowicie bystra. Nauczyła się wychodzić za mną z domu. Otwiera (do siebie!!!) drzwi na korytarz, następnie przeciska się pod bramką zabezpieczającą na schody (raz musiała szturmować ją na wdechu bo podważyła zawiasy i bramka na nią spadła :/) następnie naskakuje na klamkę drzwi wyjściowych i cała szczęśliwa czeka pod drzwiami, sąsiadujących ze mną rodziców :) Luca bardzo się przywiązuje. Początkowo objawiało się to ściąganiem różnych przedmiotów z mebli i obgryzaniem framugi. Na szczęście bez większych szkód. Poza tym nauczyła się już, że nasze wyjście z domu nie oznacza porzucenia, dlatego coraz częściej wracając, zastajemy ją spokojnie leżącą, bez śladów jakiegokolwiek „niszczycielstwa” :) To bardzo pocieszające, bo jak dotychczas to był największy problem jaki jej dotyczył. Obecnie nawet nie zaszczeka gdy wychodzę z domu. Dziś trzeci dzień od zabiegu usunięcia śrutu i sterylizacji. Jest bardzo osowiała i błąka się bez celu pod domu. Widać, że jeszcze jest pod wpływem ogromnego stresu. Mam nadzieję, że po tym jak już skończy się dla niej ta truma, znowu będzie wesołym i rozbieganym psiakiem. Pod tym postem mają być jeszcze zamieszczone (nie przeze mnie, bo jeszcze tego nie potrafię;)) zdjęcia wykonane już po kąpieli ale jeszcze przed zabiegiem. Patrzcie i podziwiajcie Lady Lucę  Jest wyjątkowa!!!
  11. Teraz jedynie na szybko, później spróbuję napisać coś więcej. Luca ma się świetnie. Pierwszy dzień w naszym domu był faktycznie dla niej dość trudny. Nie wchodziła w żadne interakcje z domownikami, leżała z boku i obserwowała to co się działo dookoła niej. Przełomem okazał się pierwszy dłuższy spacer (pod wieczór tego samego dnia), na którym się świetnie bawiłyśmy. Teraz codziennie chodzimy do pobliskiego lasku lub na wybieg w lasku marcelińskim. Jestem w ogromnym szoku. Luca jest psem po przejściach a w ogóle tego nie widać w jej zachowaniu. No może poza tym, że jest odrobinę "zbyt" spokojna ale to też już się powoli zmienia. Powolutku, bez jakiegokolwiek nacisku trenujemy przywołanie, warowanie i pozostawanie w pozycji siad. Potwierdzam miłość Lucki do aportowania piłki :) Lubi jeździć autem, nie przeszkadza jej towarzystwo mojego małego i niezwykle ruchliwego (a co za tym idzie - hałaśliwego) synka, nie interesują ją koty spotykane na ulicy. Ideał, powiadam Wam :)
×
×
  • Create New...