Witam ! Nowa tu jestem,ale śledzę wątki bo bokserolubna :) od lat.Przypadek boksia bez czucia w łapkach przywołał mi historię mojej suni,której już nie ma ale żyła dobre 11 lat a mogliśmy jej skrócić życie o połowę gdybyśmy zaufali szybkim diagnozom i opiniom ...no w zasadzie fachowców.Sunia była bardzo żywotna,skoczna i żywiołowa i zdarzyło jej się w pełnym galopie :) żle wymierzyć odległości między drzewami.Walnęła wygiętym zadem ..przeszła kawałek i siadła.Tak siedziała miesiąc bez czucia,bez chęci do życia,siusiu kupka pod siebie.Miska do niej musiała podejść ,woda ...wszystko,"spacery" na rękach.Była klinika,prześwietlenia i diagnoza ...że po co mamy się męczyć i łudzić.Niby rdzeń nie przerwany ..ale i tak beznadzieja i marne szanse.Ja dzisiaj dokładnie nie pamiętam opisu,diagnozy.Pamiętam natomiast to co utkwiło mocno ...to że jeżeli po dwóch tygodniach jakiś tam zastrzyków pies nie drgnie to koniec.Nie drgnął ,wręcz osowiała jeszcze bardziej.Byliśmy jak na krawędzi,płakaliśmy nad nią,na rękach nosili...i przeciągali decyzję.Nie wiem dzisiaj dlaczego tak jakoś czuliśmy że jest nadzieja,skoro niby jej nie było.Były jeszcze różne inne wizyty..i zaprzyjażniony domowy weterynarz,który nie miał lecznicy wtedy tylko z wizytami jeżdził.Pooglądal dokumentacje,zdjęcia i powiedział że sprawa nie jest jednoznaczna,jest uraz ,jakiś ucisk...i jeżeli chcemy jeszcze poczekać to zrobi nam maść i trzeba będzie wcierać ją w okolice urazu.Wygoliliśmy biedaczce kawał grzbietu i wcierali parę razy dziennie plus lekki zalecony masaż.Nie będę się już wiele rozpisywać ale jeżeli ktoś widzi tak jak ja to wie co czułam,co czuliśmy jak pewnego poranka sunia ślizgiem pijanej foczki zmierzała w kierunku miski.To był dzień na miarę szóstki w totku.Przez kolejne dni toczyła,zataczała,powłóczyła ...a po dwóch tygodniach stanęła pewnie.Powróciła jej chęć walki,oczy znowu błyszczały.A jak pierwszy świadomy sik zrobiła na dworze...to było święto.Ludzie przyjażni psiarze nam tu "kibicowali" ..mówili że będzie dobrze i było! Przytaczam tą historię,bo wierzę mocno że boksio stanie również na własne cztery łapy.Moja Bora żyła jeszcze 6 lat po tamtym zdarzeniu.Cieszyła się świetną kondycją.Zmarła w wyniku silnego ataku padaczki ..która ją dopadła w ostatnim roku życia.Teraz też mam dziewczynkę ale blondynkę :) z fundacji sos i chciałam wrzucić fotkę ale mi nie wyszło bo za duża:)Pozdrawiam.