Witam!
Pierwszy raz odzywam się na tym wątku i nie wiem czy żałować, że nie odzywałam się wcześniej i nie walczyłam o Stefana ( chociaż osobiście Go nie znam:( ), bo jak czytam co się tu dzieje to hipokryzja tych działań ciśnie mnie w gardle, jest mi przykro i jestem zniesmaczona. To się przedstawię, na imię mi Justyna i kiedyś pewnie pojawiłam się w wątku jako "nieodpowiedni dom dla Stefana"- psa którego gdy zobaczyłam, byłam zdecydowana wziąć od razu, dać mu dom i wszystko inne; potem kiedy dowiedziałam się że bywa agresywny też mnie to nie zniechęciło, ponieważ i tak interesuje się szkoleniem trudnych psów i w tym kierunku się dokształcam i jest to moja pasja- "dogadanie" się ze zwierzakiem. Próbuję trzymać się konkretów, ale nie jest łatwo-"troszkę emocji" bierze górę. W każdym razie rozchodzi się o to, że po tym "odmówieniu" mi Stefana ( o czym dowiedziałam się w sumie z forum, a tak właściwie to dziewczyna, która mnie odwiedziła z dogomanii-swoją drogą bardzo miła-już dawała sygnały, że nie tego szukają dla Stefana, znając mnie 30 min. ), nie szukałam innego psa, ale los chciał, że 10 m-cy temu trafiła do mnie Jadzia-mieszaniec owczarka niemieckiego, którą ktoś wyrzucił z samochodu i zostawił we wsi pod Poznaniem, miała zostać na DT, ale jak już przeżyłyśmy trudny okres przystosowawczy (niestety była bita, a sygnały tego były bardzo silne), obie zdecydowałyśmy, że to już musi tak zostać. Zaznaczam, że nie twierdzę, że ze Stefanem też byłoby porównywalnie dobrze, ale uważam się za osobę która autentycznie dba o dobro psów, a nie tylko szuka pupila, bardziej towarzysza i nie zostawiłaby psa, z którym raz zdecydowała się iść przez życie- trudno, że ta ważna kwestia została zbagatelizowana. O co się rochodzi...? Od czasu do czasu zaglądam na wątek Stefana i zauważam, że osoby, które (nie wiem kto to osobiście, ale mówię tylko o swoich wrażeniach), zajmują tym się chociaż pewnie robią wiele dobrego i się starają, to na dzień dzisiejszy wygląda to tak, że siedząc na tym wątku i kombinując i interesując się Stefanem tak bardzo, że jest dla mnie nieprawdopodobnym z jaką łatwością odrzuciły ot tak po jednej powierzchownej konsultacji, być może dobry dom, gdy pies tyle już przeszedł i jak widać ciągle przechodzi. Wiadomo i jestem tego świadoma, że sytuacja wynikła zapewne z jakichś odgórnych regulaminów, nie mniej jednak bardziej mi szkoda tych psów, którą są za kratami i bardziej decydują o ich losie papiery i kilka osób, niż tych (jak Jadzia, która żyje sobie teraz ze mną) które ktoś po prostu zabierze z ulicy i już zostaną.
To taki mały apel, mam nadzieję, że nikogo nie uraziłam, bo nie taki był mój zamiar. Rozumiem, że trudno zaufać ludziom, którym trzeba "oddać" psa, ale trzeba próbować i pewnie lepiej się na tym znacie niż ja:)nie mniej chciałam się podzielić swoimi odczuciami, bo mimo kilku nieudanych "ludzi" do adopcji Stefana, myślę, że jeden pewny dom 'przegapiliście' zbyt łatwo:(W każdym razie pomimo, że ludzie są jacy są czasami;) ufać jest lepiej w ich dobre zamiary niż złe.
Pozdrawiam, życzę powodzenia dla Stefana i Wszystkich Zainteresowanych Jego Losem!
Justyna