Nie mam nic przeciwko zbieraniu psich kup, jeżeli w promieniu kilometra znajduje się kosz - wybaczcie. Mogę kupić woreczki, nawet te foliowe, ale z kupą nie będę śmigać po osiedlu, skoro wszystkie kosze są rozmontowane.
W pogoni za rozwiązaniem problemu kieruję się w stronę lasu. Kiedy psiak staje na środku drogi, klaszczę nerwowo, i przyspieszamy tempa (do lasu mam nie daleko). Ostatnio spotkałam się jednak z bardzo nie miłą sytuacją - idę drogą, obok domy. Trzymam psa krótko, bo z przyjemnością podlałby jeden z ogródków. Wtedy wyskakuje babka, krzycząc, że to nie wychudek dla psów. Tłumaczę, że go pilnuję, że to osiedle, i przecież idziemy krótko. Ale, nie ją chyba drażnił sam widok psa. Na tym samym osiedlu, tam, gdzie mieszkam, wykupiliśmy sobie tabliczkę z napisem teren prywatny, skreślony psiak i co? Nic, kupę mam pod drzwiami.