[FONT="]W ten piątek straciłam 6letnią suczkę podhalana podczas operacji, ale może zacznę od początku. Saba od jakiegoś czasu traciła apetyt, od kilku dni przestała całkowicie jeść. Bardzo dużo piła, zaczęła popuszczać. Była baardzo osłabiona. Postanowiłam wezwać do domu weterynarza. Wysłuchał nas, pomacał brzuch psa, zmierzył temperaturę (40 stopni) i stwierdził, że podejrzewa ropomacicze. Podał jej antybiotyk w zastrzyku w dawce uderzeniowej i coś na zbicie temperatury. Zapisał dalacin 300 który miała dostawać 2 razy dziennie. Powiedział, że jeśli nie będzie poprawy to w piątek mamy się zgłosić na operację. Było coraz gorzej więc w piątek rano pojechaliśmy do lecznicy. Był ten sam lekarz. Badanie USG potwierdziło zaawansowane ropomacicze. Zdecydował o operacji. Nie zrobił żadnych dodatkowych badań, nawet nie osłuchał serduszka, nie zważył psa. Podał ketaminę, chociaż było widać że ma wątpliwości co do dawki (nie znał przecież dokładnej wagi psa). Po ketaminie pies zaczął dziwnie oddychać, zaczęła sapać, wzdychać na co on nie zwrócił uwagi. Po chwili zerwała się ze strachem jakby bardzo ją coś zabolało, ale on tego nie widział bo wyszedł zdejmować innemu psu szwy ;/ Powiedziałam mu o tym, jednak nie było żadnej reakcji. Wtedy podał właściwą narkozę i zabrał psa na stół operacyjny. Kazał zadzwonić za 2 godziny. Okazało się, że pies zmarł. Powiedział, że podczas operacji trzeba było reanimować psa. Pierwsza reanimacja się udała. Po operacji ponownie trzeba było ją reanimować jednak nie udało się. Nie mogę się pogodzić ze stratą przyjaciela. Tym bardziej, że mam wrażenie,że nie wszystko było jak trzeba -choćby brak zważenia psa. Czy uważacie, że lekarz popełnił jakieś błędy? Może dobrał zbyt dużą dawkę narkozy? Słyszałam, że tak osłabionego psa nie powinno się poddawać działaniu ketaminy, a narkoza powinna być wziewna. Czy to prawda? Nie chcę nikogo oskarżać, po prostu chcę poznać prawdę i uchronić się od ewentualnych błędów w przyszłości. Jest mi bez niej tak bardzo źle... Proszę o opinie...
[/FONT]