Bylysmy z Ames na wizycie przedadopcyjnej. Pierwszy raz bylam na takiej, wiec po prostu opisze wrazenia, a Wy wylowicie mam nadzieje istotne szczegoly :)
Gdy weszlysmy przywitala nas prawie cala rodzina - rodzice, dwojka dzieci i przestraszona pieska. Okazalo sie, ze pani jest milosniczka dlugowlosych pieskow, "od zawsze" miala PONy, a teraz zastanawiali sie z mezem nad briardem. Wklepala wiec "briard" w allegro i wyskoczyl jej Jożik. Wzruszyla sie, gdy opowiedzialysmy jego historie, nie przestraszyla jej wizja przemywania i zakraplania oczu, ani tez czesania. Suczke czesze codziennie, dba o higiene jej uszu, wydaje sie taka "swiadoma" wlascicielka. Odnioslam wrazenie, ze sa juz na Jożiego zdecydowani, nie straszna byla im wizja czesania go, kapieli, nauki chodzenia na smyczy... Ale przekonamy sie o wszystkim w sobote, bo wtedy umowilismy sie w schronisku. Zgodzili sie na wizyty poadopcyjne, byli nawet dosyc entuzjastycznie do tego nastawieni. Ogrodek przy domu jest niewielki, ale wokol jest duzo pol wiec sa tereny rekreacyjne :) I dobrze, ze maja psa, Jożi bedzie mial od kogo sie uczyc. Tematu pewnie nie wyczerpalam, wiec piszcie jak macie pytania :)