Bry wieczór.
Tak jak inicjatorka adopcji Klary, tzn. moja mama obiecała, opiszę teraz (eeee... tak, krótko) pierwszy dzień psiny w nowym domu. Jako że generalnie pisac lubię, wyjdzie mi pewnie jakaś niesamowicie długa historia.
Wczoraj oczywiście Klara była bardzo przestraszona, nie wiedziała, gdzie się podziac. Najpierw schowała się pod schodami (koło kocich misek), potem przeniosła się do kuchni, gdzie trwało rodzinne wznoszenie ochów i achów. Gdy już wszyscy się trochę uspokoiliśmy, wysłano mnie na krucjatę na dwór, gdzie Klara bardzo kulturalnie przeciągnęła mnie przez największe zaspy. Ogólnie spac poszlismy po północy, a Klara - nikt nie wie dlaczego - wybrała sobie mój pokój jako sypialnię. Usiadła sobie grzecznie na dywanie koło łóżka, przez moment z zainteresowaniem przyglądała się telewizorowi, potem poszła spac.
W nocy wstawała kilka razy i urządzała sobie patrol po korytarzu, potem wracała na miejsce. Nie piszczała nic, była bardzo grzeczna, tylko podejrzewam, że było jej trochę za gorąco. I koniecznie chciała wylizac mi ręce, a już idealnie by było, jakby wlazła mi do łóżka.
Rano (wczeeeśnie rano) popiskiwaniem dała znac, że chętnie by wyszła na dwór. Tata ją wyprowadził, zrobiła, co miała zrobic, wróciła.
Cały dzień minął jej na chodzeniu za mną i za tatą, spaniu w okolicy i domaganiu się uwagi. Nie lubi komputerów - chwila pisania i nie miziania jej wywoływała oburzone piski. W końcu wkurzyła się trochę i zaczęła gryźc porzuconą skarpetkę :)
Wieczorkiem trzeba było wreszcie oczyściś kotom teren i Klara wylądowała u mnie w pokoju. Ponieważ brat zaczął bębnic na perkusji, była zestresowana, ale ostatecznie trochę pogapiła się w telewizor (który najwyraźniej ją fascynuje), po czym położyła mi mordę na ramieniu i po prostu poszła spac.
W salonie jej miejscem jest dywan pod stołem, gdzie przesiadywał zresztą nasz poprzedni pies, rottweiler Malutki. Filmu nie pozwoliła obejrzec, domagała się uwagi, lizała po rękach i twarzy, szturchała łapami, w końcu postanowiła ściągnąc koc z mamy.
Podsumowując: dużo śpi, niewiele je, domaga się uwagi. Jest przeurocza, przecudna, ma wspaniały wyraz pyska ("Pogłaaaaaszcz mnie!"). Nie przepada za nagłym wyskakiwaniem zza rogu, klaskaniem, kocimi pazurami.
Co do łapki, to trochę na nią kuleje, ale jest lepiej niż wczoraj. Gdy szarżuje za kotami, które obszczekała, a które za nic nie chcą się z nią zapoznac, trochę ma problemy na zakrętach (ślizga się na panelach i kafelkach).
Dalej nie jestesmy przestraszeni łapką, mamy nadzieję, że jednak interwencja operacyjna nie będzie konieczna, a jeśli będzie, trzeba globalnie rozbijac skarbonki, bo żeby taki pies jak Klara musiał cierpiec to nie do pomyślenia!
Dziękujemy za zainteresowanie nowym życiem Klary i liczymy na kontakt :)
Zdjęcia wrzucę jutro ^^
Mam nadzieję, że monstrualna długośc tej relacji nikogo nie zrazi :D