Witam,
Jestem osobą, która poleciła Teklę jako ewentualną właścicielkę Edzia, byłam również razem z nią w miniony piątek na spotkaniu w aktualnym domu tymczasowym pieska.
Uważam, że padło tutaj zbyt wiele stwierdzeń i pochopnych opinii krzywdzących dla Tekli. Dodatkowo, w sms-ie, jaki Tekla otrzymała wczoraj od Moniki, również ja zostałam posądzona o kłamstwa, jakie rzekomo pisałam na Terierkowie. Chciałabym zatem wyjaśnić tą sprawę.
1. Po pierwsze - w żaden sposób nie czułam się (i nie czuję) upoważniona do udzielania informacji na temat liczby kotów w domu Tekli. Wiem, że Tekla o zwierzęta dba i zapewnia im wszelką opiekę. To, że osobiście nie pochwalam trzymania tak dużej ich liczby, jest inną kwestią. Zarzucanie mi, że nie poinformowałam Moniki o tym fakcie, jest równoznaczne z wymaganiem ode mnie przekroczenia granicy, której jako przyjaciółka Tekli nie mogę przekraczać.
2. Po drugie - poleciłam Teklę, ponieważ znam ją od wielu lat i wiem, jakim jest człowiekiem. Nie mam żadnych wątpliwości co do jej odpowiedzialności i zaangażowania w opiekę nad zwierzęciem. W domu Tekli odkąd pamiętam, był pies. Gościłam u niej w domu często i nigdy nie widziałam, aby pies był nieszczęśliwy, zastraszony, podrapany - wręcz przeciwnie. Z najbardziej charakternym psem, jaki przez ponad 10 lat mieszkał w domu Tekli, wychodziłam często na spacery i byłam nim zachwycona. Jedynym wyjątkiem był Ami - psiak, jak się okazało po jego niedawnym odejściu, nieodwracalnie chory - zmiany w korze mózgowej i wada serca uniemożliwiały mu normalne funkcjonowanie. Wiem jednak i mogę poświadczyć, ile czasu Tekla poświęciła mu, starając się przywrócić mu pełną świadomość bycia. Badania, łącznie z tomografią komputerową i rezonansem magnetycznym, współpraca z behawiorystą i codzienna praca indywidualna z psem - to są fakty, które chyba świadczą o Tekli jako człowieku? Ilu innych na jej miejscu odpuściłoby i dało spokój? Szkoda, że przemilczano to tutaj, bowiem na piątkowym spotkaniu temat biednego Amiego był poruszany.
3. Po trzecie - ja na Terierkowie tylko zdałam relacje i przekazywałam informacje od Tekli, zanim ona sama się na forum zarejestrowała. Nie ma w moich słowach żadnego kłamstwa.
4. Po czwarte i ostatnie. Nie kwestionuję decyzji odmowy adopcji Edka. W pełni uznaję prawo do wymagań odnośnie domu adopcyjnego. Mam jedynie zastrzeżenia do sposobu, w jaki tej odmowy udzielono oraz wszelkich towarzyszących tej odmowie, pochopnych i krzywdzących osądów osoby, której się nie zna. Wszelkie teksty typu "jak ona finansowo daje radę z tyloma kotami" są nie na miejscu - skoro, jak napisano w tym wątku, koty u Tekli są ładne i wyrośnięte, to widać zarówno Tekla, jak i jej rodzina są w stanie tym finansowym obciążeniom sprostać, pokryć koszty żywienia, leczenia, szczepień etc.
To tyle z mojej strony. Na koniec ciśnie mi się jednak jedno hipotetyczne pytanie. Czy gdybym ja zwróciła się o adopcję pieska pokroju Edzia, mając mu do zaoferowania malutki pokoik (12 m. kw.) w hotelu asystenta oraz serce i czas, spełniałabym Wasze warunki co do domu adopcyjnego? Tak wyglądała moja sytuacja w 2001 roku, kiedy nabyłam drogą kupna Bestię, szkotkę, którą macie obok na avatarze. Pani Pudłowska z hodowli "Norblińska Dolina" nie miała nawet najmniejszych zastrzeżeń, a jest prawdziwym, kochającym psy hodowcą, a nie kimś, komu tylko zależy aby sprzedać w ręce przypadkowych ludzi cały miot.
I jeszcze jedno, naprawdę już ostatnie. Proszę, aby potraktować te słowa jako ogólną refleksję do ewentualnego wzięcia pod uwagę w przyszłości. Czasami warto jest odrzucić pragmatyzm i zawierzyć ludzkiemu sercu i temu, co człowiek może i pragnie zaoferować psu od samego siebie. Nie dom z ogrodem czy też wypaśny samochód, ale dobro, które sam na co dzień nosi w sercu, ale niekoniecznie rozprawia o tym na lewo i prawo. I które to dobro czyni go niezwykle bogatym.
Pozdrawiam, a Edziowi życzę szczęśliwego i kochającego domu.
Anita