Jump to content
Dogomania

mamai

Members
  • Content Count

    16
  • Joined

  • Last visited

  1. Od pół roku karmię tą karmą dwa psy bc. Suczka 2 lata i starszy pan 10-latek. U suczki odkryłam na barku jakąś włóknistą narośl, wet wyciął, przyschło, ale nie do końca. Pod szyją na wysokości tchawicy ma "kulkę"...? Starszy pies ma dużą gulę pod szczęką, na łopatce pod skórą ma coś na kształt włókniaka, przemieszczającego się pod palcami. Jedyna wspólna bytowa cecha obu psów to ta karma. I nie wiem, co myśleć. Bo poza tym, psy funkcjonują normalnie, biegają, bawią się, mają piękną sierść. Dokładnie badanie kliniczne przede mną, na razie weterynarzowi trudno stwierdzić, co to takiego. Pytam więc, czy ktoś karmi tą karmą? I czy, co nie daj Boże, obserwuje podobne "zjawiska" u psa? Będę wdzięczna za jakiś odzew, bo przyznam, że spędza mi to sen z powiek.
  2. W uzupełnieniu. Dziękuję osobom na tym forum, które chciały pomóc.  Zawsze ktoś się znajdzie i chwała im za to.  Natomiast wychodzę stąd, bo nie jest to miejsce przyjazne, ani pomagające "innym", pomaga tu się sobie, albo swoim. Poprzez pieski.  Więc, jak by nie brał korzystają i ludzie i pieski. I może tak jest dobrze.
  3. No, dziękuję za chęć pomocy pieskom!  Jakie zainteresowanie, dlaczego nie są już w piachu???   Sterylka aborcyjna?!  A cóż to takiego? 10 dni przed porodem? Dlaczego nie zapytasz, czemu jak wszyscy na wsi, nie wrzuciłam do wiadra z wodą 10 dni później?  A cóż to za różnica?! Hmmmm...? To tak się robi, że przybłąkaną sukę wiedzie się od razu do weta-rzeźnika i czyści? Gratulacje panie wielbicielki piesków!  Gratulacje! Szczeniaki, które ocaliłam, i które są już w nowych domach pewnie by się ucieszyły, że w taki prosty sposób  mogłyby być pozbawione koszmaru bytowania na tym łez padole.   A może, tak prozaicznie, po raz któryś ratując jakąś psią sierotę, nie nauczyłam się, jak na tym forum, robić świetnego interesu na psiej biedzie?  Trzeba było może wyciągnąć łapkę na hotelik, błagamy, wyskrobmy sukę, śmiało wpłacajcie grosiki, na domek tymczasowy, please ... Na drugi raz, jak coś takiego się wydarzy, to obiecuję, że wbrew samej sobie, ale żebyś Ty mogła zrobić dobry uczynek, przyprowadzę sukę do Ciebie.  Możesz nawet asystować przy samej "operacji", jeśli to pogłębi Twoje poczucie dobrze spełnionego obowiązku. A potem możesz podnosić lament na temat suni jej domeczku tymczasowego lub hoteliku i zbierać, zbierać, zbierać.   Już raz Dogomania bardzo mnie rozczarowała, popełniłam błąd pojawienia się tu po raz drugi, w złudzeniu, że komuś tu zależy na dobru psów. Zależy. Przy okazji. Ale mania, to może właściwe słowo, na określenie tego, co tu się dzieje.          
  4. Historia jest opisana na forum owczarków: http://www.owczarek.pl/forum/index.php?topic=25458.0  Są tam zdjęcia.   Suka przyszła ciężarna, było 11 szczeniąt, chłopców ludzie wzięli, a dziewczyny czekają. A przecież są łatwiejsze w prowadzeniu i bardziej spolegliwe i posłuszne.  Trzeba je tylko w odpowiednim czasie wysterylizować.    Chętnych zapraszam 570 760 397,  na Mazowszum, koło Pułtuska lub Wyszkowa (pośrodku).
  5. Po suczce owczarka, która przybłąkała się do mnie zostało mi 5 szczeniąt.  4 suczki i jeden piesek. Historia opisana tutaj: www.owczarek.pl/forum/index.php?topic=25458.0 Suczka, jako widać, dom znalazła, reszta jej synków też, a zostały same córki, no i jeden rodzynek, duży synek, są na tablicy http://olx.pl/oferta/fajne-szczenieta-do-oddania-CID103-ID79Gtj.html    http://tinypic.com/1r54n8ub   Tak na marginesie: To forum jest przedziwne, same wielbicielki piesków, fachowcy od pomagania zwierzakom, a pies z kulawą nogą (za przeproszeniem psa) nie zajrzy do "nieznanego" posta.  Trudno się oprzeć wrażeniu, że to paczka krewnych i znajomych królika... Jakże to inaczej wygląda na forum ON-ków.
  6. Bardzo dziękuję za chęć pomocy :-) Trochę byłam sfrustrowana wobec swojej nieudolności, ale mimo wszystko udało się! Piesek ma już dom, szybko go znalazł - mniejszy stres przy zmianie miejsca, choć i tak nie będzie mu lekko, bo trafił ze wsi do miasta, całkowita zmiana, ale jest mały, a do tego mądry, jak na takiego malucha i dlatego, mam nadzieję, szybko się przystosuje. Nowa rodzina, też wydaje się bardzo ok, mamy być w kontakcie.
  7. Dałam ogłoszenie. Dziwne jest to forum. Jak się nie jest z "towarzystwa" ciotek wzdychających i wrzeszczących, oj i aj, to pies z kulawą nogą się nie interesuje . Wzięłam zawszony szkielecik z drogi, dałam DT, odkarmiłam, odrobaczyłam, nie oczekuję, że ktoś mi za to zwróci. Ani podziękuje. Wcześniejsza znajda (wilczur) jest moim domownikiem, podobnie jak kotka. Może powinnam wyprodukować jakiś wyciskacz łez jak wyglądały zwierzęta, które wzięłam do siebie, jak się zachowywały, a jak jest teraz. I napisać o karemce, posłanku i zabaweczkach, to może ktoś się zlituje i trochę go wypromuje (jak to kiedyś było z Lulą). Nie biorę pod uwagę oddania go do schronu, ani komuś na wsi. Aktualna polityka w gminie jest taka, że jej nie ma - niech sobie pieski biegają po polach... Dlatego pokazuję go tutaj, ale po raz kolejny z przykrością stwierdzam, że i tu panuje marketing i wrzaskliwa reklama, bez niej ani rusz.
  8. Znalazłam 3 tygodnie temu na wiejskiej drodze straszliwie wychudzonego, zjadanego przez robaki psiego malucha. Doprowadziłam do ładu i chcę oddać w dobre ręce (mam 2 psy i 3 koty). Ma ok. 7-8 m-cy, jest pieskiem, wyjątkowo wdzięcznym, delikatnym, grzecznym, pojętnym (siada, podaje łapę, waruje), nie brudzi w domu, nie jest kłopotliwy, ani natrętny, choć trzeba mu dać coś do gryzienia, jak to szczeniakowi. Lubi kontakt z człowiekiem, choć jest trochę niepewny (boć to maluch "po przejściach"), dzielnie "stróżuje" z moimi dorosłymi psami, został przez nie z pewnym trudem zaakceptowany. Chciałabym żeby znalazł dom, gdzie poza miską i dachem nad głową otrzyma od nowego właściciela trochę czasu i uwagi. Nie mogę dodać zdjęcia, więc jeśli ktoś chciałby go zobaczyć, to przyślę zdjęcie na maila, jest też tutaj [url]http://warszawa.gumtree.pl/c-Zwierzaki-psy-szczenieta-Juz-nie-jest-szkielecikiem-W0QQAdIdZ325358680[/url]. Wygląda jak rudy wilczarz irlandzki, tylko jest mały, będzie ważył ok. 10-15 kg. Mieszkam na wsi w okolicy Warszawy i mogę go przywieźć. Tel. 668 818 299
  9. A u mnie (okolice Obrytego k. Pułtuska) od 2 godzin jest brązowy, młody seter irlandzki, czerwona obroża, tatuaż A551. Kontakt 660 706 605
  10. BC tylko nie ma papierów i tatuażu. Dynamicik i nie zaniedbany. Otwarte, ufne spojrzenie i gotowość do przyjmowania poleceń. Fajny, ale jak każdy border wymagający - musi mieć coś do roboty na spacerze (to dla tych, którym podoba się jego futerko). Ot, chyba się komuś znudził. Szkoda żeby się zmarnował. [URL]http://www.allegro.pl/item1002970947_border_collie_mlody_pies_schronisko_elblag.html[/URL]
  11. Lula znalazła dom. Dziś odwiozłam ją na rekonesans DT, a okazało się, że w międzyczasie znalazł się chętny do zabrania jej na stałe. Myślę, że dobrze trafiła, do kogoś kto nie jest anonimowy, ma już psa i chciał jeszcze jednego. Dziękuję za chęć pomocy, ale sprawa znalazła pomyślny finał. Dzięki panu z gminy, która szczęśliwie :-) nie ma umowy z żadnym schroniskiem i muszą zawsze poszukać nowego domu dla znalezionego psa.
  12. Poprawiłam, jak potrafiłam. Poprosiłam też o pomoc, ale nie wiem, czy dziewczyny, o które chodzi (a ja nie wiem, o które chodzi) :-) przeczytają i zechcą pomóc. Więc pomóżcie!!! PLs
  13. Wysłałam. Dzięki. Może Lu dostanie wreszcie swoją szansę ! :-)
  14. Jasne. Na drugi raz będę się długo zastanawiać zanim zgarnę z jezdni porzuconego psa. Miałam poczucie, że DT jest lepszy niż schron, od razu szukałam nowego, poza tym, że doprowadziłam psa do dobrego stanu i zapewniłam bezpieczeństwo. Głupota z mojej strony, bo nawet na tym forum tłum chętnych do opieki i pomocy. I jeszcze zgryźliwe uwagi. BRAWO!!!!!!!!!!
  15. Historia Luli, We wrześniu znalazłam siedzące na środku jezdni (omijane przez samochody) przerażone, zastraszone,wycofane, wygłodzone stworzenie, które było sparaliżowane na każdy ruch ludzkiej ręki i posikiwało nieoczekiwanie. Bez wątpienia nie miała też do czynienia z innymi psami, bo dość długo trwało, zanim nasz pies ją zsocjalizował i przekonał, że przedstawiciele własnego gatunku to nie wrogowie, ale najczęściej towarzysze do zabawy. Przy nim też nauczyła się aportować piłkę (choć na pewno lepsza będzie w tropieniu, obwąchiwanie śladów to jej wielka pasja na spacerze), biec obok roweru. Dobrze chodzi na smyczy, z przywołaniem jest średnio, ale cóż - zadanie dla nowego właściciela. Nabrała ciała i pewności siebie, umie już siadać, warować, czekać na miskę, chodzić przy nodze, zostawać na chwilę, robić obroty i "zdychać", uczy się szybko i doskonale działa na nią argumentacja smakołykowa. Bo kocha jeść. Już nie posikuje w domu, dopomina się pieszczot i czuwa obok dla towarzystwa. Ma lekkie skłonności do dominacji, ale nigdy wobec ludzi. Jest uległa nawet wobec dzieci, sama mam dwoje, a bywało i kilkoro, znosiła cierpliwie wieszanie się u szyji 3-latki i chyba lubi dzieci, jako stworzenia łagodniejsze (?) i bardziej skore do zabawy niż dorośli. Ludzi obwąchuje i obchodzi z rezerwą, szczeka i stróżuje na swoim terenie (tj. za bramą). Jest piękna i zrównoważona. Co widać zresztą na zdjęciach. Podstawowe dane: imię: Lula wiek: ok. roku maść: pręgowana waga: ok. 30 kg czystość w domu: tak inne zwierzęta: toleruje dzieci: lubi rodzice: nieznani (może wyżeł?) sterylizacja: przed szczepienia: tak cieczka: jest pierwsza Od początku wiem, że nie mogę jej zatrzymać, od razu szukałam kogoś, kto by ją przygarnął, mając nadzieję, że uda mi się samej znaleźć jej dom nie brałam pod uwagę oddania jej do schronu. Szukam już długo, być może nieudolnie, nie wiem, ogłoszenia po znajomych, rodzinie, internecie, nic nie dały. Nawet tutaj, gdyby nie tripti i jej dobra wola, to też od dobrych kilku dni ZERO reakcji (poza jedną kąśliwą). Tak jakby musiała się znaleźć w jakichś dramatycznych warunkach, żeby tutejsza społeczność ją zauważyła. Więc PROSZĘ o pomoc w znalezieniu jej domu. Sprawa jest już pilna, bo miałam wyjechać 15 grudnia, teraz się jeszcze rozchorowałam, więc wszystko się jeszcze bardziej skomplikowało. Od niedawna mieszkam 80 km od Warszawy, przyjeżdżam jednak sporadycznie, bo stąd pochodzę, więc będę ją musiała przywieźć, jeśli nie do nowego domu, to do azylu, albo schronu w Warszawie, bo te w terenie zupełnie nie wchodzą w grę. No, chyba, że szczęśliwym trafem znajdzie się ktoś z Pułtuska lub Wyszkowa lub okolic. Kontakt do mnie [EMAIL="[email protected]"][email protected][/EMAIL]
×
×
  • Create New...