Jump to content
Dogomania

a.g.a

Members
  • Posts

    66
  • Joined

  • Last visited

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

a.g.a's Achievements

Rookie

Rookie (2/14)

  • First Post Rare
  • Collaborator Rare
  • Conversation Starter Rare
  • Week One Done Rare
  • One Month Later Rare

Recent Badges

12

Reputation

  1. dwbem, dziękuję Ci bardzo. Podzielenie się z Wami, ludźmi, którzy mnie rozumieją tym wszystkim pomaga mi bardzo. Serdecznie dziękuję za słowa wsparcia.
  2. Hej Wiem, że pieseł jest pod dobrą opieką, szkoda, że męczy się z uszkiem. Ja i mój pies często mieliśmy (wspólnie) zapalenie ucha, bardzo pomagał wtedy ludzki lek ( na receptę) cetraxal plus. Minusem jest konieczność trzymania go w lodówce po otwarciu i ogrzania przed aplikacją, ale jest bardzo skuteczny....
  3. Witam ponieważ niedługo zawita do mojego domu szczenię, a ostatni raz karmiłam takiego delikwenta 12 lat temu, mam pytanie, co do jakości karmy. Piesek w hodowli karmiony RC Medium Puppy ( 2 posiłki karma, jeden twaróg + bio jogurt, jeden gotowane lub w przypadku wołowiny surowe +ryż+warzywa/owoce). Ale ja nie uważam RC za karmę dobrą, dodatkowo pozostałe psy w rodzinie dostają bezzbożówki, do tego RC swoim składem przypomina raczej karmę dla drobiu niż psa. Wybrałam Alpha Spirit Semi Moist Complete Puppies. Wiem, że na początku będę karmić tym nieszczęsnym RC, żeby oszczędzić małemu stresu po zmianie domu i tym wszystkim, plus Alpha Spirit ma miesięczny plan przejścia z innej karmy na ich. Ale co myślicie o Alfie? Czy ktoś już używał tej karmy? RC w przeciwieństwie Alpha Spirit ma dodatek witamin A,D3, E i kilka innych ( Alpha Spirit ich w składzie nie wymienia, z tym,że ma w przeciwieństwie do RC Medium Puppy glukozaminę)....Byłabym wdzięczna za opinie....
  4. Dziękuję za odpowiedź, to ta hodowla.
  5. Dziękuję Ci serdecznie Bou za słowa wsparcia. Najbardziej boli mnie ta bezsilnośc, że tym razem nie udało mi się uratować mojego psa. Wiem, że już nie cierpi i wiem, że to ja, osoba której ufał najbardziej, musiałam podjąć tą decyzję. Mąż chciał jechać sam do weterynarza, przeczuwał, jak to się skończy i martwił się o mnie, ale ja nie mogłabym potem spojrzeć sobie w oczy, gdybym nie była z moim przyjacielem do końca. Dziękuję raz jeszcze.
  6. Hej Było ciężko, bo dla mnie i dla psa mąż "naraził się" kilku osobom spośród swoich znajomych. Mieliśmy trochę nieprzyjemności ( głównie mąż) towarzyskich..Ale w końcu coś do niektórych dotarło...Łajka jest moja ( Pan przepisał ją na mnie bez problemów, po tym jak zobaczył ile mam papierów, rachunków plus obdukcja psa, ale też chyba i zrozumiał, że tak jest najlepiej), pozostałe mają czyszczone kojce, nie tylko przez "właściciela" ale i kolegów, karma kupowana, odrobaczane i wyprowadzane na spacer. Może nie jest idealnie ale jest o niebo lepiej niż było. No i część osób się odbraziła....Tylko łajka byłego właściciela nie chce znać....Do nas za to mocno się przywiązał..Przylepa jakich mało, ale też trochę łobuz, tyle że z tych dających się lubić....Niezwykłe było to, że wyczuł chyba jak bardzo załamana jestem po stracie mojego erdelka ( odszedł 13 listopada), zamiast ganiać jak zawsze po posesji, usiadł i tulił się do moich nóg niemal godzinę, jakby chciał mnie pocieszyć....Bardzo się cieszymy, że go uratowaliśmy. Myślę, że i jego były właściciel się ogarnie, zmienia się w jego życiu na lepsze...Teraz jak psy są bezpieczne, to na spokojnie myślę, że nie jest złym człowiekiem, po prostu problemy osobiste i opieka nad psami go przerosły....
  7. Witam Dawno nie udzielałam się na forum, ostatnio pytałam w sprawach związanych z łajką, którą odebrałam skrajnie zaniedbaną, ale nie o tym. Otóż 13 listopada tego roku, wyszłam na ostatni spacer z moim psem. Airedale terrier, lat 12, kłopoty z tarczycą, choroba autoimmunologiczna, słabe już serce, a ostatnio problemy z podnoszeniem się. Dodatkowo 4 lata temu cudem uratowany po skręcie żółądka. Ten dzień był taki, jak zawsze, poranny spacer żółwim tempem, pies zjadł, napił się i położył w miejscu strategicznym, czyli na środku przedpokoju, żeby mieć mnie na widoku. Wieczorem około godziny 19.00 postanowiłam wyprowadzić mojego staruszka na spacer i wtedy zauważyłam, że pies dziwnie kłapie pyskiem...oddychał otwierając i zamykając pyszczek....Mimo to wyszliśmy z domu, pies gwałtownie się wypróżnił i po paru krokach upadł na bok, na chodnik. Spanikowana ściągnęłam męża i pognaliśmy do lecznicy. Chwilę czekaliśmy na przyjazd weterynarza. Pies był jakby nieobecny, jakby było mu wszystko jedno...USG wykazało pęknięty guz, doszło do krwotoku wewnętrznego, lekarz orzekł, że są również guzy na wątrobie, trzustce i śledzionie, prawdopodobnie też na płucach, ale rentgena już nie robiliśmy. Dziąsła były już praktycznie białe....Operacja nie dawała szansy na przeżycie ( nawet nie wiadomo, czy przeżyłby narkozę przy swoim słabym serduszku). Zawsze robiłam dla mojego psa wszystko, nie licząc się z kosztami, więc to nie było problemem, ale tym razem czułam się beznadziejnie bezsilna. Lekarz nie mógł powiedzieć mi wprost, ale z jego spojrzeń wymienianych z moim mężem, wiedziałam.....Musiałam podjąć tą ostatnią decyzję. O godzinie 19:40 mój pies odszedł...Przeryczałam całą noc i niedzielę...Wciąż jest mi ciężko, mimo że wszyscy mi powtarzają, że decyzja była słuszna...Obwiniam się, że poszłam na ten chol...ny spacer, że coś przeoczyłam, że mogłam operować....Ale czy na pewno? Bardzo proszę, powiedzcie mi, czy faktycznie nie mogłam już pomóc mojemu psu? Bardzo mi go brak i cierpię, mimo że staram się przed mężem i synem udawać, że jest ok ( oni bardzo o mnie się martwią ). Mam drugiego psa, a w grudniu w moim domu zawita kolejny erdelek. Mimo to wciąż mam poczucie winy. Może pomożecie mi jakoś pogodzić się ze świadomością tego, co zrobiłam?
  8. Update po roku Jeżeli ktoś jest ciekaw, jak zakończyła się sprawa mojej łajki...Żyje, ma się bardzo dobrze, po długim leczeniu pies jest wreszcie w dobrej formie. Waży obecnie zgodnie z tym co powinien, 22,5 kg, waga jest stabilna. Pies radosny i pełen energii ( szczególnie do kopania....). Dożywotnio prawdopodobnie Lypex, ale dajemy radę. Pozdrawiam
  9. Witam po dłuższej nieobecności. Po śmierci mojego erdelka rodzina chciałaby nabyć kolejne szczenię...również erdelka. Syn znalazł hodowlę przez ogłoszenie na OLX. Mam pytanie, czy ktoś może zna hodowlę There and Back?
  10. Akurat Royal Canin Hypoallergenic ma w swoim składzie kurczaka ( wątroba) i prawdopodobnie tłuszcz ( tłuszcz zwierzęcy). Dodatkowo, aby kupki psa były fajne i zwięzłe ma dodany klinoptylolit pochodzenia osadowego ( najtańsza wersja zeolitu), który został w 2000 roku tymczasowo dopuszczony do stosowania w paszach na terenie UE. Mój niedawno adoptowany pies ma zewnątrzwydzielniczą niewydolność trzustki. W grudniu wyniki krwi fatalne, waga 13 kg, pies skrajnie zaniedbany, zagłodzony. Obecnie wyniki krwi się polepszają waga sprzed 2 dni to 21,5 kg. Nie dawałam mu RC. Je karmę gdzie jedynym źródłem białka jest ryba ( rzadki alergen), bezzbożową, o zawartości tłuszczu surowego 12% oraz włókna surowego 3%. Ogólnie radzę poszukać karmy bez typowych alergenów ( zboża w tym soja, oraz bez uczulającego twojego psa mięsa -z jednym rodzajem mięsa np. rybą, jagnięciną), o niskiej zawartości tłuszczu i włókna ze wzg na trzustkę, nie koniecznie mniej niż te 10% tłuszczu
  11. Tyśka) Bo 4 letni pies nie jest taki słitaśny jak szczeniaczek? Od dawna masz tego szczeniaka? Poświęcasz czas dorosłemu psu, czy go już olałaś i tylko szczeniorek się liczy? Suka jest prawdopodobnie po prostu zazdrosna o Twoją uwagę. Może warto popracować nad relacjami obu psów? Może faktycznie lepiej jest rozważyć opcję wyadoptowania szczeniaka, który zniesie to lepiej, niż członka rodziny od lat czterech? Wiesz jaka będzie to trauma dla psa? Za kilka lat, jak szczeniak dorośnie, weżniesz kolejnego a dla tego też będziesz DSa szukała? 15 lat temu pod schroniskiem spotkałam taką osobę jak Ty. Oddała czekoladowego labka do schronu, bo sprawiła sobie szczeniorka, a dorosły pies poszedł w odstawkę...A Pańcia jeszcze łaskawie do schronu w "odwiedziny" przyjeżdżała, krzywdząc psa jeszcze bardziej...
  12. Jesteśmy pobpierwszej wizycie, sytuacja wygląda słabo.. -waga psa 13kg (łajka powinna ważyć ok. 20-22kg) -pies jest potwornie zapchlony -morfologia wykazuje poważną anemię ( jeszcze trochę i pies będzie potrzebował transfuzji) -wątroba i jedna z nerek, obraz nieprawidłowy -przerośnięta znacznie prostata, w przyszłości kastracja psa -płyn w jamie brzusznej, niestety w zbyt małej ilości, by pobrać próbkę -gruczoły przy odbycie zatkane -jelita drożne, żołądek prawidłowy, nie widać guzów, narośli czy innych objaw nowotworów. Podano lek w tabletce na pasożyty zewnętrzne. Oprócz morfologii krew poszła na badanie na obecność pasożytów oraz chorób odkleszczowych. Mam dostarczyć odchody psa z kolejnych trzech dni. Jutro powtarzamy morfologię. Pies ma oczyszczone gruczoły przy odbycie, dostał antybiotyk, lek przeciwzapalny. Podejrzewana choroba odkleszczowa anaplazmoza lub pasożyt, którego nazwy z nerwów nie zapamiętałam. Pani doktor wypisze mi coś na kształt raportu z badań psa. Wszystkie kocyki, posłania itp są do utylizacji, pies ma zakaz kontaktów na ten moment z innymi zwierzętami. Pan X został powiadomiony o konieczności spalenia słomy z budy chorego psa, dezynfekcji kojca, odrobaczeniu pozostałych 5 psów, reakcji na ten moment brak, być może jest jeszcze w pracy.
  13. Przemyśl to jeszcze raz, o ile do dzisiaj psa nie kupiłeś, szczególnie jeśli mieszkasz sam. Owczarek niemiecki to spory pies, nastawiony na pracę z człowiekiem. Szczenię wymaga sporo pracy ( nauka czystości, nauka posłuszeństwa, nauka zostawania w domu). Będziesz miał czas i co ważniejsze ochotę wstać sporo wcześniej, żeby psa wybiegać przed pozostawieniem go samego w domu przez tyle godzin? I to nie ważne czy mamy piękną pogodę czy leje deszcz? A co gdy odpukać zachorujesz? Czy ktoś psem się zajmie? Albo jeśli zachoruje pies? ( niestety ale owczarki są mocno kątowane, często mają problem z dysplazją). Pies owszem może zostać w domu sam, ale na początku musisz poświęcić mu sporo czasu ( licz się z załatwianiem w domu przynajmniej przez pierwsze 6 miesięcy). Musisz też go odpowiednio wychować, by nie stanowił zagrożenia dla innych psów i dla ludzi, będziesz miał czas by go wyszkolić samemu, lub zapisać się na kurs?. Posiadanie psa jest fajne i ma wiele plusów, ale ma tez sporo minusów. Bierzesz żywe zwierzę, za które stajesz się odpowiedzialny ( jego zachowanie i jego dobrostan)
  14. Oczywiście, że dam znać. Sama czekam na wtorek, dość nerwowo zresztą, bo nie wiem, co powie weterynarz.Z jednej strony zachowanie psa daje nadzieję, z drugiej strasznie się martwię nie wiedząc, co mu dolega. Ale do wtorku już blisko. Pies nadal jest wesoły, chociaż szybko się męczy ( ale nie dyszy jak mój secrowiec dziadziuś erdel). Po prostu myślę, że po miesiącach zamknięcia na małej przestrzeni stracił formę...byle do wtorku
  15. Hej Nie chcę oceniać tego Pana. Wydaje mi się, że człowiek się trochę pogubił i był z lekka bez wyobraźni. Ja mam z nim ograniczone kontakty, mąż widuje się z nim częściej. Człowiek ten miał kiedyś jednego psa, też w kojcu u Pana Y, ale pies był wyprowadzany, karmiony, ogólnie facet bardziej się starał. Jeśli dobrze pamiętam, po śmierci ( ze starości) psa Pan X kupił dwa kolejne ( łajki i właśnie jedna z nich jest u mnie), potem spodobały mu się psy innej rasy, jakiś czas temu kupił z hodowli sukę ( jak podkreśla za 2 tyś) i wydaje mi się, że łajki zeszły na plan drugi albo i trzeci, a Pan X tak jak człowiek z manią zbieractwa stracił nad sobą kontrolę i w sumie psów jest 6 ( tzn 5 bo łajka od rana jest już pod moją opieką). Dodatkowo przez jakiś czas Pan X mógł liczyć na pomoc kolegów w opiece nad psami, niestety stał się niesłowny, olewatorski i trochę kręcił, użalając się nad sobą, że wszystko jest na jego głowie. W ten sposób ludzie stracili do niego zaufanie, a także chęć pomocy ( o tym akurat dowiedziałam się częściowo wczoraj i dzisiaj od męża). My przez cały tydzień próbowaliśmy przekonać znajomych do pomocy. Część puka się w głowę ( że mąż zwariował, bo psom krzywda się nie dzieje), inni widzą, że coś jest nie tak, ale nie chcą tego ruszać ( w tym brat męża, wyjeżdżający z tekstem, po co Wam to, dajcie se spokój), ale kilku chłopaków dzisiaj zadeklarowało pomoc. Dzisiaj kojce zostały sprzątnięte, psy były na spacerze, kilku znajomych zwiozło karmę ( my też zawieźliśmy 15 kg). Pan X zdaje się nawet rozumieć powoli, że po pierwsze potrzebuje pomocy, po drugie, chyba powinien poszukać dobrych domów dla psów. Co do chorego psa, którgo zabrałam... -pies jest przeraźliwie chudy, w sumie można na nim uczyć się psiej anatomii, szkielet plus futro -ma coś jakby łupież? Są też widoczne na białej sierści jakieś czarne kropki, nie wiem, pchły? Ale wcale się nie ruszały więc nie mam pewności, -odchody wcale nie są jak krowie placki, tylko walcowate, cholernie twarde ( sprzątałam to wiem) o jasnoszarym kolorze wewnątrz a brązowym na zewnątrz niestety z krwią. Ale wydaje mi się, że widziałam w nich żeberka kurczaka ( są karmione kurzymi korpusami), i jakieś coś jak ziarna ryżu, jakby robale? Człony tasiemca czy jaja? Nie wiem, zrobiłam zdjęcia, żeby we wtorek pokazać weterynarce. -nie dławi się jedzeniem, nie charczy, nie wymiotuje ani nic takiego. Może dlatego, że u mnie jest sam przy misce, ma podaną suchą karmę, nie korpusy i nic nie musi pochłaniać w błyskawicznym tempie, bo nie ma konkurencji do jedzenia? -pije normalne ilości wody -pies nie jest osowiały, porusza się sprawnie ( chyba w szoku, że ma taki duży teren do pobiegania po kojcu), szczekał na sąsiada i wydaje się być wesoły. Nie wiem, co o tym myśleć. Nie wydaje mi się byc śmiertelnie chory, żeby rozważać jego uśpienie. Mój erdel jak jest chory, to jest osowiały, marudny, ma zwieszone uszy i ogon i pokłada się po kątach. Ten natomiast biega po terenie, węszy, żywo reaguje na dźwięki, nasłuchuje, ogólnie po prostu zachowuje się jak pies zdrowy. -Nos ma mokry i chłodny, taki normalny, dziąsła też normalny kolor ( jest tak uległy i przymilny, można było go obejrzeć) Ogólnie, mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Pan Y został poinformowany, że pies po wyleczeniu do niego do kojca nie wróci, co przyjął z tekstem " no i dobrze, może zabierzecie jeszcze jednego ?" Pan X jeszcze o tym nie został powiadomiony. Zależy mi na opinii weterynarki dot. stanu w jakim pies do mnie przybył, chcemy z mężem owym niedowiarkom uświadomić, że nie robimy z igły widły, ale że psy potrzebują zainteresowania. Część kolegów na wiadomość, że to mój mąż a nie Pan X, będzie koordynował prace przy psach zgodziło się pomóc. Zobaczymy jak to będzie, mam nadzieję, że wszystko skończy się dobrze dla wszystkich zainteresowanych.
×
×
  • Create New...