Witam wszystkich serdecznie.
Nie ukrywam, że byłoby mi bardzo miło wejść do Waszego grona i zostać dobrze przyjętą. Muszę się przyznać, że zanim zdecydowałam się cokolwiek do Was napisać, przesiedziałam przy kompie, czytając Wasze posty, wiele, wiele godzin. Czasami nawet nie zauważałam, że to już druga w nocy wybiła, rano do pracy trzeba ruszać, a ja siedzę i wbijam się coraz głębiej w tematykę, którą poruszają miłośnicy yoreczków. Na zmianę to się śmiałam, to smuciłam, to znowu włosy mi dęba stawały na głowie (np. gdy czytałam o kradzieżach, czy beztroskiej działalności pseudohodowców). Widzę, że jest tu sporo osób, które bardzo często zaglądają do yorkowego forum.
Jeśli Was nie zmęczyłam jeszcze, to chciałabym Wam coś o sobie i moim ukochanym Kofim opowiedzieć. Zanim trafił do mnie Kofi, byłam szczęślwą właścicielką pięknego westika.Miał na imię Juken. Miał 6 lat. Od kleszcza zachorował na babeszję, potem dopadła go autoagresja ( nie będę się rozpisywać, bo to jeszcze bardzo boli). Walczyłam o niego ponad miesiąc. Umarł na moich oczach. Myślałam, że mi serce pęknie. I powiedziałam sobie - już nigdy więcej psa. Oddałam wszystko, co było z Jukenkiem związane. Ale i tak każdy ruch, każde działanie przypominały mi mojego pieska
Płakałam 11 dni. Wszędzie, nawet w pracy. Moja rodzina (mąż, tróka dzieci, przyjaciółka) nie mogli już na to patrzeć.
Pewnie dlatego, gdy, po 11 dniach zapytałam, co sądzą wzięciu nowego pieska - wszyscy odetchnęli z ulgą.
I tu muszę się przyznać, że popełnłam same gafy (teraz jestem mądra, bo prześledziłam to forum). Decyzja zapadła 20 maja. I Kofi trafił do nas 20 maja. Zapragnęłam yorka, bo wcześniej już na zabój zakochałam się w tej rasie. Wiedziałam tylko, że ma być z rodowodem. Ale nic nie sprawdzałam, niczego nie podejrzewałam, nie sądziłam, że takie rzeczy się dzieją, że ludzie robią niezły biznes na psach. I chyba miałam dużo szczęścia. Hodowlę znalazłam przez allegro (nazywa się Yorex). Pojechałam po małego szczeniaczka (tylko obejrzeć), ale zakochałam się od pierwszego wejrzenia w moim Kofim - sześciomiesięcznym, najpieknięjszym i nasłodszym piesku na ziemi (pewnie macie odmienne zdanie na ten temat:lol: i się nie dziwię;)). Nie sposób opisać, co do niego czuję. Może kiedyś ubiorę to w słowa. Faktem jest, że Kofi sprawia, że od rana mam dobry humor.
Zaakceptował już wszystkich domowników, ale, co mnie bardzo cieszy,to ja jestem dla niego najważniejsza. Wybrał mnie :) Kocham go bardzo.
Przepraszam, że tak siię rozpisałam, ale Wy mówiliście do mnie niejako kilka dni:evil_lol:, więc może mi wybaczycie.
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie
Dorota