W końcu udało mi się tutaj zalogować. Nie wiem od czego zacząć, może nie będe pisała wszystkiego od początku. Sprawy mają się tak, że mam 16 lat i przygarnęłam pół żywego Zumiego z ulicy. Mieszkam w bloku, osoby które zainteresowały się wraz ze mna jego losem mają już zwierzęta. Moja kuzynka mieszkała nieopodal, więc spadłam na pomysł, żeby zrobić mu tymczasowe legowisko w szopce. No i tak oto mamy go już od poniedziałku, jak dobrze pamiętam. Jednak pies znalazł się tam tylko dlatego, że nasza babcia jest w sanatorium, bo w przeciwnym razie w życiu nie zgodziłaby się, żeby mieć drugiego psa. Babcia wraca już zaniedługo, także mogę go przetrzymać GÓRA do piątku. Piesek był faktycznie w opłakanym stanie, jednak nie oszczędzamy jego żołądka, cały czas dajemu mu jedzonko, wcina - tylko się kurzy. Byłam z nim u weterynarza wraz z młodsza koleżanką i panią ze sklepiku szkolnego, która też ejst wegetarianką i postanowiła nas wesprzeć. Zapłaciła za lekarstwa które dostał piesek, czyli antybiotyki. Lekarstwa starczy do wtorku. Potrzebne sa jeszcze szczepienia, jednak narazie nie mamy na to funduszy. Nie pisałabym o Zumi, gdyby nie tragizm sytuacji. Najgorsze jest, że goni mnie czas, i naprawdę nie wiem, co dalej robić. Dużo jest ludzi chętnych do pomocy, jednak do tej pory zgłosiła się tylko jedna osoba, która chciałaby go przygarnąc, w dodatku nie wiem, czy na 100%. Zumi jest juz radosny, odwazniejszy. Przestaje sie bać, cieszy się na mój widok, chętnie się tuli, biega po ogrodzie i bez sprzeciwu prowadzi się na smyczy. Ludzie zaczepiają mnie na ulicy, i mówią, że mam pięknego psa. Bo on naprawdę jest piękny. Nie wybaczę sobie, jeśli nikt go nie przygarnie i będzie musiał znów wylądowac gdzieś na pastwę losu. Dziękuje wam za pomoc, mam nadzieję, że znajdzie się jeszcze wiele osób, które pójdą w wasze ślady.
PS: Zumi był też już umyty i wyczesany a także pozbawiony kleszczy.
PS2: ZUMIŚ TO FAJNY MIŚ!! :multi: